Delta Goodrem to prawdziwa kobieta. Dojrzała, klasyczna, zmysłowa i wewnętrznie dzika. Taka jest też jej nowa płyta Wings of the Wild. Wydawnictwo, podobnie jak poprzednie, skierowane jest do słuchaczy dojrzałych i świadomych muzycznie. Czy australijska diva uniosła się na skrzydłach czy sama sobie je podcięła i spadła?
These wings were made to fly to najlepsza odpowiedź na to pytanie. Delta po czteroletnim odpoczynku rozłożyła szeroko swoje skrzydła i pofrunęła bardzo wysoko. Nowe wydawnictwo to klasa sama w sobie. Goodrem nie zmienia się pod wpływem czasu i nie próbuje na siłę unowocześnić swojej twórczości. Na płycie najczęściej akompaniuje jej fortepian, na którym sama komponuje muzykę. Pomimo to za pomocą swojego nieziemskiego głosu, Delta potrafi nadać pazura stonowanym utworom – tak jak otwierające płytę Feline. Dynamiczna kompozycja, której pikanterii dodają odgłosy wytworzone wokalem Goodrem. Podobnie jest z Just Call, tylko tutaj dodatkowo klimatu dodają bębny.
Miałem lekki problem z tą płytą. Od pierwszego przesłuchania albumu zachwycałem się każdym utworem. Jednak po zakończeniu odsłuchu zapominałem jak brzmiała połowa krążka. Dopiero po kilkakrotnym odtworzeniu wydawnictwa, można wyłapać cechy charakterystyczne. Krążek zlewa się momentami w jedną, wielką całość, a wystarczyłaby zmiana kolejności piosenek na płycie. No cóż…
Przed oddaniem płyty w ręce fanów zdołaliśmy poznać trzy single: Wings, Dear Life i Enough. Trzy różne piosenki. Pierwsza przyjazna radiu, rytmiczna, szybko wpadająca w ucho, która według plotek miała reprezentować Australię na tegorocznej Eurowizji. Druga to piękna ballada, która w całości pokazuje niemałe możliwości wokalne Delty i jej wyśmienite wibrato. Ostatni to prawdziwy szok. Czemu? Bo Goodrem zbyt często nie zaprasza gości na swoją płytę, a tym bardziej raperów. A raczej raperek. Efekt finalny? Wow. Wyszło nie australijsko, a mocno amerykańsko – to chyba za sprawą tych chórków. Całą piosenkę skradła Gizzle. Do tego powstał ładny, artystyczny klip.
Teksty, jak przystało na dojrzałego odbiorcę, trzymają poziom. Rzekłbym, że zaraz po wokalu Delty, to najlepsza składniowa płyty. Wystarczy włączyć Heavy czy też Only Human, żeby znaleźć potwierdzenie moich słów. Dodatkowo chciałem zwrócić waszą uwagę na pierwszy wymieniony utwór. Heavy to perła na Wings of the Wild. Emocjonalny utwór, z przepiękną warstwą liryczną i muzyką zmieniającą tempo.
Sometimes I lay awake in bed at night
I close my eyes and all I see is see the dreams I used to dream about when I was younger
I wonder where I took the path of no return
I might’ve lost my way a hundred times but no I never ever lost the hunger
Na zamknięcie płyty Delta umieściła cover I Believe In A Thing Called Love formacji The Darkness z 2003 r. Piosenka w zupełnie nowej aranżacji – oryginalna jest rockowa, dynamiczna, a ta w wykonaniu Goodrem zmysłowa i pełna klasy – refren przyprawia mnie o ciarki.
Delta kolejny raz udowodniła jak wysoki poziom reprezentuje swoją osobą, która przekłada się na jej twórczość. Płyta Wings of the Wild dopracowana jest od A do Z. Jeżeli lubicie wydawnictwa zmysłowe, lekkie, kobiece i drapieżne, to lepiej nie mogliście trafić. Jedyne co mi pozostało, to żyć w nadziei, że krążek zostanie wydany fizycznie w Polsce.


