David Guetta – Listen (2014), recenzja Zuzanny Janickiej

Po wydaniu w 2009 roku bestsellerowego albumu One Love i po niezliczonej ilości wałkowanych wszędzie i o każdej porze singli pokroju When Love Takes Over (feat. Kelly Rowland) czy Sweat (feat. Snoop Dogg), wydawać by się mogło, że pochodzący z Francji DJ i producent David Guetta jest niezniszczalny. Tworzył hit za hitem. O współpracy z nim marzyły całe tabuny gwiazd. Kilka miesięcy temu szum wokół DJ’a ucichł, by na nowo powrócić wraz z premierowym materiałem, który zebrany został pod szyldem Listen.

Formalnie David Guetta nie udał się na żaden urlop (nawet na Ibizie wypocząć do końca nie może, bo jego sety cieszą się ogromną popularnością), ale nieco tylko przystopował i zrobił miejsce młodszym twórcom EDM. Dzięki temu udało się wypłynąć takim producentom jak Avicii, Calvin Harris i Martin Garrix. Ich popularność pokazuje, że nie jest ważne kto się za to zabiera, bo taneczna, wakacyjna muzyka sprzeda się zawsze. Mi wprawdzie bliżej do stylistyki SBTRKT czy Katy B, ale nie potrafię przejść obojętnie obok naszpikowanych znanymi nazwiskami płyt Davida Guetty. Szkoda tylko, że zawsze się zawiodę co do jakości prezentowanej tam muzyki. A jak jest na Listen?

Nie wsłuchiwałam się nigdy w pierwsze studyjne albumy Guetty, ale znam jego dwa poprzednie wydawnictwa. One Love było złe, naprawdę. Choć od kompletnej klęski uratowały go takie piosenki jak It’s the Way You Love Me (kolejny duet z Kelly Rowland, jakże lepszy od ogranego When Love Takes Over) oraz tytułowa kompozycja z brytyjską wokalistką Estelle, którą znać możecie z przeboju American Boy. Kolejna propozycja DJ’a – Nothing But the Beat – była jeszcze gorsza. Płyta jest strasznie wtórna, banalna, nie ma na niej nic, co by mnie zaskoczyło. No chyba, że obecność takich wokalistek jak Sia czy Jennifer Hudson.

Guetta i Sia lubią chyba ze sobą współpracować, bo aż dwie piosenki z australijską wokalistką wylądowały na podstawowej wersji płyty. Nie zabrakło również innych znajomych producenta. Pojawia się i Nicki Minaj i Afrojack. Podoba mi się to, że DJ zaprosił do współpracy dopiero stawiających swoje pierwsze kroki na estradzie artystów z Samem Martinem i Bebe Rexhą na czele. Zaskakuje natomiast obecność Birdy, Johna Legenda i grupy The Script.

Zaczyna się zaskakująco. Nie znałam wcześniej Dangerous, dlatego też przeżyłam mały szok słysząc pianino. W dalszej części robi się wprawdzie bardziej tanecznie, ale nie tandetnie. Balladopodobne What I Did for Love zyskuje dzięki pięknym wokalizom Emeli Sandé. Świetnie (a przede wszystkim dość świeżo) brzmi No Money No Love, czyli kolaboracja Guetty z debiutującą Elliphant i zapomnianą Ms. Dynamite. Te trzy piosenki należą do mojej czołówki. Warto sięgnąć również po hip hopowo-housowe Hey Mama z genialną Nicki Minaj oraz balladę The Whisperer, której ozdobą jest śpiewająca z nutką dramatyzmu Sia.

Pozostałe utwory albo nie wyróżniają się niczym szczególnym, albo najzwyczajniej w świecie irytują i atakują słuchacza agresywnymi komputerowymi bitami. Pierwszy przypadek reprezentować może chociażby I’ll Keep Loving You z Birdy oraz S.T.O.P z Ryanem Tedderem. W drugim wymienić można niestety więcej piosenek. Fragmenty takich kawałków jak Yesterday, Listen (John Legend!), Lovers of the Sun czy Bang My Head mogą się podobać. I tylko żal tych popsutych identycznymi komputerowymi mixami refrenów, od których pęka głowa.

Listen jest albumem nieco tylko lepszym od dwóch poprzednich. Przede wszystkim Guetta nie nie zaserwował nam czternastu identycznych kompozycji i rozszerzył wachlarz swoich inspiracji i bitów. Mimo wszystko Listen to płyta niezbyt zadowalających melodii i świetnych wokali. Ale na karnawał jak znalazł. Po kilku(nastu) drinkach i tak jest chyba obojętne, do czego się człowiek giba na parkiecie.

david guetta listen 2014

Czytaj również