Trzeba przyznać, że Daniel Bloom wpuścił w polską muzykę elektroniczną zupełnie nową świeżość, nadał jej nową jakość. Po przesłuchaniu jego najnowszego krążka, zatytułowanego Lovely Fear byłam całkowicie oczarowana. Właściwie jestem do dziś i często do niego wracam. W końcu przyszedł czas, by zetknąć się z jego muzyką na żywo. Zapraszam na relację z koncertu!
W świecie muzyki bytuje od lat. Do tej pory tworzył przede wszystkim kompozycje na potrzeby filmów, które stanowiły niejako tło, dźwiękowe obrazy dopełniające całości ekranizacji takich jak „Nieulotne” (2013r.), „Neon” (2014r.) czy „Wszystko, co kocham” (2010r.). Nareszcie przyszedł czas na zaprezentowanie autonomicznego, autorskiego repertuaru. 16 października minionego roku ukazał się jego album zatytułowany Lovely Fear, a teraz artysta rozpoczął jego promocję. Koncert, który odbył się 1 marca w warszawskich Hybrydach, stanowił 4. przystanek trasy „Lovely Fear Tour”.
Często to właśnie koncerty, występy przed zgromadzoną publicznością są największym sprawdzianem dla albumu i samego artysty. To chyba najlepszy moment, by sprawdzić, czy krążek „działa” i nie jest wyłącznie dopieszczoną do granic możliwości, technicznie bezbłędną produkcją. Daniel Bloom wypadł w tym teście znakomicie i wraz ze swoją załogą zaprezentował się fenomenalnie.
Koncert rozpoczął się z małym opóźnieniem, kilka minut po 20.00, a powoli gromadząca się publiczność szczelnie wypełniła salę klubu. Trzeba przyznać, że audytorium w przeważającej mierze stanowili ludzie dobrze znający twórczość Blooma, były to nieprzypadkowe osoby. Fantastyczna publiczność oraz bardzo swobodna konferansjerka artysty wytworzyły niezwykłą, nieprzeciętną atmosferę.
Muzyk podczas tego wieczoru zaprezentował przede wszystkim utwory pochodzące z jego najnowszego wydawnictwa, ale również te składające się na jego wcześniejszy dorobek artystyczny. Pierwszą piosenką, która rozbrzmiała, była niezwykle klimatyczna Hungry Ghost z wyjątkowym, ciepłym, nastrojowym wokalem Tomka Makowieckiego, którego można było jeszcze usłyszeć m.in. w utworach Addicted czy Heartbreakers.
Na warszawski koncert Daniel Bloom zaprosił także innych artystów uczestniczących w nagraniu ostatniego krążka. Na scenie zaprezentowały się również fenomenalna Gaba Kulka wykonując utwory How We Disappear oraz Lovely Fear, a także niezwykła Marsija Loco w utworze Lemon Smile. Ogromną euforię wśród publiczności wzbudziło pojawienie się zjawiskowej Meli Koteluk, która wykonała piosenkę Katarakta. Przyznam, że również bardzo wyczekiwałam tego wykonania. Przez cały koncert artystę wspierali też inni muzycy, czyli Tomek Makowiecki oraz Gniewomir Tomczyk. Po około 90-minutowym show publiczność nie pozwoliła tak szybko odejść artystom, którzy natychmiastowo ponownie powrócili na scenę, by wykonać dodatkowo trzy utwory.
Daniel Bloom posiada niezwykłą zdolność wyławiania z muzyki tego, co najważniejsze – niesamowitych emocji. Urokliwe kompozycje, cudowni artyści oraz przepiękna gra świateł nadały temu wieczorowi niespotykany czar, wyjątkowy klimat. Przed Danielem Bloomem jeszcze klika koncertów z trasy „Lovely Fear Tour”. Gorąco zachęcam do uczestnictwa w tym wyjątkowym wydarzeniu. Naprawdę warto.







