Czesław Śpiewa – Grać nie srać (2013), recenzja Joanny Niewiadomskiej

Ten, kto jeszcze nie miał okazji być na koncercie formacji Czesław Śpiewa, teraz może to nadrobić nie ruszając się z domu. Zespół składa na ręce fanów płytę sklejoną z piosenek wykonanych na koncertach w 2012- 2013 roku. Znajdują się tam utwory wygrane zarówno na komercyjnych, jak i kameralnych imprezach. Grać Nie Srać już od 9 października czeka na wyniesienie ze sklepowych półek wprost do domowych odtwarzaczy, by zabrzmieć w głośnikach. Niech dojdzie do uszu sąsiadów i zachęci ich do nabycia.

A jak już nabędą płytę, przekonają się, że znajdują się na niej zarówno udane wykonania, jak i totalne wtopy. Mozil wskazuje tym zabiegiem, na to, że artysta może mieć swój lepszy i gorszy dzień. Nie zawsze jest jednakowo, ponieważ nie jest maszynką, lalką, robotem nie jest. Stąd też tytuł, wydaje mi się zobowiązujący poprzez swoją bezpośredniość. Co znaczy „grać nie srać”- no tyle, że nie ma co się nad sobą rozczulać i niezależnie od samopoczucia, nastroju, wykonywać robotę, która do nas należy. Oczywistą oczywistością muzyk także ma muzykować, a nie biadolić i użalać się nad sobą. No i w efekcie, gdy przydarzy mu się niedyspozycja, piosenki nie są majstersztykiem, a co gorsza bywają kompletną klapą. Teraz ktoś powie, że przesadzam. Ale nie! Moi kochani, artyści to też ludzie. Też miewają różna przypadłości.  I teraz wyobraźmy sobie sytuację, że taki Czesław ma zaparcie, a tu koncert trzeba zagrać. Elokwencją, dowcipnością i na dodatek talentem się wykazać. No i co mu pozostaje w takiej sytuacji? Grać Nie Srać, ot co. A wracając do stanu powagi, bo pisanie recenzji tegoż wymaga- Mozil zwraca uwagę na rzecz naprawdę istotną.

To jest nasza pocztówka i spowiedź z tego okresu – mówi artysta w zapowiedzi drugiego krążka.

Mogę napisać, że przyznanie się do (idąc śladem słów Czesława) grzechów koncertowych, świadczy o o szczerości artysty. Mogę, ale tego nie zrobię, bo to zbyt pedagogicznie zabrzmi. Mogę napisać, że to warta docenienia autoironia. Mogę, ale także tego nie uczynię, bo jest to oczywiste. Nie od dziś wiadomo, że są to jajcarze z olbrzymim poczuciem humoru, jednak w pełni świadomi swoich czynów. Dodanie najgorszych momentów w niewielkim stopniu jest podyktowane tylko przez spontaniczność. Faktem jest, że mało który artysta, by się na to odważył. Wolałby zapomnieć, wymazać, nigdy nie wspominać o swoich potknięciach. A oni nie… A macie nasze wtopy. Bo kształtują nas zarówno te gorsze, jak i te znakomite momenty. Kto wie, czy te złe nie są lepszą nauką. Kolejna sytuacja: jest sobie artysta, koncerty zagrane tak, że żaden meloman się nie oprze, recenzje co jedna to pochlebniejsza- lukier kapie zewsząd- to co, nie zepsuje się troszkę taki artysta? Każdy głaskany nadmiernie zaczyna wyobrażać sobie, że jest bogiem, który zstąpił między ludzi. A jak czasami przytrafi mu się coś spieprzyć? Kubeł zimnej wody. Trochę kaca moralniaka. I w efekcie plusy na koncie pokory. I diament się szlifuje i szlachetniejszy poprzez upadek jest. I wsio.

(…) come together forever i obciach – powiedział sam Mozil na płycie tym tekstem recenzowanej.

I poczucie obciachu zostaje, ale tworzy się dalej. Może nawet lepiej, żeby na kolejny upadek sobie nie pozwolić.

I jak to bywa po wytknięciu tych gorszych części składowych, warto skupić się na tych dobrych, bo z kolei pierwszy krążek, to zapis najlepszych wykonań z 2012- 2013 roku. Fani zapewne będą zadowoleni. Istnieje także prawdopodobieństwo, że ci którzy pierwszy raz zetkną się z twórczością zespołu, też dołączą do grona odbiorców nią zauroczonych. Zespół niczym kobietom w ciąży, daje słuchaczowi najeść się jednocześnie kiszonego i słodkiego. Jednak nie wywołuje to mdłości. Wręcz przeciwnie. Zachęca do słuchania, bo głodni sensacji fani „( a może raczej pseudofani, w każdym razie jakaś część odbiorców) dostaje na tacy podane potknięcia swoich idoli. Tym samym ta teoretycznie gorsza część składanki, staje się jej walorem. I idąc tropem tytułu, na płycie dają się słyszeć czasami stęknięcia, lecz cała jest zdecydowanie nie wysrana, a wygrana. Formacja zrealizowała postawiony sobie cel. CD 1 to ich najlepsze chwile, największe owacje i najcieplejsze przyjęcia. Poza tym same koncerty  są nietypowe i dosyć osobliwe. Można pokusić się o stwierdzenie, że są czymś w rodzaju małego przedstawienia, performece’u. Tym samym nie ma co się bardziej rozpisywać, wystarczy dodać, że krążek jest interesujący oraz, jak sami twórcy barwny. Po prostu wart odsłuchania.

Podsumowując pozwolę sobie po raz wtóry zacytować obiekt recenzowany:

I proszę nie wierzyć panu z mikrofonem, bo pan z mikrofonem, on podpuszcza. I proszę mieć dystans. Bo jak się nie ma dystansu do pana z mikrofonem…

Tutaj sobie dodajcie, co chcecie. Oceniając w kilku słowach płytę- dystans plus występy performatywne, bo takie są koncerty Czesław Śpiewa. Posłuchajcie i dajcie się ponieść. Bo czy w muzykowanie wpisane są tylko świetne wykony? I co by zabrzmieć filozoficznie wręcz: życie to wypadkowa dobrych i złych momentów. W związku z powyższym płyta Grać Nie Srać jest przez swoja zawartość bardzo życiowa. Kropka, napisane. Niech leci w internet.

czesław spiewa grać nie srać

Czytaj również