CupcakKe – Ephorize (2018), recenzja Christiana Cieślaka

Znalezione obrazy dla zapytania CupcakKe - Ephorize

Wydaje mi się, że babeczki lubią wszyscy. Nawet ja, osoba generalnie nieprzepadająca za słodyczami, czasami mam ochotę zjeść tego typu cukierniczy wyrób. Co jednak tyczy się amerykańskiej babeczki prosto z Chicago, czyli CupcakKe, to trzeba przyznać, że to delicja nie dla wszystkich.

Krążek pod tytułem Ephorize, co oznacza posiadanie czegoś pod zupełnym wpływem, jest już piątym muzycznym dziełem w wykonaniu tej zaledwie dwudziestoletniej raperki. Jeśli do tej pory nie poznaliście twórczości CupcakKe, to myślę, że to idealny moment by nadrobić zaległości. By wam nieco pomóc, to powiem, że bohaterka tejże recenzji zasłynęła w światowym internecie za sprawą bardzo obscenicznych utworów dotykających tematyki seksu oraz wszelakich czynności z nim związanych. Przykładowe tytuły to Deepthroat, Doggy Style, czy Best Dick Sucker i tych chyba nie trzeba wam tłumaczyć z angielskiego na nasze.

Wracając jednak to meritum, trzeci studyjny album CupcakKe jest albumem dobrym, ale nie szczególnie intrygującym. Czemu? Już wyjaśniam.

Najjaśniejszym punktem tego krążka jest jego strona tekstowa. Każdy z piętnastu utworów pod względem lirycznym, został dopieszczony z niezwykłą precyzją. Dodatkowo, bije od nich niezwykła szczerość, co skąd inąd mnie to nie dziwi, ponieważ wszystkie zostały napisane przez samą CupcakKe.

Co tyczy się natomiast samych melodii, to tu trzeba powiedzieć, że jest bardzo różnie. Warto jednak podkreślić, że jest to produkcja niezależna, co w dużym skrócie oznacza, że nie można sobie pozwolić na najlepszych producentów świata. Najgorszymi pod tym względem kompozycjami są Cinnamon Toast Crunch oraz Crayons, których audio totalnie mnie od nich odrzuca. I chociaż tak jak powiedziałem wcześniej, iż doceniam ich warstwę tekstową, to nie potrafię się przy nich dobrze bawić, ani tym bardziej dobrze czuć, no chyba, że po wypiciu sporych ilości alkoholu. By jednak nie być takim srogim w swojej ocenię, muszę przyznać, że są też utwory, których audio jest całkiem interesujące i był na nie jakiś pomysł, tak jak w przypadku Wisdom Teeth, Navel, czy Post Pick.

Drugi problem tego albumu to pewna bliżej nieokreślona monotonia. Z dziwnych dla mnie powodów, za każdym razem, gdy przesłuchiwałem Ephorize, to zawsze przy ósmym utworze, czyli Self Interview, po prostu zaczynałem ziewać. Oznaczać to może dwie rzeczy. Po pierwsze, że druga połowa albumu nie jest już niczym nowym dla mojego mózgu i jest najnormalniej nudna. Po drugie, co jest raczej mało prawdopodobne, że po prostu się nie wyspałem. Gdybym miał wskazać ewentualną przyczynę tej jednostajności, powiedziałbym, że zapewne wynika ona z wcześniej podniesionego przeze mnie problemu, czyli produkcji tego albumu, która nie jest najwyższych lotów.

Rzecz jasna, Ephorize to nie tylko same twórcze bolączki, ale i wyjątkowo udane utwory. Myślę, że fani zbereźnej CupcakKe najbardziej docenią Duck Duck Goose, które aż eksploduje od swojej wulgarności i seksualności, a przy tym jest cholernie zabawne. Również z bardziej radosnych utworów mogę pochwalić Fullest, które w bardzo przyjemny łączy standardowe hip-hopowe brzmienie z latonyskimi rytmami, co akurat w przypadku tej piosenki sprawdza się świetnie. Wielbicielom „prawdziwego życia” polecam natomiast Exit i Single While Taken, poruszające tematykę relacji męsko-damskich, jednak tych poza łóżkowych.

https://www.youtube.com/watch?v=dXfGhyOu7ks

Ephorize z pewnością nie jest dziełem ponadczasowym, ale wydaje mi się też, że nie tworzono go z taką myślą. Trzeci album CupcakKe to płyta na teraz, na pierwszą połowę 2018 roku, a jego zadanie polega na tym, by mnie zaintrygować i zatrzymać przy twórczości tej młodej raperki, co trzeba przyznać, że mu się udało w stu procentach. Zapewne już niedługo będziemy mieli przyjemność posłuchać kolejnych erotyczno-życiowych tekstów w wykonaniu CupcakKe i sądzę, że będą jeszcze lepsze, niż te pochodzące z płyty Ephorize.

Czytaj również