Obecnie na rynku muzycznym coraz częściej artyści próbują wykonać utwór innego wykonawcy w swojej wersji. Utwory te nazywane są coverami. Są to piosenki, które różnią się od oryginału aranżacją oraz interpretacją. Ich pojawienie datuje się od początku lat 60. ubiegłego wieku, gdzie stanowiły wtedy domenę głównie zespołów rockowych. Zaskakujące jest, iż w wielu przypadkach covery okazują się lepsze od swojej pierwotnej wersji a uczeń nieraz przerasta mistrza. Dlaczego tak jest i w czym tkwi sukces zrobienia udanej „kopii” utworu?
Ważne jest, aby spojrzeć w inny sposób na piosenkę. Odkryć w niej coś nowego, na co jej pierwszy wykonawca być może nie zwrócił uwagi. Dużo zależy również od warunków wokalnych osoby wykonującej cover oraz od sposobu aranżacji. Wydawać by się mogło, że tworzenie utworu na bazie już istniejącego jest łatwe. Zastanawiając się nad tym, uważam, że jest to wielka sztuka i odwaga. Głównie dlatego, że zawsze cover będzie porównywany do oryginału. Jeżeli jest tak samo dobry lub lepszy – to nic się nie dzieje – jednak, jeżeli jest gorszy, od razu narażony jest na określenia typu „nieudana podróbka” czy „marna kopia”.
Mimo tego istnieje wiele grup coverowych jak i artystów, którzy podejmują się tego wyzwania. Zastanawiające może być czy jest to dla nich podnoszenie sobie poprzeczki, czy może pójście na łatwiznę? Wiele głosów przemawia za tym, iż covery to mniej ambitna działalność artystyczna. Z drugiej strony, jeżeli cover odmiennie interpretuje utwór lub nawet jest próbą wykonania pierwotnej wersji w innym gatunku muzycznym to niewątpliwie podnosi to jego walory artystyczne i jest korzystne osoby wykonującej cover (niekoniecznie dla oryginalnego wykonawcy). W świecie muzyki – szczególnie rozrywkowej – ten mechanizm zawsze działa w dwie strony.
Zaspokajanie masowych potrzeb muzycznych jest czynnikiem, który wpływa na powstawanie dużej ilości „zmienionych” utworów, które same w sobie nie niosą dużych walorów artystycznych. Zaśmiecają rynek muzyczny i zaniżają jego poziom.
Patrząc na coverbandy: sens istnienia opiera się na tworzeniu innych, nowych wersji. Na rynku muzycznym również wielcy artyści podejmowali i nadal podejmują próby własnego spojrzenia na piosenki innych artystów. Dobrym przykładem jest cover Metaliki utworu Whiskey In The Jar The Dubliners, Elvisa Presley’a, który wykonał cover Blue Suede Shoes Carla Perkinsa czy chociażby cover Guns N’ Roses (Knockin’ On Heavens Door Boba Dylana). Ciekawym zjawiskiem jest zyskanie większej popularności coveru niż pierwotnej wersji. Dobrym przykładem może być utwór With a Little Help from My Friends The Beatels w wykonaniu Joe Cockera czy I Will Always Love You, które pierwotnie wydała Dolly Parton, ale ballada ta zyskała popularność dopiero dzięki wersji Whitney Houston.
Choć w innych dziedzinach tworzenie takich „kopii” uznawane jest za plagiat to rynek muzyczny jest na to otwarty i nie neguje ich istnienia. Od nas samych zależy czy wolimy słuchać oryginałów czy nowych wykonań – nie zawsze lepszych. Z drugiej strony warto docenić trud artystów, którzy wybierają taką drogę swojej twórczości i przy tym nie idą na łatwiznę.
