Ciara – Ciara (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Recenzując niedawno nowy album Kelly Rowland (Talk a Good Game) żaliłam się na to, że artystka nie jest tak popularna i lubiana, jak na to zasługuje. Stawiana ciągle w drugim rzędzie, ignorowana, niedostatecznie promowana. W takiej samej sytuacji znajduje się bohaterka dzisiejszej recenzji – Ciara. Album zatytułowany po prostu Ciara jest już piątą pozycją w jej dyskografii. Czemu wokalistka nie może przebić się do pierwszej ligi gwiazd r&b?

Dwa pierwsze krążki Ciary (Goodies i Ciara: The Evolution) były hitami. Z nikomu nieznanej dziewczyny uczyniły znaną niemal pod każdą szerokością geograficzną artystkę. Takie utwory jak Goodies, 1,2 Step czy Like a Boy nucili wszyscy. Coś popsuło się po wydaniu Fantasy Ride. Chociaż singiel Love Sex Magic odniósł nie mały sukces, o pozostałych słuch szybko zaginął. Wydany niespełna rok później krążek Basic Instinct tylko potwierdził fakt, że mało kogo interesuje teraz Ciara. Wokalistka znalazła się na zakręcie, kiedy odwróciła się od niej jej własna wytwórnia. Od tego czasu próbowała na własną rękę promować single. Bez skutku. W końcu przygarnęła ją wytwórnia Epic i dała szansę nagrać nowy album i zacząć wszystko od początku. Jaki jest tego efekt?

Nawet jeśli Ciara nie przyzna się do tego publicznie, nie da się nie zauważyć, że zależy jej na popularności. Jak inaczej wytłumaczyć aż dwa duety z Nicki Minaj? Kariera raperki rozwija się w zawrotnym tempie. Ma rzesze fanów, którzy niecierpliwie czekają na każdy kolejny utwór Minaj. Solo czy z kimś. Bez znaczenia, grunt, że pojawia się w nim Nicki. Pierwszym efektem współpracy Ciary z Minaj jest singlowy numer I’m Out. To świetny, przebojowy kawałek łączący w sobie hip hop, r&b i elementy muzyki elektronicznej. Obie wokalistki pozują na silne i pewne siebie kobiety, które nie rozpaczają po rozstaniu z ukochanym. Bardziej jednak do gustu przypadła mi Nicki, której fragment naprawdę wgniata w fotel. Niestety gorzej wypada ich druga kolaboracja – Livin It Up. To zwykły, taneczny kawałek, który niczym specjalnym się nie wyróżnia. Poniżej poziomu obu pań.

https://www.youtube.com/watch?v=J2QSOwqvt6M

Nicki Minaj nie jest jednak jedynym gościem na Ciara. W przyjemnym, przypominającym mi momentami dawne nagrania artystki Where You Go pojawia się raper Future. Razem z Ciarą stworzyli bujający kawałek spod szyldu „mix hip hopu z r&b”. Nawet jeśli duet z Future jest najlepszym featuringiem na krążku, to nie intryguje mnie tak jak Super Turnt Up? Czemu? Piosenkę wokalistka nagrała… z samą sobą! Rozdwojenie jaźni? Zastanawiałam się, jak Ciara zaznaczy granicę pomiędzy swoim pierwszym wcieleniem a drugim. Moje wyobrażenie nie odbiegało od rzeczywistości – raz artystka śpiewa, raz rapuje. Po prostu zamiast zapraszać do Super Turnt Up Nicki Minaj, sama postanowiła wcielić się w raperkę. Co sądzę o tej piosence? Jest całkiem dobra, a co najważniejsze nie ociera się o banał.

Dobre wrażenie zrobiła na mnie kompozycja Sophomore łącząca w sobie hip hop i r&b. To jednak jedna z nielicznych wyrazistych piosenek na płycie. Ciekawym pomysłem było zróżnicowanie tego utworu – zwrotki są mocne, taneczne. Refren natomiast zwalnia. Fani rhythm-and-bluesowych pościelówek na pewno zadowoli nagranie Body Part, będące najspokojniejszą piosenką na Ciara. Nie oszukujmy się jednak. Chociaż kawałek należy do przyjemnych i odprężających, oryginalnością nie grzeszy. Podobne piosenki w swojej twórczości ma każda gwiazda r&b. Spokojniej, ale znacznie ciekawiej, jest w DUI. Moje uznanie zdobyło połączenie r&b z łagodną, nienarzucającą się elektroniką. Szkoda trochę, że oprócz tych wymienionych już przeze mnie piosenek, nic więcej Ciara sobą nie reprezentuje. Mamy tu jeszcze hip hopowe Keep on Looking z chaotycznym początkiem wykonywanym przez jakiegoś faceta i refrenem, gdzie powtarzane są w kółko tytułowe słowa. Jest i przebojowe Read My Lips, które przy odrobinie szczęścia mogłoby stać się hitem. Nie podoba mi się w nim jednak komputerowa obróbka głosu Ciary (w niektórych momentach) dający efekt zaciętej płyty. Najgorsze jednak wokalistka zostawiła dla nas na koniec – brzmiące najbardziej współcześnie, przepełnione elektroniką i dyskotekowymi rytmami Overdose. Może i miało być tanecznie, ale nagranie to odstaje od pozostałych i zaburza spójność albumu.

Nie jestem jakoś bardzo optymistycznie nastawiona co do tego, że Ciara nową (piątą już, warto przypomnieć) płyta odniesie w końcu sukces. Ma sporą konkurencję. Brakuje jej wyrazistości Rihanny, umiejętności autopromocji Beyonce czy zwracania na siebie uwagi, co do perfekcji opanowała Nicki Minaj. Ciara, choć albumem jest w sam raz na wakacje, nie przypadł mi zbytnio do gustu. Jest tu wprawdzie kilka dobrych piosenek, do których na pewno będę wracać, ale resztę raczej sobie daruję. Wolę ponownie zachwycać się Fantasy Ride czy Goodies. I wam też to polecam.

  • Najlepsze: I’m Out, Sophomore, DUI, Where You Go
  • Najgorsze: Overdose, Livin It Up

Czytaj również