Ciara – Ciara (2013) – recenzja Sergiusza Królaka

Wydawać by się mogło, że artystki często uważane za przeciętne i niewyróżniające się powinny nagrać album, który raz na zawsze zakończy wszelkie wątpliwości w ich talent i niepowtarzalność. Po wysłuchaniu najnowszej płyty Ciary nie mogłem ani jednego utworu, ale za to miałem miliony porównań do innych artystek i wielki niedosyt.

Bardzo dobry start płytą Goodies, przychylne opinie o Ciara: The RevolutionFantasy Ride oraz zdecydowanie najniżej oceniane Basic Instrict  pomimo wydania dość sporej ilości albumów, nie jestem w stanie wymienić co najmniej trzech największych przebojów piosenkarki. Zawsze patrzyłem na nią jak na słabszą wersję Beyonce, Kelly Rowland i innych wokalistek. Jedynym utworem, który rzeczywiście kojarzy mi się z Ciarą, jest przebój Love Sex Magic nagrany z Justinem Timberlakiem. Sądziłem, że po bardzo słabym przyjęciu ostatniego krążka, w tym roku doczekam się prawdziwej bomby w postaci albumu Ciara.

Jednak już od pierwszego utworu, singla I’m Out, trudno powstrzymać się od wyłączenia płyty. I nie chodzi tu tylko o zaproszenie do nagrania Nicky Minaj oraz o brak jakiegokolwiek czynnika wyróżniającego piosenkę od innych. Tylko jak można dać się zdominować przez bardziej charyzmatyczną (i niekoniecznie lepszą) koleżankę z branży? Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Poza tym, skoro taki słaby kawałek ma być wizytówką wszystkich dziesięciu, to chyba nie ma co ich dalej słuchać. Ale pomyślałem: pierwsze śliwki-robaczywki, zobaczymy, co będzie dalej. I na pewno było lepiej, ale czy dobrze? Sophomore oraz drugi singel Body Party szybko zaczęły kojarzyć mi się z jakimiś przebojami Rihanny czy Beyonce – podobne brzmienia R&B, podobny schemat utworów, stworzony klimat. No i banalne teksty typu:

My body is your party, baby | Nobody’s invited but you, baby | I can do it slow now, tell me what you want (…) You can keep your hands on me | Touch me right there, rock my body | I cant’ keep my hands off you | Your body is my party

Hip-hopowe Keep on looking z dość ciekawymi samplami było jednym z ciekawszych numerów z całej płyty, chociaż całość zepsuł powtarzany w refrenie na okrągło tytuł utworu. Read My Lips też nie okazał się niczym interesującym i od razu w głowie zacząłem słyszeć wolniejszą wersję Irreplaceable Beyonce. No i jeszcze maglowany na okrągło efekt zaciętej płyty… Dalsze słuchanie płyty stało pod wielkiej znakiem zapytania, nie chciałem bowiem słuchać kolejnych piosenek z efektem ale to już kiedyś słyszałem.

Złą passę przerwał dopiero szósty utwór na płycie. Where You Go okazało się dość dużym ratunkiem dla moich uszu, bo od samego początku porwało moje ciało do tańca i całkiem mi się spodobało. W nagraniu brał udział całkiem nowy w branży hip-hopowej raper Future, który dodał numerowi czegoś intrygującego. Bardzo duże zaskoczenie czekało mnie też w następnym utworze – Super Turnt Up, które piosenkarka nagrała z… Ciarą. Dość zabawnie się tego słuchało, ale wszystko trzymało się kupy, proporcje w eksperymentach z dźwiękami zostały zachowane, co bynajmniej nie wpłynęło negatywnie na odbiór piosenki. Małe znużenie pojawiło się przy DUI, bo znowu nie usłyszałem niczego zjawiskowego i chwytliwego. Z drugiej strony jednak nie było niczego, co drażniłoby mnie i zmuszało do natychmiastowego wyłączenia. Ot, całkiem przeciętna balladka z lekkim użyciem autotune. Najlepszym utworem okazał się jednak Livin’ It Up, który spodoba się każdemu – gwarantuję. Niezwykle dynamiczna ścieżka dźwiękowa, która włącza przycisk turn on na biodrach i wprawia je w ruch ósemkowy. Zdecydowanie moja ulubiona propozycja Ciary z całej płyty. Dobrego wrażenia nie zepsuła nawet pojawiająca się, po raz drugi, Minaj. Wręcz przeciwnie – pozwoliła słuchaczowi na złapanie szybkiego oddechu oraz na odpoczynek dla rozbujanej do czerwoności miednicy.

Overdose bardzo tanecznie zamknęło materiał piątego albumu Ciary. Piosenka skojarzyła mi się z bardzo dobrymi dyskotekami, na których nie usłyszę miałkich propozycji z radia dla nastolatków bez gustu muzycznego. Mam nadzieję, że przebije on się kiedyś do polskiego radia, zostanie trzecim singel z płyty i osiągnie jakiś sukces komercyjny, bo na to zasługuje.

Płyta zapowiadała się bardzo, bardzo źle. Fatalny dobór singli, dość banalne i proste teksty oraz brak charyzmy sprawiły, że niechętnie słuchałem kolejnych utworów. Jednak pewien przełom pojawił się na półmetku, w postaci Where You Go Super Burnt Up. Dużym plusem było zaproszenie do nagrania albumu Future, trochę gorszym – Nicky Minaj. Ostatecznie płyty przesłuchałem do końca, ale czy będę do niej wracał? Wątpię.

Ciara-Ciara-2013-1200x1200

Czytaj również