Christofer Luca – Stopy i Werble (2016), recenzja Michała Szuma

0
111

Artystyczny debiut zawsze jest sprawą wymagającą sporego nakładu pracy, czasu i cierpliwości. Tak jest w przypadku solistów, zespołów, ale i producentów muzycznych. I to właśnie ci ostatni mają najbardziej przewalone, a przez swoją pozycję wyjściową często są też traktowani na nieco innych, gorszych zasadach.

Wiadomo, że każdy chce wejść na rynek w szczytowej formie, a to właśnie na pierwszą płytę pracuje się całe swoje dotychczasowe życie. Dlatego odpowiednia selekcja, dobór piosenek i ich wyważenie brzmieniowe są tak kluczowe w procesie produkcji. Okej, a co gdyby olać wszystkie dotychczasowe schematy i zadebiutować z wydawnictwem dwupłytowym?\

Trzeba przyznać, że jest to dość odważna wizja, ale taką właśnie drogą poszedł Christofer Luca – twórca płyty Stopy i Werble. O ile słowo debiutant jeszcze w miarę do niego pasuje, o tyle już samo nasuwające się laik lub nieco bardziej kolokwialny świeżak już mocno mijają się z prawdą. Wszak miał już za sobą muzyczną przeszłość (także jako raper), a wyjazd do Stanów również można wpisać do jego muzycznego CV. Suma tych wszystkich doświadczeń to właśnie Stopy i Werble – dwupłytowe wydawnictwo z podziałem na dysk stricte polski i stricte anglojęzyczny.

Ta druga płyta powinna być nie lada gratką dla fanów dobrego oldschoolu, bo w całości przesiąknięta jest inspiracjami zza oceanu. Wszyscy raperzy bez wyjątku odnaleźli się na otrzymanych podkładach całkiem nieźle, przez co ciężko wskazać jednoznacznie faworyta. Jeśli zmieniałbym tutaj cokolwiek, to tylko singiel promujący tę część: piosenka Garbage na tle takich perełek jak Pop the Trunk czy It’s War traci nieco ze swojego względnego blasku. Na szczęście i obronę dla wyborów Christofera, pozostałe single (Pop off – z wyłączeniem refrenu – i We on) nadrabiają decyzyjne foux pas i o całej sprawie zapominamy w ferworze innych tłustych bitów.

Mnogość podkładów gwarantuje brak nudy i monotonności, a teza ta tyczy się zwłaszcza polskiej części składanki. Tutaj pomocną dłoń do Luki wyciągnął wujek Rahim z Max Flo, który zapewnił możliwość wydania krążków pod jego oficyną, ale i zapewne ruszył swoje kontakty w celu zapewnienia odmienności stylów prezentowanych przez raperów dogrywających zwrotki. Dzięki temu powstał dość spory muzyczny miszmasz, zamknięty w 13 odrębnych i nietuzinkowych numerach. Wiadomo – w takich wypadkach większa uwaga zawsze skupia się na doświadczonych graczach, ale w świetle tak przedstawionych faktów, to ci mniej znani grają na Stopach pierwsze skrzypce.

Jako pierwszy na pochwałę zasługuje Rybi – za zwrotkę w Laboratorium. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że gdyby nie klimatyczny podkład rodem z podziemnych gabinetów badawczych, który daje poczucie przebywania w jednym z takich miejsc, sukces byłby nieco mniejszy.

Ciekawy, aczkolwiek nieco osłuchany bit towarzyszy piosence Nie Jestem Banerem. Buka ze swoją zwrotką spokojnie mógłby wejść do projektu Optymistycznie, a sam podkład też nie byłby tam dużym zaskoczeniem. Ta sama śpiewka tyczy się również następnego w kolejce Szulera (tak tak – z Rahimem na feacie).

Wracając jednak do młodych i obiecujących. Postacią numer dwa w tym gronie jest Nerwus. Track One Tego Chcą został niemal skrojony pod niego, dlatego żal trochę, że nie dostał go w całości dla siebie (choć Fokus też brzmi w miarę okej). Bangerowy sznyt jest tym, co Tygrysek Nerwi lubi najbardziej, więc dla niego nie było to dość trudne zabrzmieć tu genialnie. Przy tej okazji warto jednak zaznaczyć kolejny detal na plus dla Christofera: dobór bitu pod rapera jest na wydawnictwie godny pozazdroszczenia. Takie swoiste wyczucie, doświadczenie czy osłuchanie naprawdę spełniły swoją rolę.

Czy zatem robienie dwupłytowego debiutu miało w przypadku Christofera Luki sens? Widocznie tak, bo w trakcie odsłuchu nie ma się wrażenia, że któryś z numerów jest zapchajdziurą. Wiadomo – jak w każdym przypadku z taką ilością piosenek jest kilka słabszych momentów, ale tego nigdy się nie uniknie. Rzeczą względną jest natomiast ilość tych chwil. W moim przypadku jest ona ograniczona do minimum. Oby tak dalej.