Christine and the Queens – Chaleur humaine (2014), recenzja Pawła Markiewicza

0
321

Język francuski, pomimo, że piękny, sam na rynku muzycznym się nie obroni. Trzeba mieć jeszcze to coś. To coś, co pozwoli na wybicie się poza granicami rodzimego kraju. Receptę na sukces najwyraźniej posiada Héloïse Letissier, która lepiej znana jest jako Christine and the Queens. Młoda i debiutująca na rynku międzynarodowym artystka skradła serca fanów na całym świecie. Nic dziwnego.

Chaleur humaine początkowo zostało wydane na francuski rynek muzyczny, gdzie osiągnęło ogromny sukces. Dopiero po dwóch latach Letissier nagrała nowe wersje piosenek i zdecydowała się opublikować odświeżoną wersję na rynek brytyjski i amerykański – jednak tutaj zmieniła tytuł płyty na Christine and the Queens. Recenzja skupia się na tym krążku, który trafił do sprzedaży w Polsce – czyli ten nagrany w pełni w języku francuskim z 2014 r.

Piosenka Christine utrzymana jest w klimatach synthpopu. Odniosła największy sukces w Wielkiej Brytanii – od zawsze uważałem, że Brytyjczycy mają dobry gust muzyczny. Kawałek cholernie melodyjny. Dodatkowo zawiera elementy charakterystyczne dla elektropopu – taka odpowiednio skondensowana mieszanka. Christine to wzorcowy przykład na to, jak powinien wyglądać synthpop.

Christine and the Queens lubi w swojej twórczości łączyć angielski z francuskim. Saint Claude to 3/4 francuskiego i 1/4 angielskiego w refrenie. Takich przykładów jest więcej i w różnych proporcjach. Ta piosenka to jeden z największych plusów wydawnictwa Chaleur humaine.

Zachwyca mnie to, że z ust Christine and the Queens pięknie brzmi angielski z francuskim akcentem. Tak delikatnie, z finezją i gracją. Artystka nie atakuje nas swoim głosem. Nie krzyczy i nie bawi się w różne ozdobniki, chociaż słychać, że może pochwalić się szerokim wachlarzem możliwości wokalnych. Można rzec, że Heloise swoim głosem maluje, a wibrato (np. w Paradis Perdus) to wisienka na torcie. W tej kompozycji wokalistka użyła fragmentu piosenki HeartlessKanye Westa. Paradis Perdus to piękna opowieść, w której słychać ogrom emocji.

d’ordinaire cette ville n’offre rien
qu’une poignée d’odeurs tenace
que cette ville est morte
je sais bien toi seul garde de l’audace
il faudrai que tu la portes loin
alors que d’autres renoncent
je descend deux enfers plus loin
pour que l’orage s’annonce

Jak na synthpop przystało, teksty przepełnione są tematyką miłości. Christine and the Queens odpowiada za napisanie wszystkich piosenek. I nie są to tandetne słowa na miarę ckliwych kawałków Meghan Trainor czy inne Seleny Gomez. Znajdziemy tu pełno metafor i symboliki. Teksty są bardzo artystyczne, ale momentami prozaiczne. Cieszy mnie to, że Letissier ma nie tylko talent do śpiewania, ale także do pisania. Przykład? Wyraziste Chaleur Humaine czy też nostalgiczne i głębokie Saint Claude. Gdyby artystka chętnie pisała słowa kolegom z branży, to w radiu słuchalibyśmy mniej muzyki z kiczowatymi tekstami.

Historia pokazała nam, na przykładzie niezwykłej Edith Piaf, że Francuzi tworzą muzykę genialną i w odpowiedniej oprawie muzycznej mogą wszystko. Wiadomo, że tych dwóch artystek nie można ze sobą zestawiać. To jedynie przykład na to, że trzeba mieć oko na francuski rynek muzyczny i wyłapywać takie perły jak Christine and the Queens. Nigdy nie wiadomo co pokaże czas. Jednak czuję w kościach, że kariera muzyczna Héloïse Letissier będzie usłana tymi samymi różami, które trzyma w ręku na okładce debiutanckiego krążka.