Z zespołem Chonabibe zetknąłem się bodajże 3 lata temu, gdy znany wszystkim Warszawiak posługujący się pseudonimem Ten Typ Mes zamieścił ich kawałek na swoim Facebooku. Wystarczył mi jeden singiel pod tytułem Z muzyką być, żebym poczuł ogromną sympatię do ekipy z Lublina. Moja wina, moja bardzo wielka wina, że po płytę Migracje sięgnąłem dopiero w grudniu 2014 roku, czyli 9 miesięcy po premierze.
Co to jest Chonabibe? Dla mnie pozytywnie brzmiący wybuchowy mix. Trochę hip hopu, trochę reggae, ale właściwie nie ma sensu bawić się w określanie gatunku, bo Panowie sami wszystko wyjaśniają w utworze Co to jest?
Generalnie ten numer oddaje mniej więcej klimat muzyki ekipy Chonabibe. Pozytywnie brzmiące dźwięki, wpadające w ucho melodie, czego efektem jest kiwanie głową z uśmiechem na twarzy. Szkoda, że dopiero teraz ta płyta zagościła w moim sprzęcie, bo gdybym wcisnął play w maju, to niewątpliwie byłaby moim soundtrackiem do wiosny i gorącego lata. Zespół tworzą: Jahdeck – wokal, beatbox, Fat Matthew – wokal, beatbox, V-tech – perkusja, Check All – klawisze, Positivo – programming, klawisze. W mixie i produkcji muzyki wspiera Panów również popularny DJ BRK, którego można kojarzyć między innymi ze współpracy z Grubsonem. Debiutancki album wydany w Urban Rec. to naprawdę dawka dobrej, pozytywnej energii i przyzwoitych dźwięków. Szczerze? To nawet przez moment szybko przemknęła mi myśl, czy to nie jest jedna z lepszych polskich płyt tego roku. Generalnie nie śledzę z uwagą polskiej sceny reggae, polski rap, mnie zaskakuje pozytywnie średnio 4 utworami w roku, a tutaj jest ogromna świeżość. Przede wszystkim Fat Matthew ma niesamowity wokal, który wspiera bardziej rapowo brzmiący Jahdeck i to daje naprawdę ciekawy efekt, dzięki któremu płyta nawet przez sekundę nie jest nudna. Przejdźmy jednak już do szczegółów albumu Migracje. Już samo otwarcie płyty, gdzie zamiast muzyki na początek dostajemy śpiew ptaków wprawia nas w optymistyczny klimat i jakiś energoterapeuta z pewnością by dostrzegł aurę wokół głośników podczas słuchania numeru Wschód. Następnie otrzymujemy wspomniany wcześniej numer Co to jest? gdzie wers: I zamiast myśleć jaką nadać temu nazwę, wolimy żebyś miał pomysły własne – jest tak melodyjny, że przy drugim refrenie sam go powtarzałem już nieświadomie. Tytułu utwór Migracje to numer stricte reggae, pewnie dlatego, że gościnnie pojawił się Junior Stress. Dla mnie, to akurat nie jest najlepsze co dostajemy na płycie. Może dlatego, że nie przepadam do końca za brzmieniem z Jamajki, a może dlatego, ze w wersji dub (numer 4 na płycie) brzmi to już nie tak schematycznie. Płyta jest bardzo spójna, jednak chciałbym wyróżnić Nic na siłę – perkusja i bas przypomina trochę stare dobre Fugees, no i rapowanego zwrotki na żywych perkusjach zawsze brzmią pięknie. Kolejna kwestia to Sami na nocnej trasie. Brawo za odwagę. Elektronika i zapętlone właściwie jedno zdanie. Jeżeli zdarza sie Wam podróżować nocą autem, to gwarantuje, że Wasz empiryzm zadziała i odczujecie klimat nocnej trasy i przed oczami stanie Wam widok słabo oświetlonej drogi przednimi reflektorami.
Na płycie znajdziemy mnóstwo lekkiej i przyjemnej muzyki, która świetnie sprawdza się na koncertach i na imprezach. Właściwie uczepiłbym się tylko jednego. Panowie mają świetnie wyprodukowaną muzykę, naprawdę wpadające w ucho melodie, od których nie można się uwolnić tylko czasami teksty są tak niesamowicie banalne, że aż mi psują obraz całości. Generalnie jednak to bardzo porządna płyta, a numer Szczerze mówiąc i z Muzyką być to są bez wątpienia produkcje, które dla mnie już mogę powiedzieć, że będą nieśmiertelne. Zatem reasumując. Jeżeli reggae Was męczy, a hip hop Was nie przekonuje. Dodatkowo lubicie się uśmiechać i generalnie chcielibyście zastrzyk adrenaliny, która zmotywuje Was do działania to Chonabibe pokochacie. Chonabibe, czyli w sumie Chodź na imprezę! To jest przesłanie tej płyty! Trzymam kciuki za kolejny album, bo z tego co wiem to premiera już wiosną!!!


