„Chłonę emocje z otoczenia przetwarzam je i wyrażam muzyką.” – wywiad z Faustyną Maciejczuk.

Faustyna Maciejczuk jest związana z muzyką od dawna. Teraz wydaje swoją debiutancką EPkę. Przebudzenie łączy pop z elektroniką, a ciepły głos artystki dopełnia całości.
W związku z premierą materiału miałyśmy okazję porozmawiać między innymi o muzyce, podejściu Faustyny do życia oraz jej zaangażowaniu w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję EPki.


Dziękuję

Adrianna Małolepszy: Fantastyczne jest to, że sama piszesz muzykę i teksty. Jak u Ciebie wygląda ten proces tworzenia?

Bywa naprawdę różnie. Wydaje mi się, że jestem dobrą obserwatorką. Większość pomysłów wywodzi się z czegoś, co zauważam. Potem to wszystko we mnie siedzi. Chce to przekazać i naturalnie u mnie wychodzi, że przetwarzam to na utwory. Nie jestem też osobą, która dużo gada. A raczej nie „wygaduję się” ludziom, trzymam ładunki w sobie i znacznie łatwiej jest mi wyrazić emocje za pomocą muzyki. Jest to pewna forma “wylania” tego z siebie.

AM: Mówisz, że nie jesteś bardzo otwarta i raczej małomówna, ale słuchając Twoich tekstów, a przynajmniej większości z nich odniosłam inne wrażenie. Odebrałam je jako taki lekki powiew powietrza, delikatny… Wydawało mi się, że jest w nich dużo ufności. Czy jesteś taka na co dzień, czy bardziej przetwarzasz w sobie wewnętrznie dużo cięższych rzeczy?

Jestem taka na co dzień, ale dużo też przetwarzam. Mówię, że jestem zamknięta, ale jestem zamknięta emocjonalnie. Poza tym bardzo lubię ludzi i nawiązuję z nimi łatwo kontakt, jednak nie dzielę się swoimi głębokimi emocjami. Raczej wysłuchuję, jak ktoś mi się żali i bardzo chłonę emocje dokoła mnie.

AM: Największe wrażenie tej zwiewności i delikatności mam jeżeli chodzi o utwór Chwile. Powiedz o nim coś więcej.

Ten utwór powstał w okresie wakacyjnym. Wracając myślami do tego momentu mam wrażenie, że pisałam go pod wpływem jakiegoś zauroczenia. Pamiętam, że na początku mówiłam, że nie będę robić kawałków o miłości, ale wydaje mi się, że właśnie taki utworek o zauroczeniu popełniłam. Chociaż niekoniecznie chodzi o zauroczenie osobą, a na przykład – życiem. Utwór jest w pewnym momencie trochę przełamany. Jest tam tekst “Mimo, że lecę i pnę się w górę ciężko mi w to uwierzyć”.
Często mówię, że mam bardzo dużo szczęścia w życiu, chociaż zwykle o tym nie myślę. Ta piosenka miała być takim przypomnieniem, że w życiu mamy dużo piękna.

AM: To co mówisz, wydaje mi się być tylko jedną stroną Twojej osoby. Mówię to, bo zaraz obok mamy utwór Papierowe Twarze, który jest już zupełnie inny. Powiedz o nim coś więcej. Z tego co zrozumiałam nie będzie go na EPce.

Jako, że jestem osobą wrażliwą i zauważam pozytywne strony, to widzę też te negatywne, których obecności najzwyczajniej w świecie nie rozumiem. Zaczęło się chyba od tego, że nie jestem osobą palącą. Zauważyłam, że ta czynność jest trochę czynnością społeczną. Zawsze byłam od tego daleko, bo nie lubię zapachu papierosów i dymu, ale jak najbardziej lubię ludzi. Od tego to się wzięło. Wiele razy pytałam też ludzi dlaczego palą i często słyszę, że jest to takie chwilowe wytchnienie. Że potrzebują się oderwać. Stąd właśnie ten tytuł Papierowe Twarze, bo to trochę jakbyśmy nałożyli maskę. Wypalamy uczucia. A że ja nie mogłam wypalić z siebie tych przemyśleń, kłębiące myśli przekazałam muzyce.

AM: Przygotowując się znalazłam też ciekawą informację, a’propos tej piosenki. Podobno Twoja mama robiła klip i zdjęcia na okładkę singla.

Dokładnie tak. Moja mama jest fotografem, także mam takie szczęście, że zawsze mi pomaga. Chociaż bywam wybredną „modelką”.

AM: Jak Ci się nagrywało materiał w czasie pandemii? Bo nie jest to łatwy okres na takie przedsięwzięcia.

Niektóre rzeczy nagrywałam sama w domu i później przesyłaliśmy to tylko przez internet, ale zdarzyło mi się też parę razy przyjechać do Warszawy i przynajmniej zobaczyłam producenta, Jeremiasza, z którym pracuję, bo też było trochę zabawnie współpracować z kimś nie znając się w ogóle. Niby razem coś tworzymy, ale z drugiej strony się nie znamy. A w muzyce najważniejsze jest wyczucie, prawda? Samo nagrywanie nie zostało aż tak bardzo utrudnione. Mam też takie szczęście, że w domu mam całkiem niezłe warunki, mam swój sprzęt (albo po znajomości), może nie najwyższej jakości, ale lepsze to niż nic.

AM: A na czym komponujesz?

Jeżeli chodzi o elektronikę to korzystam z garage band’u i wyciągam z niego ile się da, a co do instrumentów to często siadam przy pianinie. Od czasu, kiedy kupiłam gitarę bawię się jej brzmieniem, chociaż nie umiem super na niej grać, ale powolutku się uczę.

AM: Dało radę i o to chodzi.

Dziękuję

AM: Masz jakiś ulubiony utwór z EPki?

Będzie na niej utwór o tytule Zagrajmy. Pierwotnie miał angielski tytuł i tekst, nazywał się Spectator. Jego aranż jest bardzo specyficzny. Pochylałabym się nad tym utworem, albo nad Po Burzy.

AM: Po Burzy się troszeczkę wybija na tle reszty. Jest bardziej elektroniczny.

Bo się naelektryzował! *śmiech*
Mogę zdradzić, że Po Burzy był wolnym i spokojnym kawałkiem, który powstał razem z gitarą i dostał potem takiego „kopa”. Był to pomysł Jeremiasza. Wiele kawałków się zmieniło. Czasami jest mi ciężko się z tym pogodzić, bo jako artystka mam jakąś swoją pierwotną koncepcję, ale niektóre rzeczy fajnie ewoluują. W Po Burzy bardzo podoba mi się końcówka i spokojne fragmenty, które są wyważeniem.

AM: Może na zakończenie poruszymy bardzo przyjemny temat. Mam na myśli Twoje zaangażowanie w WOŚP. Od dawna wspierasz Orkiestrę?

Właściwie jakoś tam od zawsze. Cała inicjatywa jest starsza ode mnie, więc jest to dla mnie już częścią kultury. Pamiętam, że kiedyś uwielbiałam zbierać serduszka i tak pomagałam. Nigdy nie byłam wolontariuszką, ale uczestniczyłam często w koncertach i w tym roku miałam okazję sama tak wystąpić. Była to w sumie bardzo dziwna sytuacja, bo w autobusie.
Wzięłam też udział w licytacji mojego koncertu i to jest rzecz do zrealizowania w maju. AM: Jest to koncert prywatny, z tego co widziałam to licytacja już się zakończyła.

AM: Poznałaś już tego kto Cię “wybrał”?

Osobiście jeszcze nie, ale wiem kim jest.

AM: A jak się przygotowujesz do takiego koncertu? Bo to jednak kompletnie inna sytuacja, wystąpić u kogoś w salonie na przykład.

Właśnie okazało się, że nie do końca będzie to u kogoś w mieszkaniu, więc wyszło nawet lepiej niż mogłoby być. To będzie na pewnym campie dla muzyków, ponieważ osoba, która mnie wylicytowała jest również miłośnikiem muzyki i tak wyszło, że wystąpię ostatniego dnia warsztatów dla muzyków.

AM: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za Ciebie i za wszystkie Twoje plany. Bardzo dziękuję.

Czytaj również