
Obecnie Natalia Kukulska to klasa sama w sobie – poważna piosenkarka ze sporym dorobkiem artystycznym, jurorka talent show, i po prostu mądra kobieta. Radzi sobie tak dobrze, że niektórzy już zapomnieli albo po prostu nie wiedzą, jaka historia za nią stoi.
Jako czterolatka straciła mamę – Annę Jantar, wielką gwiazdę polskiej sceny, która zginęła w wypadku lotniczym w wieku zaledwie 29 lat. Od tej pory całe jej życie stało się naznaczone tą stratą. Do domu codziennie przychodzili fani z prośbą o jakąś pamiątkę o Annie Jantar. Gdy mała Natalia debiutowała piosenką „Puszek Okruszek”, temat mamy–piosenkarki nieustannie wracał. Tata Natalii, również muzyk, przyzwyczajony do kierowania karierą żony, przeniósł swoją uwagę na córkę, co jak wiadomo bywa męczące dla nastolatki. Wreszcie, kiedy Natalia Kukulska w wieku około 20 lat rozpoczęła poszukiwania własnej drogi, media doszukiwały się w niej Anny Jantar sprzed lat, choć ona sama śpiewała kierowana raczej genami niż wspomnieniami, których zresztą miała niewiele. W kolejnych latach Natalia nie zawsze dobrze znosiła kolejne związki ojca, ale to nic w porównaniu z bólem, który odczuła po jego stracie w 2010 roku.
Dziś Natalia Kukulska jest szczęśliwą żoną, mamą i piosenkarką. Nie odcina się natomiast od swoich korzeni. W maju, po raz drugi współorganizuje koncert poświęcony pamięci swoich rodziców „Życia mała garść”, na którym polscy wokaliści zaprezentują bardziej i mniej znane utwory Anny Jantar i Jarosława Kukulskiego. Pamięć o muzykach 26.05 uczczą na warszawskim Torwarze Kayah, Katarzyna Groniec, Daria Zawiałow, Dorota Miśkiewicz, Kuba Badach, Marek Piekarczyk i Igor Herbut. Ramę koncertu ponownie będą stanowić wspomnienia bliskich o muzycznej parze. Podzielą się nimi między innymi Maria Szabłowska, Wojciech Mann, Zbigniew Hołdys czy Janusz Weiss.
Natalia Kukulska opowiedziała nam nieco więcej zarówno o koncercie, jak i o swojej prywatnej relacji z rodzicami.
Marta Umiejewska: Chciałabym zacząć rozmowę od tematu Pani rodziców, bo gdyby nie oni, to koncert by się nie odbywał. Ciekawi mnie, czy jak Pani rodzina opowiadała Pani o mamie, to z uśmiechem czy raczej ze łzą w oku?
Natalia Kukulska: Naturalnie przy wspominaniu odczuwa się żal, że los odebrał nam możliwość dłuższej relacji z bliską osobą. Natomiast moja mama pomimo krótkiego życia pozostawiła po sobie tak wiele dobra, że zazwyczaj kontekst tych wspomnień był bardzo pozytywny choć oczywiście czasem trudno było się nie wzruszać. Podczas przygotowań do pierwszej edycji koncertu w 2012 roku wybrałam bliskie osoby z otoczenia moich rodziców, żeby opowiedziały nie tylko o relacjach zawodowych, które łączyły ich z nimi, ale też o tych prywatnych. Usłyszałam kilka bardzo zabawnych anegdot, których wcześniej nie znałam, ale były też momenty wzruszające, bo jednak za każdą z tych historii stoi myśl o stracie i tęsknocie. Ich zadumę i wzruszenie potęgował z pewnością fakt, że rozmawiali z córką swoich przyjaciół, a nie z dziennikarzem, bo to ja stałam po drugiej stronie kamery. W tym roku te wypowiedzi ponownie będą się przeplatały z muzyką, zastępując konferansjerkę, tworząc odpowiedni klimat i prowadząc przez całą opowieść o życiu, jego garści. To bardzo mocno działa na emocje.
MU: Przy okazji zbierania materiałów miała Pani wrażenie, że patrzy Pani na własną mamę? Czy obcą osobę?
To trudne pytanie, bo nie jestem w stanie stwierdzić, co faktycznie pamiętam, a co stało się obrazem wykreowanym na podstawie tego, co po mamie zostało. A zostało bardzo dużo – zarówno w sferze artystycznej, jak i prywatnej. Ale na pewno nie patrzę na nią, jak na obcą osobę, bo odnajduję ją też w sobie, w swoim charakterze. Babcia i tata często dostrzegali we mnie różne podobieństwa do mamy, mówili że zachowuję się „zupełnie jak Ania”. Choć dane mi było mało czasu na tę relację, to jednak ona we mnie istnieje.
MU: A która z pamiątek po mamie jest dla Pani najcenniejsza?
Dla mnie najcenniejsza jest muzyka, bo słychać w niej emocje, prawdę. Lubię też słuchać zapisów jej wywiadów z radia. Rzeczy materialne nie stanowią dla mnie relikwii, wręcz wielu z nich już nie posiadamy, bo babcia rozdawała je fanom na ich prośbę. Kilka ubrań, kuferek, notes – to pozostało, ale nie jest to dla mnie najważniejsze.
MU: Koncert będzie poświęcony również Pani ojcu. Domyślam się, że przez lata, nawet po jego śmierci, Pani stosunek do niego się zmieniał.
Z tatą miałam niezwykle bliską relację. Byliśmy bardzo zżyci i mocno się kochaliśmy, ale nie uchroniło nas to przed wieloma kłótniami. Myślę, że to przez nasze silne charaktery. Zawsze wiedziałam, czego chcę i nie lubiłam, kiedy ktoś mi coś narzucał. Tata z kolei lubił otaczać ludzi swoją opieką i mieć na nich wpływ, co było widoczne także w przypadku kariery mojej mamy. Kiedy ja próbowałam iść swoją drogą, on czuł się w obowiązku mną pokierować, a każdy człowiek musi sam odnaleźć właściwy kierunek, nawet jeśli po drodze kilka razy się potknie.
MU: Powiela Pani teraz sama te wzorce?
Jasne! To normalne. Przez pewien czas miałam też żal do babci za to, że była wymagająca, nadopiekuńcza, że mnie tak ugrzeczniła. Potem zachowywałam się podobnie w stosunku do własnych dzieci. Nie da się tego uniknąć, choć staram się świadomie wychowywać dzieci i eliminować pewne swoje wady. Ale wracając do taty, to bardzo mi brakuje tej relacji. Pomimo tego, że czasem mieliśmy inne zdanie, byłam do niego bardzo przywiązana, czułam od niego ogromną siłę. Czasami się buntowałam wobec jego poglądów na muzykę, ale wiem, jaki przyświecał mu cel i nie miałabym nic przeciwko temu, żeby móc jeszcze raz się z nim pokłócić.
MU: Przejdźmy do koncertu. Tym razem odbędzie się on na Torwarze.
Tak, głównie ze względu na format. Wyobrażałabym sobie ten koncert może w bardziej kameralnym miejscu, ale ze względu na olbrzymi skład wykonawczy, to miejsce okazało się optymalne. To będzie duży koncert, z orkiestrą symfoniczną – Polską Orkiestrą Muzyki Filmowej i orkiestrą Adama Sztaby (wszystko pod jego batutą). Adam stworzył przepiękne aranżacje utworów z repertuaru moich rodziców. W nowej odsłonie usłyszmy między innymi „Nic nie może wiecznie trwać”, „Tylko mnie poproś do tańca”, „Tyle słońca w całym mieście”. Poza popularnymi piosenkami, wybraliśmy też kilka mniej znanych, które już w 2012 chciałam pokazać publiczności. Okazało się, że się nie myliłam, co do ich wartości bo np. utwór „Jestem zmęczony” w wykonaniu Czesława Mozila zgarnął największy aplauz, mimo że niektórzy słyszeli go po raz pierwszy. Cieszę się, że udało mi się przemycić takie perełki a zarazem wrócić na nowo do wielkich przebojów. W tym roku pojawią się nowi soliści – Kayah, Daria Zawiałow, Igor Herbut i Marek Piekarczyk, a z poprzedniego składu zostaną Dorota Miśkiewicz, Kasia Groniec i Kuba Badach. Każdy z solistów zaśpiewa po dwie piosenki, pojawi się też jeden wspaniały duet. Postaramy się stworzyć komfort dla słuchaczy i zadbać o nagłośnienie, dobrą widoczność i jakość dźwięku.
MU: Koncert odbywa się w wyjątkowym dniu, bo jest to Dzień Matki, a jednocześnie dzień po 75. urodzinach Pani ojca. To wydarzenie będzie miało dla Pani charakter bardziej osobisty, rodzinny, niż zawodowy?
Nie da się tego do końca rozgraniczyć. Już w 2012 roku z jednej strony byłam zaangażowana w regularną pracę nad koncertem, ale z drugiej nie zdecydowałam się śpiewać, bo wiedziałam, że to będzie dla mnie bardzo emocjonalne przeżycie. Teraz też się tego trzymam ale nowe interpretacje są naprawdę poruszające. Na koncercie pojawią się różne bliskie mi osoby, w tym moje dzieci, które oczywiście przyjdą, żeby posłuchać, a nie zaśpiewać, choć takie plotki pojawiły się już w mediach. Nie mam pojęcia skąd. Mój najstarszy syn, Janek, interesuje się muzyką i wiąże z nią przyszłość, ale póki co nie pojawia się często w sferze publicznej. Z kolei moja 14 letnia córka nie zdecydowała się jeszcze jaką pójdzie drogą.
MU: Zazdrości Pani czegoś swoim dzieciom?
Raczej nie zazdroszczę, tylko cieszę się, że mają pełną rodzinę, mnóstwo możliwości rozwoju i nasze wsparcie.




