Na niektóre produkcje przychodzi nam czekać bardzo długo i zawsze pojawia się pytanie, czy tego oczekiwania nie można by było jakoś skrócić. W przypadku brytyjskiej wokalistki Celeste, czyli laureatki zeszłorocznej edycji plebiscytu „BBC Sound Of…”, oczekiwanie na jej debiutancki album trwało ponad rok. Zatem rodzi się myśl, czy aby Not Your Muse nie jest doświadczeniem jeszcze z 2020, gdy już w pełni żyjemy w roku 2021? Przekonajmy się!

Not Your Muse to chyba najbardziej obszerny debiutancki album jaki przyszło mi kiedykolwiek recenzować. Dlatego też postanowiłem skupić się wyłącznie na ocenie tego, co zostało zawarte na składającej się z zaledwie dwunastu kompozycji podstawowej wersji tego krążka. W związku z tym, pozostałe dziewięć piosenek znajdujące się na jego rozszerzonej edycji pozostawiam do waszej oceny, by samemu wrócić do nich jak już się uporam się z jego bazowym zestawem piosenek.
Przechodząc płynne do samej autorki Not Your Muse, Celeste z pewnością mogę określić jako wokalistkę o ciekawym, a jednocześnie ciepłym i przyjemnym dla publiczności głosie. Zarówno jej śpiew, jak i sceniczna prezencja, garściami czerpie z kultury swoich czarnoskórych przodków oraz brytyjskiej klasyki muzyki pop, gdzie pewnego rodzaju flegmatyczność oraz nostalgia jest na porządku dziennym. Nie mogę się jednak oprzeć się wrażeniu, że ten schemat już gdzieś się przewijał – Amy Winehouse, Duffy, Adele, Ella Eyre, gdy każda z nich miała do zaoferowania swój wyjątkowy głos i odniosły mniejszy lub większy sukces. Tylko czy dla Celeste jest jeszcze miejsce w sercach widowni, która pokochała już kilka Brytyjek śpiewających o smutnym obliczu miłości? Śmiem twierdzić, że niekoniecznie.
Nie każdy artysta musi odnieść komercyjny sukces, tym bardziej, gdy po prostu nie jest to jego ambicją. Dobrym natomiast jest, aby umiał odnaleźć się w tym co robi, tym bardziej mając na uwadze pobudki czysto artystyczne. Celeste w tym momencie jest dla mnie wyłącznie dobrą wokalistką, której muzyka niekoniecznie wnosi coś nowego do tego konkretnego gatunku, poza samą jakością. Not Your Muse to klasyczny brytyjski instrumentalny pop zahaczający dźwiękowo o jazz, czy soul. Tematycznie zaś to muzyka o miłości i w to w tym najbardziej sztampowym wydaniu, gdzie cierpienie z czasem uszlachetnia Niewiele jest tu tanecznych chwil, zdecydowanie więcej do zimowego podumania przy kominku, myśląc o tym jakby to było, gdyby znowu była wiosna i spotkała mnie miłość mojego życia. Zatem jeśli nie trawicie smęcenia o uczuciach, to nie jest album dla was. Natomiast nie śmiem Not Your Muse nazwać albumem złym, czy poniżej oczekiwań, bo w swojej kategorii jest niezwykle przyjemny w odbiorze.
Piosenki autorstwa Celeste są proste i świadome swojej tematyki, a zatem wiedzą do kogo mają trafić. Czysto muzycznie Not Your Muse to jak już wspomniałem doświadczenie ze świata instrumentalnego popu, w dodatku trzymając się przyjętych przez siebie ram. Nie mu tu dysonansu między kolejnym piosenkami, a wręcz przeciwnie – gdyby to był koncert w jakimś kameralnym londyńskim klubiku, byłbym wprost zachwycony. To nie miał być album poszerzający moją smakową paletę, a co najwyżej dostarczyć trochę przyjemności w tych zimowych i samotnych miesiącach. Choć czasem brak w tych utworach pomysłu na siebie, jeśli chodzi o konstrukcję samej melodii, tak żadna z nich nie jest niemożliwa do choćby pojedynczego wysłuchania. Tekstowo Not Your Muse realizuje ideę klasycznej piosenki, gdzie nie do końca wiadomo o co chodzi, więc wiadomo, że chodzi o miłość.
Gdy mowa o tym na co składa się Not Your Muse to trudno tu mówić o utworach słabych, choć w moim odczuciu istnieją dwa, które nie reprezentują sobą nic ciekawego, tym bardziej na tle pozostałych propozycji. Myślę tutaj o Tell Me Something I Don’t Know oraz Love Is Back, które są zdecydowanie za długie, zaś singlowy Love Is Back jest po prostu banalny i brak w nim energii, która uwiarygodniłaby radość Celeste z tego, że uczucie do niej wróciło. Natomiast to co najlepsze ten album ma zaoferowania to najbardziej popowe piosenki, czyli Stop This Flame oraz Tonight, Tonight. Jeśli zaś chodzi o emocjonalny realizm, który jest jednocześnie okraszony przyjemną melodią to warto wspomnieć o Beloved oraz Ideal Woman.
Not Your Muse rzeczywiście nie jest moją muzą, ale nie oznacza to, że nie mogę jej docenić. Celeste z pewnością nie poprzestanie na tym pojedynczym wydawnictwie, ale nie sądzę, by jej kolejne albumy popchnęły ją w bardziej eksperymentalne zakamarki muzyki. Ważne, że Not Your Muse to dobry początek dla jej kariery jako zamyślonej poetki, która lubi śpiewać w otoczeniu prawdziwych muzyków, co tylko podnosi mnie na duchu, nie jesteśmy skazani wyłącznie na powszechnie dziś komputerowe melodie.
- Data premiery: 29 01 2021
- Single: Strange (Edit), Stop This Flame, A Little Love, Love Is Back
