Samotny czas, nudny czas. Carly Rae Jepsen – The Loneliest Time, 2022 (recenzja)

Inne recenzje

Wydaje mi się, że chyba nie ma osoby, która chociażby nie słyszała o autorce jednego z pierwszych YouTube’owych hitów, jakim był i do dziś jest Call Me Maybe. Od tego czasu Carly Rae Jepsen nie tylko udowodniła, że nie jest gwiazdką jednego przeboju, ale i zyskała tytuł ikony niezależnego popu. Ponad 11 lat poniżej, wydaje swój kolejny, bo już szósty studyjny album, intrygująco zatytułowany The Loneliest Time. Co więc wyniknęło z tego samotnego czasu? Szczerze, to niewiele.

Zapewne nie będzie zaskoczeniem dla moich stałych czytelników, że Jepsen dotychczas nie udało się w pełni skraść mojego melomańskiego serca. Niemniej, uwielbiam takie jej numery jak Run Away With MeParty For One czy I Really Like You. Coś jednak powstrzymywało mnie przed poznaniem jej dyskografii, którą wielu określa jako unikatową, żeby nie powiedzieć, że już kultową. Zresztą ikoniczny status Carly wśród fanów raczej nie wziął się znikąd. Jeśli zatem chcecie przekonać się o niesamowitości jej muzyki, to na pewno nie zaczynajcie od tego właśnie albumu.

The Loneliest Time jest w porządku, po prostu. Dla niektórych to aż tyle, dla mnie tylko tyle i nic więcej, niestety. Carly Rae Jepsen zawsze stawiała na jakość swoich numerów – choćby taki Call Me Maybe, który do dziś brzmi świetnie. Jednak gdy myślę już o szóstym albumie w czyjejkolwiek dyskografii, bycie solidnym to już trochę za mało. Problem The Loneliest Time polega na braku tego dodatkowego elementu, który uczyniłby tych szesnaście numerów ze sobą ściślej powiązanych. A tak, łączy je wyłącznie autorka, solidna, choć przeciętna produkcja oraz wypalenie ich na tym samym kawałku plastiku.

Po krążku zatytułowanym „najbardziej samotnym czasem”, spodziewałbym się czegoś głębszego, niż kolejne historie o miłosnych wzlotach i upadkach. Ewidentnie nawiązując nim do czasów pandemii, zdaje się zupełnie omijać ten specyficzny, jednak potencjalne bogaty w treść temat. To, co ostatecznie otrzymałem, jest tylko i wyłącznie zbiorem kilkunastu numerów, które trafiły w eter. Pójdę nawet o krok dalej i powiem, że w samym The Loneliest Time zabrakło samej Carly oraz jej romantyzmu. Te piosenki mógłby zaśpiewać ktokolwiek, co tylko podkreśla moją dość szorstką ocenę.

Co więc dobrego mogę powiedzieć o tym albumie? Jeśli szukacie więcej tego samego, co już Carly Rae Jepsen w przeszłości stworzyła, na pewno odnajdziecie tu coś dla siebie. Produkcyjnie The Loneliest Time jest solidny, choć przeciętny. Ekipa Jepsen nie posiliła się na szczególnie innowacyjne rozwiązania – brak tu realnie porywających do tańca melodii, których dźwięk wywołałyby we mnie efekt WOW. Myślę, że w niektórych przypadkach poszli nawet o krok w tył, czego namacalnym dowodem jest chociażby Beach House czy Shooting Star. To samo mogę powiedzieć o tekstach, które również nie powalają, pozostając w bezpiecznej sztampie. Choć nie mam nic do miłości, lecz tym razem Carly nie podchwyciła mega serca tak, abym mógł poczuć coś więcej.

The Loneliest Time nie jest moim ulubionym albumem, ale znalazły się na nim utwory, które mogę uznać za udane. Chociażby taki Surrender My Heart, który naprawdę miło wprowadza mnie w bliżej nieokreślony nastrój i potencjalnie przygotowuje mnie na dalsze przygody. Tytuł najlepszego singla trafia do Talking To Yourself, będąc klasycznym numerem ze świata electropopu, zachęcając mnie do dobrej zabawy. Równie ciekawym utworem jest Western Wind, naprawdę przypominając mi o wiosennym cieple i nadziei na wspaniałe chwile w słońcu. W podobnym tonie utrzymany jest Bends, zaskakując mnie swoim dość minimalistycznym bitem. Ciepło będę myśleć również o No Thinking Over The Weekend, zaś źle o Joshua TreeSo Nice i Shooting Star.

The Loneliest Time niczym mnie nie zaskoczył, ani nawet nie utwierdził w tezie, że Carly Rae Jepsen naprawdę jest mistrzynią niezależnego popu. Ten album po prostu istnieje – dla mnie nie jest szczególnie interesującym kawałkiem muzyki, ale gusta są różne. Gdybym miał spędzać swój samotny czas jak Jepsen, nie byłoby to zbyt interesujące doznanie.

  • 7.5/10
    Arek Zroślak - 7.5/10
  • 7.5/10
    Julia Maciąg - 7.5/10
7.5/10
Sending
User Review
9.21/10 (7 votes)
Carly Rae Jepsen - The Lonelinest Time
  • Data premiery: 21 10 2022
  • Single: Western Wind, Beach House, Talking To Yourself, The Loneliest Time
Najlepsze utwory: Surrender My Heart, Talking To Yourself, Wester Wind, Bends
Najsłabsze utwory: Shooting Star, Joshua Tree, So Nice


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Wydaje mi się, że chyba nie ma osoby, która chociażby nie słyszała o autorce jednego z pierwszych YouTube’owych hitów, jakim był i do dziś jest Call Me Maybe. Od tego czasu Carly Rae Jepsen nie tylko udowodniła, że nie jest gwiazdką jednego przeboju, ale i...Samotny czas, nudny czas. Carly Rae Jepsen – The Loneliest Time, 2022 (recenzja)