Carly Rae Jepsen – E·MO·TION (Side B) (2016), recenzja Pawła Markiewicza

W ubiegłym roku Carly Rae Jepsen zaskoczyła wszystkich. Od słuchaczy aż po krytyków. Nikt nie spodziewał się, że „E·MO·TION” zdobędzie tak pozytywne recenzje i pojawi się w większości zestawień najlepszych albumów 2015 roku. Z okazji pierwszej rocznicy wydania krążka, kanadyjska wokalistka przygotowała dla fanów nową wersję wyżej wspomnianego wydawnictwa.

Mogę się mylić, ale E·MO·TION (Side B) zostało wydane tylko dlatego, żeby zwiększyć sprzedaż pierwotnej wersji płyty, która rozeszła się w śmiesznie niskiej ilości kopii – chociaż krążek prezentował bardzo wysoki poziom. Nie bądźcie zaskoczeni. Nowe wydawnictwo brzmi identycznie jak trzeci studyjny album artystki. Dlatego, że najprawdopodobniej odświeżone E·MO·TION składa się z odrzutów. Większość utworów od dawna była dostępna do posłuchania na YouTube, dodatkowo na Side B został wrzucony singiel First Time, który został wydany tylko na Japonię.

Tak jak mówiłem, Carly ponownie zabiera nas w podróż po latach 80-90. Dance-pop to bez wątpienia najlepsza strona jej twórczości. Tak jak w całości kupiłem E·MO·TION, tak samo kupuje materiał zawarty na Side B. Może to dlatego, że ludzie chętnie wracają do starych lat. Tego nie wiem, ale zawsze to jakaś recepta na sukces mniejszy lub większy.

Side B uzależnia. Po pierwszym odsłuchaniu chce się więcej i więcej. Płyta utrzymana jest spójnie brzmieniowo, jednak każda piosenka różni się od poprzedniej i nie ma tu mowy o monotonni. Do tego należy dołożyć ten przeuroczy głos Carly, którego można słuchać w nieskończoność. Album pomimo, że składa się z odrzutów, powala na kolana pod względem produkcji. W sumie nie wiem dlaczego to właśnie te piosenki zostały odrzucone. Nie znajdziecie tutaj niczego słabego i przeciętnego.

W całość wprowadza nas First Time, które zostało wydane jako oficjalny singiel na Japonię. Chciałbym, żeby to było wydane na całym świecie i odniosło międzynarodowy sukces. Mocno dance’owy kawałek. Zaczyna się dynamicznie, później zwalnia tempo, ale tylko po to, żeby znów dostarczyć uszom mocniejszych brzmień.

Ale to nie jedyna świeżość na Side B. Znajdziemy tam jeszcze fantastyczne Body Language, które już od początku brzmi energicznie i świeżo. Carly wraz ze wszystkimi producentami, którzy brali udział przy tworzeniu E·MO·TION, musiała dużo się napracować, żeby uzyskać tak zaskakująco dobry efekt. Można potupać nóżką, pokręcić bioderkiem. Takie utwory podbiłyby ówczesne dyskoteki.

I’ve still been sleeping at my friend’s
Dropped off your helmet and lock for me
I wrote some things I didn’t send
Three words to say that meant a lot to me

Nie dajcie się zmylić, oprócz dynamicznych utworów znajdzie się też coś dla miłośników ballad. Zamykające, emocjonalne Roses. Głęboki, uroczy głos Carly świetnie sprawdza się w tego typu piosenkach. Tekst, oczywiście o miłości, też jest niczego sobie. Bo o czym śpiewać w komercyjnych, popowych piosenkach? O problemach społecznych? Warstwa liryczna sprawdziła się tu o wiele lepiej niż w albumie E·MO·TION. Wystarczy włączyć jeden z moich faworytów – Fever czy też wyżej wspomniane Roses i wsłuchać się w słowa.

Na Side B każdy znajdzie coś dla siebie. Płyta nie odstaje poziomem od jej podstawowej wersji, a śmiem twierdzić, że jest nawet nieznacznie lepsza. Miejmy nadzieję, że odniesie ona większy sukces niż jej poprzednik, a Carly weźmie się za ostrą promocję. Od początku twierdziłem, że E·MO·TION to jeden z najlepszych albumów popowych 2015 roku, teraz uważam, że Side B będzie jedną z najlepszych komercyjnych płyt 2016 r.

Czytaj również