Walijska grupa Bullet For My Valentine powstała równe 20 lat temu, od razu sięgając po mocne brzmienia, takie jak metalcore, trash czy heavy metal. W ostatnim czasie w zespole doszło do sporych zmian, zmienił się nie tylko perkusista, ale również jeden z wokalistów. Muzycy wraz z Matthew Tuck’iem na czele są otwarci na eksperymenty i nie spacerują po dawno utartych szlakach, mimo to wciąż zdobywając nowych fanów. No tak, a co jest najlepsze na dwudziestolecie kariery? Niezaprzeczalnie nowy album! 29 lipca na półkach sklepowych zadebiutowało wydawnictwo, Gravity.
Najnowszy album Bullet For My Valentine zawiera 11 całkowicie nowych kawałków. Sam wspomniany już wcześniej Matt Tuck określił dzieło mianem innego.
Ten album jest zupełnie inny od poprzednich, jeśli chodzi o sposób, w jaki do niego podeszliśmy, sposób, w jaki go napisaliśmy, brzmienie, jakiego użyliśmy i instrumentacji, jaką dodaliśmy. Czuję, jakby to był zupełnie nowy początek dla zespołu. To bardzo ekscytujący czas.
Muszę przyznać, że wybierając otwierający kawałek, Bulleci trafili w dziesiątkę. Leap Of Faith, zaczyna się bardzo spokojnie, by potem przejść do świetnych basów, gitarowych riffów i charakterystycznego dla metalcore’u growlingu. Następnie przechodzimy do Over It oraz Letting You Do – dwóch nut, wzbogaconych teledyskami i wydanych jako promujące album single. Over It to pełna dynamiki piosenka z ciekawą, wpadającą w ucho linią melodyczną. Dobrze wykorzystane elementy elektroniczne jedynie wzbogacają kawałek, nie działając na jego niekorzyść. Uwagę słuchacza przyciąga też tekst, gdzie świetnie ukazano problem ludzi, którzy nie potrafią wyjść z błędnego koła i ostatecznie zmierzyć się ze swoimi problemami.
Niektóre kawałki są zdecydowanie spokojniejsze, ale wcale nie zostały pozbawione gitarowej energii. Taki jest wspomniany już wcześniej, pełen żalu singiel Letting You Go, w którym obok spokojnej melodii znajdziemy też mocne dźwięki. Oprócz singla, na Gravity znajduje się jeszcze kilka utworów utrzymanych w tym samym tonie Najspokojniejsza jest miarowa, utrzymana w niemal onirycznym klimacie ballada For Very Last Time – to jest jedna z tych piosenek dla ludzi, lubiących urzekającą ,, ciszę”w mocniejszych brzmieniach. Szczególnie urzekła mnie Coma, opowiadająca o braku nadziei na lepsze jutro. Metafory takie jak płynięcie poprzez pusty ocean, szybkie spadanie w nicość czarnej dziury czy tytułowa śpiączka świetnie oddają emocje osoby pogrążonej w depresji.
Oczywiście nie zabrakło również metalowego ognia. Warto zwrócić uwagę na pierwszy, wydany już dawno singiel Don’t Need You. To tam słuchacz znajdzie przebojowe brzmienie gitary i lubiany wśród odbiorców growlinga. Warto również zwrócić uwagę na doskonałą grę na perkusji w wykonaniu nowego w zespole Jasona Bowlda. Trzeba przyznać, że poradził sobie z postawionym przed nim zadaniem. Szukając ognia, warto dać szansę takim utworom jak Piece Of Me (gdzie też znajdziemy gardłowe popisy!) czy Under Again. Gitarę znajdziemy także w tytułowym Gravity. Na pożegnanie z fanami, członkowie BFMV wybrali wyciszające Breathe Underwater. Ku zaskoczeniu, znajdziemy grę na klawiszach oraz nostalgiczne dźwięki smyczków.
Jeśli szukasz na Gravity powrotu do muzycznych korzeni grupy, zawiedziesz się. Mimo tego, nowemu wydawnictwu Tuck’a i spółki warto dać szansę. Album jest wielobarwny niczym skrzydła z okładki, fani nowoczesnego metalu na pewno znajdą na nim kawałek dla siebie. Zarówno muzycy, jak i osoby odpowiedzialne za produkcję dali z siebie wszystko. Bullet For My Valentine po raz kolejny udowodnili, że nie boją się nowości i eksperymentów, a w swojej muzyce wykorzystują nurty, które aktualnie są im bliskie. Nie jest to album, który wbił mnie w fotel i który mogę odtwarzać wiele razy pod rząd, jednak z całą pewnością warto po niego sięgnąć.
