MENU

    BRUTalne granie w poznańskiej TAMIE. Relacja z koncertu Brodki w Poznaniu

    Było gitarowo, było prowokacyjnie, było po prostu BRUTalnie. Kilka słów o tym, jak Brodka na prawie dwie godziny przejęła poznańską TAMĘ.

    Tak niedawno Brodka wyruszyła w ogólnopolską trasę, by promować swoje najnowsze wydawnictwo, a tournée dobiegło właśnie końca. Ostatni występ odbył się w Poznaniu, a BRUT Tour przeszło oficjalnie do historii. Ale od początku. Z niecierpliwością odliczałem dni do dnia, gdy w końcu usłyszę świeży materiał na żywo. O tej artystce można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest przewidywalna. Dlatego nieskutecznie próbowałem przewidzieć to, co nieprzewidywalne. Z wypiekami na twarzy przeglądałem internetowe relacje z poprzednich koncertów i… Im więcej ich widziałem, tym bardziej spragniony byłem występu.

    Do przewidzenia było jednak to, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. W końcu Brodka słynie ze swojego ogromnego profesjonalizmu i dbałości o każdy detal. Tu nie ma miejsca na przypadki. Wszystko jest starannie zaplanowane – każdy dźwięk, każda nuta, każdy skrawek materiału w jej szalonym stroju. Ta myśl uderzyła mnie zaraz po wejściu, gdy ujrzałem na scenie ogromną płachtę materiału z otwartymi ustami oraz perkusję, na której jak gdyby nigdy nic spoczywało osiem gwiazdek. To uświadomiło mi, że to nie będzie grzeczny koncert. Ale przecież artyści nie są od tego, by być grzeczni. Cytując klasyk: „artyści są po to, by burzyć pokój”.  

    Oczekiwanie na występ umilił support w postaci Ani Leon – młodziutkiej wokalistki, która odważnie stawia pierwsze kroki na scenie. Mimo, że jej solowe kawałki jeszcze nie figurują w serwisach streamingowych, przedpremierowo zagrała kilka autorskich utworów, rozgrzewając przy tym publikę do czerwoności. Zapamiętajcie to nazwisko, bo zaserwowała kawał dobrej elektroniki, wręcz idealnie nastrajając nas do tego, co nadejdzie.

    Pierwsze, odważne dźwięki grane przez zespół i enigmatyczna gra świateł zainicjowały pierwszy utwór – You Think To Know Me. A chwilę później – w samym środku otwartych ust – pojawiła się ona. Monika Brodka w całej swej krasie: mocnym makijażu, lateksowych rękawicach (w poszukiwaniu których odwiedziła kilka sex-shopów) i skrzydłach. Jednak nie było to zwykłe odtworzenie albumowej wersji. Zrekonstruowana piosenka nabrała pazura, a to wszystko za sprawą mocnych gitarowych riffów. Jednak prawdziwe szaleństwo miało dopiero nadejść.

    Opisałbym ten koncert jako grę kontrastów i pozorów. Zaczęło się zgoła niewinnie – kolejne dwa utwory The World Is You i Come To Me stopniowo nabierały na sile i przygotowały publiczność na to, co dalej. Gdy zespół dogrywał jeszcze eksperymentalne outro, wokalistka nagle zniknęła ze sceny. Tylko po to, by za chwilę zamienić gitarę na pejcz i przywdziać jeszcze odważniejszy kostium. W taki sposób rozpoczęła Game Change – jeden z najmocniejszych akcentów tego wieczoru. Wymachiwała biczem we wszystkie strony – również z samiuśkiego krańca sceny, gdy była na wyciągnięcie ręki – i wyśpiewywała niejednoznaczny tekst o zmianie ról.

    Nie obyło się jednak bez starych brzmień. Mocno gitarowe Horses, punkowe My Name Is Youth, podczas którego zapanowało prawdziwe szaleństwo, czy też zupełnie zrekonstruowane W Pięciu Smakach. Gdyby nie tekst – nigdy nie rozpoznałbym tej piosenki. Ale to jest czynnik, który sprawia, że koncerty Brodki są niezapomniane. Nowe wersje jej utworów brzmią jeszcze lepiej niż te albumowe – szczególnie, gdy stoi się w pierwszym rzędzie i widzi prawdziwe emocje i dziką energię, które wypływają ze sceny. I tak scena napędza publikę, a publika scenę.

    Mówiąc jednak o koncercie Brodki dokonuje pewnego uproszczenia, które chciałbym teraz wyjaśnić. Monika to jedno, ale całe show nie odbyłoby się bez jej wspaniałego zespołu – The Brutals. Rafał Dutkiewicz, Bartek Mielczarek, Mikołaj Dobber oraz Michał Gołąbek to prawdziwy kalejdoskop talentów i osobowości. Razem podpalili scenę prawdziwym ogniem gitarowych riffów i mocnych bębnów. Oni wcale nie byli na drugim planie – muzyka podczas tego koncertu była równie ważna (o ile nie ważniejsza) niż śpiew, a solowe partie instrumentów sprawiły, że dostałem ciarek na całym ciele. Już dawno nie byłem tak zachwycony samą warstwą instrumentalną.

    Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. I tak zgasły światła, TAMA zadrżała w donośnych oklaskach, a muzycy zniknęli na backstage’u. Jednak nie obyło się bez bisu – a nawet dwóch. Tym finałowym kawałkiem okazała się być Granda, zapowiedziana przez samą artystkę jako utwór „prowokacyjny, seksualny oraz o równości”, dlatego zaczęła skandować charakterystyczny slogan, który ozdabiał perkusję. W ten sposób kawałek nabrał nowego wydźwięku i stał się środkowym palcem wymierzonym w kierunku obecnej sytuacji w Polsce i na świecie. A na scenie po raz ostatni zapanował BRUTalizm i dzikość.

    Wiedziałem, że ten koncert na długo pozostanie w mojej pamięci. Minęło już parę dobrych dni, a ja nadal nie mogę się otrząsnąć. Ten wieczór był pełen kontrastów, rock’n’rollowego grania i szalonej energii, która pewnie na długo skumulowała się w publiczności. Show Brodki to przeżycie nie do opisania, które trzeba przetestować na własnej skórze. Już nie mogę się doczekać, czym zaskoczy mnie na kolejnych występach.  

    Kacper Pelo
    Kacper Pelo
    Student lingwistyki, beznadziejnie zakochany w muzyce pop i artystycznych kawałkach.

    Ostatnio opublikowane