Brodka w towarzystwie jedenastu niezwykle utalentowanych muzyków po raz kolejny odwiedziła warszawską publiczność. Zainteresowanie koncertem artystki było tak duże, że tego dnia postanowiono zorganizować dwa muzyczne spotkania. Nie wiem jak było podczas drugiego występu, ale podejrzewam, że był to równie świetny występ co pierwszy, na którym miałem okazję być. Zapraszam do przeczytania relacji z wydarzenia.
Gdy pojawiły się ponad rok temu pierwsze informacje na temat nowego albumu Moniki Brodki, fani artystki odliczali dni do jego premiery. Po doskonale przyjętej Grandzie oczekiwania na świetny krążek były bardzo duże. Choć stylistycznie Brodka zaserwowała słuchaczowi płytę różną o 180 stopni od poprzedniego wydawnictwa, to za sprawą albumu Clashes weszła na kolejny poziom swoich muzycznych dokonań. W jego przygotowanie włożyła ciężką pracę i całe swoje serce. Opłacało się, i choć to płyta skierowana do wymagającego i nieprzeciętnego odbiorcy to na pewno słuchając jej dostrzeże on, ile skrywa w sobie zalet. A na liczbę słuchaczy po minionych koncertach Brodka nie może narzekać.
Promocji albumu towarzyszy trasa koncertowa Clashes Tour, której jednym z ostatnich przystanków była Warszawa. Filharmonia Narodowa tego dnia wypełniona była doskonałymi dźwiękami. Koncert Brodki w mojej ocenie nie był zwykłym koncertem. To muzyczne przedstawienie, gdzie główną bohaterką oprócz Brodki jest dobra muzyka przygotowana na światowym poziomie. Miejsce filharmonii oddaje tak niepowtarzalny klimat, że Brodce, która zdecydowała się na zorganizowanie koncertów w takich miejscach należą się wielkie gratulacje. Setlistę występu zdominowały piosenki z albumu Clashes, na czele z singlami Horses oraz Santa Maerte. Siłą kompozycji jest to, że łączą one w sobie dźwięki różnych niecodziennych instrumentów. Z wielką przyjemnością na żywo mogliśmy posłuchać takich instrumentów jak organy, puzon, wibrafon, fisharmonie czy nawet piłę. Doskonały dobór kolejności utworów pozwolił na różnorodność koncertu. Z jednej strony tajemniczy klimat zagwarantowały nam takie utwory jak Mirror, Mirror, Hamlet czy Funeral. Z drugiej zaś lekkie wykonanie Up in the Hill czy Dancing Shoes zapewniło przypływ pozytywnej energii. Ku uciesze publiczności w zupełnie zmienionych wersjach zabrzmiały piosenki K.O oraz w niezwykle zadziornej odsłonie Granda, która zaśpiewana jako ostatnia zyskała wielkie owację wśród przybyłych.
Brodka od zwycięstwa w Idolu i popowych kompozycji przeszła długą drogę, podczas której świadomie wybiera kierunek swojej twórczości. Zaskakuje dźwiękami, aranżacjami i podejściem do muzyki. Jest artystką wielowymiarową posiadającą kilka muzycznych twarzy. Podczas minionego koncertu dało się odnieść wrażenie, że każdy dźwięk, który zabrzmiał nie był przypadkowy, ale starannie dobrany i przygotowany. Tu wszystko się zgadzało co do ostatniej minuty koncertu. Ja ze swojej strony polecam koncert Brodki. Muzyczne spotkanie z artystką jest na bardzo dużym poziomie, z którego wyjdzie się pod ogromnym wrażeniem tego czego się usłyszało. Z tak perfekcyjnie przygotowaną trasą artystka śmiało mogłaby koncertować poza granicami naszego kraju.


