Metalcore to dość wredny gatunek. Wszelkie innowacje czy urozmaicenia są nawet nie tyle niepożądane. One są wręcz tępione i wyrzucane. Dlatego cóż miał zrobić brytyjski zespół Bring Me the Horizon? Zaryzykować. Na albumie Sempiternal wychodzi poza granice muzyki, z którą kojarzony był dotychczas. I – co tu dużo mówić – wyszedł bardzo udany materiał.
Zanim przejdę do opisywania samego Sempiternal, przybliżę Wam moje zdanie o wcześniejszej twórczości grupy. Długa i wylewna ta wypowiedź jednak nie będzie. Znam bowiem jedynie kilka starszych kawałków, raz przesłuchałem także płytę Suicide Season. Są okropne. Serio, kompletnie do mnie nie trafiły. Niby głośne, narzucające się, wykrzyczane… ale też nijakie, niczym się nie wyróżniające i zwyczajnie nudne. Po czwarty album zespołu początkowo miałem w ogóle nie sięgać. Jednak zmieniłem zdanie…
…po usłyszeniu singla Can You Feel My Heart. Muszę przyznać, że na pewien czas przykuł moją uwagę. Jest to bowiem kawałek łączący typowy dla Bring Me the Horizon metalcore z… dubstepem. Jego produkcją, podobnie jak w przypadku całej płyty, zajął się Terry Date. I trzeba przyznać, że wykonał kawał niezłej roboty. Piosenka jest bardzo interesująca, ale i nieco… nierówna. Z jednej strony mamy tu fragmenty naprawdę znakomite (spokojniejszy, ale pełen swego rodzaju napięcia bridge), lecz komputerowe efekty po kilku przesłuchaniach sprawią wrażenie zbędnych. Jednak nadal jest to fantastyczny kawałek.
Dzięki singlowi usiadłem do Sempiternal z pozytywnym nastawieniem. Po pierwszych przesłuchaniach miałem dość ciekawe wrażenie. Jakie? Że płyta jednocześnie jest i nie jest progresem. Bo z jednej strony mamy tu piosenki takie jak The House of Wolves czy Empire (Let Them Sing). Są ostre, wykrzyczane, ekspresyjne. I równie dobrze mogłyby zostać nagrane przez zespół 2, 4 czy 7 lat temu. Może fani zespołu widzą to inaczej, dla mnie nie różnią się wiele od starszej twórczości. I to zdecydowanie jest dla mnie minus i słabsza część płyty. Jednak obok nich znalazło się tu miejsce dla naprawdę smakowitych kąsków.
Przede wszystkim – Hospital for Souls. Ten utwór jest cudowny, niesamowity, niepowtarzalny i dopiszcie sobie jeszcze jakieś pozytywne epitety. Przemowa na początku dosłownie zwala z nóg. Tak przepiękna tekstowo, tak genialna… Jednak i w dalszej części utwór robi niezwykle pozytywne wrażenie. Cenię go za jego różnorodność: delikatne, subtelne fragmenty ze skrzypcami idealnie uzupełniają się z ostrymi, przekrzyczanymi partiami. I w końcu tekst. Można by tu zacytować cały, jednak wybiorę tylko jeden, bodajże ulubiony wers:
There’s glimpses of heaven in every day, in the friends that I have, the music I make, the love that I feel, I just had to start again
Hospital for Souls to nie jedyny utwór, w którym przemycono delikatniejsze brzmienia. Tak jest także w And the Snakes Start to Sing. Mimo jednak ładnej melodii postawiłbym tę piosenkę daleko w tyle. Lepiej wypada Sleepwalking, w którym ponownie mieszają się ostre, gitarowe partie z subtelniejszym pianinem. Spokojnie zaczyna się także Crooked Young. Dźwięki instrumentów smyczkowych brzmią naprawdę świetnie. Aż szkoda się robi, kiedy pojawiają się ciężkie, metalowe instrumenty. Jednak koniec końców to udany numer.
Bring Me the Horizon nie stało się jednak balladową kapelą. W ich muzyce nadal przeważają ostre, agresywne utwory. Dużo bardziej udane niż te, które otrzymywaliśmy wcześniej. Weźmy takie Antivist. Wściekłe, pełne negatywnej energii, z dużym natężeniem gitar i perkusji. A w tym wszystkim idealnie wyważone bez cienia jakiegokolwiek fałszu. To naprawdę bardzo udane nagranie. Podobnie zresztą jak Shadow Moses, w którym uwagę zwracają chórki. Ciekawe, interesujące, inne. A cóż mogę powiedzieć o Go to Hell, for Heaven’s Sake? Do złych nie należy, aczkolwiek w głowie nie zostaje.
A jak przedstawiają się teksty z Sempiternal? Choć już sama muzyka wypada świetnie, to właśnie one są najmocniejszym punktem albumu. Najlepszy to rzecz jasna Hospital for Souls, jednak i innym niczego nie brakuje. Usłyszymy przede wszystkim dużo o śmierci, negatywnych aspektach życia (Antivist), nawet trochę o wierze. Uwielbiam poza tym szczególnie dwa fragmenty – jeden z And the Snakes Start to Sing:
Was I your knight in shining armour, the apple of your eye?
Or just a step, a fucking step to climb?!
drugi z Sleepwalking:
Edge of the world
Should I sink or swim?
Or simply disappear?
Sempiternal było (przynajmniej dla mnie) dziełem trudnym. Nie pokochałem go po pierwszym przesłuchaniu, nie pokochałem i przy piątym. Na pewien czas odłożyłem i powróciłem dopiero w tym roku. Dobrze zrobiłem. Teraz udało mi się wreszcie należycie ten krążek docenić. A jest co doceniać. Przede wszystkim płyta sprawia wrażenie dojrzalszej od poprzednich piosenek grupy. Zamiast nieco przyciężkiego grania uświadczymy nienagannych, dopieszczonych pod względem produkcyjnym i po prostu dobrze zagranych utworów. Znakomitych pod względem wokalnym oraz tekstowym. Swoją drogą szkoda trochę, że już stworzyłem ranking podsumowujący rok 2013. Dziś wcieliłbym do niego Sempiternal. Gdzieś pewnie do TOP20, a jeśli chodzi o utwory – Can You Feel My Heart i Antivist w TOP50, a Hospital for Souls na pewno w TOP5, może i TOP3…

