Panic! jest zespołem Brendona. Jestem szczęśliwy będąc jego częścią! Ale fani muszą zrozumieć, że moją robotą w Panicu! jest granie na basie. Tu kończy się i zaczyna moja rola w Panicu!
– to fragment postu, jaki na swoim facebookowym koncie umieścił Dallon Weekes – basista grupy Panic! at the Disco, będący oficjalnie wpisany jako członek tego amerykańskiego zespołu. Właściwie ten cytat powinien być odpowiedzią na pytanie, które chciałem zadać w dzisiejszym felietonie: czy Panic! at the Disco to jeszcze zespół, czy solowy projekt jej lidera – Brendona Urie? Ale że temat jest dosyć złożony, a naczelny nie umieściłby tekstu nieprzekraczającego 100 wyrazów, postaram się tę kwestię porozkładać na czynniki pierwsze.
Początek końca Panic! at the Disco jako zespołu datowałbym na rok 2013. Wtedy to w okolicach wakacji w sieci pojawił się teledysk do piosenki This Is Gospel. Uwielbiam ten klip, kto nie widział, niech nadrobi zaległości. Problem w tym, że w ciągu ponad trzech minut jego trwania prócz Brendona nie pojawił się żaden z ówczesnych członków zespołu, w tym Spencer Smith, który zakładał tę kapelę z Urie. W tamtym okresie jeszcze nie wydawało mi się to szczególnie podejrzane, ale z perspektywy czasu wszystko okazuje się takie oczywiste.
W sierpniu tego samego roku Spencer Smith zgłosił się do kliniki odwykowej. Od tamtego momentu nie zagrał już ani razu z Panic! at the Disco. Tak więc od prawie dwóch lat jedynym pierwotnym członkiem grupy jest Brendon Urie. Od tamtego momentu zespół ten staje się, w mojej opinii, solowym projektem wokalisty. Ale gdy patrzę na wpisy fanów na różnych forach Internetowych to widzę, że moje przemyślenia w bardzo dużej części są tożsame z voxem populi.

W marcu 2015 roku z Panic! definitywnie pożegnał się Spencer Smith. Chwilę wcześniej na oficjalnym profilu grupy na Facebooku pojawiła się bardzo wymowna fotografia. Po prawej stronie kadru widać Brendona pozującego z fanami, natomiast po przeciwległej stronie stoją Kenneth (gitarzysta koncertowy, nie występuje jako oficjalny członek kapeli) oraz wspomniany Dallon. Podpis zdjęcia: To zawsze fajny czas, gdy fani nie chcą pozować z Kennethem i Dallonem do zdjęcia. Cóż, prawda jest taka, że winę za taki stan rzeczy ponosi sam Brendon. Po pierwsze, od pojawienia się na rynku płyty Too Weird To Live, Too Rare To Die, jest jedyną postacią pojawiającą się na materiałach promocyjnych, teledyskach, itp. Sorry, w książeczce do wspomnianej płyty znajduje się jedno zdjęcie, na którym pozują trzej ówcześni członkowie kapeli. Ale to by było na tyle, poza tym w dobie Internetu mało kto kupuje płyty. Po drugie, tutaj opieram się na opiniach wynalezionych w sieci, Brendon w czasie koncertów nie przedstawia występujących z nim muzyków. Dla jednych może się to okazać błahostką, ale dla muzyka bardzo miłym uczuciem jest to, kiedy otrzymuje osobistą owację od widowni. Urie swoim kolegom tę przyjemność zabiera.

Wspomniane zdjęcie
Dlatego uważam, że w tym momencie Panic! at the Disco to solowy projekt Brendona Urie, a koledzy z nim występujący to typowi muzycy koncertowi – zwyczajni pracownicy, zarabiający na życie graniem muzyki. Tak samo jak szef Biedronki zatrudnia kasjerki, obsługę i tak dalej, tak samo Urie zatrudnia gitarzystę, basistę i perkusistę. Wiecie co jest najlepszego w takim układzie? To, że wynajmowani muzycy nie mają żadnego wpływu na tworzony materiał. A ten aspekt w przypadku tej kapeli, jest wielce istotny.
W 2009 roku z Panic! at the Disco pożegnało się dwóch muzyków – Jon Walker i Ryan Ross. Ten drugi był praktycznie mózgiem zespołu. Skomponował niemalże 100% wszystkich utworów grupy z okresu płyt A Fever You Can’t Sweat Out oraz Pretty.Odd. Powód odejścia wyjawił w jednym z wywiadów – jego wizja kapeli malowała się w innych barwach, niż tych Brendona. Gdy Ross chciał tworzyć bardziej rock and rollowe kawałki, Urie wolał pójść w stronę popu. I jak pokazuje historia – postawił na swoim.
Czemu więc Brendon nie zacznie firmować tworzonej muzyki własnym nazwiskiem? – takie pytanie zadałem kiedyś samemu sobie. Odpowiedź była banalna – Panic! at the Disco to w tym momencie potężna i renomowana marka, której Urie jest właściwie jedynym właścicielem. Oczywiście musi odprowadzać tantiemy dla Ryana, Spencera, ale poza tymi aspektami to on jest panem i kapitanem tego płynącego statku. Od jakiegoś czasu zauważają to również fani.

Jedno z najświeższych zdjęć promocyjnych. Reszty składu oczywiście brak. No chyba, że chowa się w krzakach.
Pod wspomnianym zdjęciem na Facebooku najwięcej „lajków” zdobyły komentarze mówiące wprost – Panic! powoli przestaje być zespołem. Wszystko wskazuje na to, że wspomnieni kilka akapitów wyżej fani nie pozowali z Kennethem i Dallonem, bo ich nie znali. Kojarzyli tylko Brendona, który swoją twarzą promuje zespół. Szczerze mówiąc, gdyby nie fakt, że jestem wielkim fanem zespołu, to nie miałbym pojęcia, kim są ci dwaj goście, skoro jedyną okazją do ich zobaczenia są koncerty, na których i tak nie są przedstawiani, a światło pada głównie na ich lidera.
Wpis Dallona Weeksa otwiera i zamyka cały temat. Z jednej strony fajnie, że wie, jaka jest jego rola i że taki stan rzeczy akceptuje, ale tak naprawdę nie ma za bardzo innego wyboru. Nie mógł napisać Chciałbym wystąpić w teledysku do „Hallelujah”, ale ten pieprzony kurdupel mi na to nie pozwolił, bo wyleciałby z kapeli z prędkością Bugatti Veyron. Chętnych na jego miejsce byłoby naprawdę mnóstwo, a do tego grona z pewnością zaliczyłby się wyżej podpisany autor felietonu.


