Stan Zapalny rozpoczął kolejny muzyczny rozdział w swojej karierze. Tym razem w wytwórni Warner Music Poland wydał dwa nowe single Lubię Kłopoty i Nie umiem czekać. W rozmowie wokalista opowiedział o samych utworach, a także o niedawnych podróżach, które odbył w czasie wydawania piosenek.
Stan Zapalny, źródło: materiały prasowe Warner Music Poland
Julia Maciąg: Ostatni raz rozmawialiśmy rok temu. Co się u Ciebie zmieniło od tamtego czasu?
Stan Zapalny: Bardzo dużo. Podpisałem kontrakt z nową wytwórnią i wydałem piosenkę. Tak naprawdę stworzyłem mnóstwo piosenek w tym czasie. Napisałem maturę i zdałem też prawo jazdy. I wiele innych.
JM: Jeśli chodzi o te piosenki, to ile ich stworzyłeś?
Stan Zapalny: Na pewno ponad sto. Wydaje mi się, że jakieś sto dwadzieścia, sto trzydzieści.
JM: Naprawdę? Niesamowite. To tak jak Ariana Grande prawie napisała trzysta na Sweetener.
Stan Zapalny: Faktycznie dużo pisałem, bo też nie byłem w studiu przez długi czas i tak nazbierało się tego wszystkiego.
JM: No właśnie, jednym z singli, które wydałeś już pod szyldem Warnera jest Lubię Kłopoty. Właściwie, dlaczego je lubisz?
Stan Zapalny: Dlaczego je lubię? Bo uzależniają. „Lubię Kłopoty” to jest taka adrenalina. Wydaje mi się, jak tworzę muzykę, też czuję tę adrenalinę. Jak jakieś życiowe wybory podejmuję, to też ta adrenalina ma jakieś znaczenie dla mnie. Ale „Lubię Kłopoty” to taki trochę przewrotny tutaj tytuł. Dlatego, że czasami jest okej, jak lubię te kłopoty, to czasami też ironicznie one lubią mnie i wpadam w nie przypadkiem.
JM: Można też wyczytać z Twojego Instagrama, że to „piosenka o uzależnieniu od chaosu, który kusi bardziej niż spokój.” Jak definiujesz ten cały chaos i co sprawia, że on staje się taki uzależniający?
Stan Zapalny: Oj, to jest bardzo konkretny mój przykład. Ale nie chciałem nikomu narzucać, co oni będą konkretnie myśleli, myśląc o tym chaosie. Dla mnie tym chaosem trochę była branża muzyczna. Jakby nie było, jest to taki chaos, wydaje mi się, który jest uzależniający, niekiedy toksyczny. Jakieś kontrakty i takie mocno biznesowe podejście do muzyki czasami jest wciągające. Też bycie granym w radiach też wciąga, jest to taki też chaos.
Dla mnie konkretnie na dzień dzisiejszy to jest ten chaos, o którym myślę, który mnie wciąga. Ale też jest wiele innych chaosów. Miałem jakieś relacje z innymi osobami, które faktycznie też były takim chaosem dla mnie, też takim toksycznym, który wciągał i uzależniał.
Wydaje mi się też, że dużo osób może tak to bardziej czytać, ponieważ nie chciałem też nikomu narzucać co ma konkretnie, myśląc, śpiewając czy słuchając tę piosenkę.
JM: Dlaczego uważasz, że „błędy cię lubią”? Czy to jest takie wzajemne przyciąganie się, skoro ty lubisz kłopoty, a błędy Cię lubią?
Stan Zapalny: Trochę tak. Wydaje mi się, że popełniam bardzo dużo błędów. Czy to w szkole, czy to związanych z wyborem mojej dalszej ścieżki muzycznej. Pisałem te błędy trochę żaląc się, bo akurat w tym momencie miałem takie, których żałowałem. Ale na dzień dzisiejszy jestem okej z nimi. Trzeba popełniać błędy, żeby być gdzieś indziej w innym miejscu i nauczyć się żyć na tych błędach. Mam już z nimi określone podejście, jak lubię kłopoty, tak że już powiedzmy, że się nawzajem lubimy i się utrzymam z siebie.
JM: A jakie są konsekwencje według ciebie życia, w którym „jest nas za dużo na pokaz”?
Stan Zapalny: Kompleksy. Jak jest za dużo nas na pokaz, wiadomo, że każdy chce pokazać najlepszą stronę siebie tak naprawdę przy innych i zapominamy czasem o tej takiej prawdziwej stronie, typu emocjonalnej, bo nie zawsze jest łatwo się otworzyć przed tym takim idealnym światem i ludźmi na pokaz tak naprawdę. No bo jak to są ludzie bez skazy, no to nie czujemy się bezpiecznie dzieląc się swoimi przemyśleniami i emocjami.
Jest nas za dużo na pokaz, jeśli chodzi o ubrania, jeśli chodzi o takie rzeczy, to potem też my mamy takie niebezpieczne wzorce, które staramy się powtarzać i są takie abstrakcyjne rzeczy. Też nawiązywałem trochę do operacji plastycznych, bo oglądałem ten film „Substancja”. Nie podobał mi się ten film, ale dał mi dużo do myślenia. I właśnie też o tych operacjach myślałem. No i tak ja myślę negatywnie o konsekwencjach z nimi związanymi.
JM: Masz ogromny sentyment do podróżowania i jest to dosyć mocno widoczne między innymi na Twoim Instagramie, ale też w Twoich piosenkach. Czy dalej chcesz tworzyć piosenki o podróżach albo je przeplatać?
Stan Zapalny: Jest to taka nieodłączna część mnie i te podróże na pewno mnie kształcą cały czas. Cały czas dzieją się tam jakieś ciekawe historie, które stają się potem inspiracjami tych piosenek. Nie będę mówił, że tak jak było w „Zbieram mile”, że lecę Air France na przykład, tylko bardziej historie, które wydarzyły się w konkretnym kraju będą inspiracją na pewno.
JM: Zauważyłam, że ostatnio dużo podróżowałeś. Po wydaniu Lubię Kłopoty przebywałeś w Irlandii. Nawiązując do singla, czy spotkały cię jakieś kłopoty w nim?
Stan Zapalny: Podobało mi się tam, jest naprawdę bardzo ładna przyroda i bardzo dużo muzyki, wydaje mi się, w Dublinie było. I faktycznie poszedłem do fajnych takich miejskich klubów, gdzie inspirowała mnie ta muzyka i podobał mi się bardzo charakter tego miasta pod tym względem.
A propos kłopotów, to miałem w sumie kłopoty, dwa razy albo trzy razy. Pierwszy był mniej pozytywny, ponieważ jak szedłem w nocy z koleżanką do hotelu, to jakiś mężczyzna zapytał o pieniądze. Ja oczywiście powiedziałem, że nie miałem pieniędzy, bo my już nie mieliśmy pieniędzy. Potem on zaczął nas wyzywać, zaczął nas gonić, więc to były takie niebezpieczne kłopoty.
Później, jak wróciliśmy do hostelu, to wróciliśmy do naszego pokoju i tam był starszy mężczyzna i on zaczął moją koleżankę w ogóle wyzywać, prowokować i też trochę niecenzuralnie mówić. To było niebezpieczne, więc od razu szliśmy do recepcji i w tej recepcji zgłosiliśmy tę całą sytuację i go tej samej nocy wyrzucili. Także to były takie niefajne kłopoty. No i też jakieś kłopoty typu, wiesz, że nie zdążyliśmy nawet na autobus, albo złapał nas nagle deszcz, no bo Irlandia, pogoda zmienna. Bardziej tego typu, ale no dużo się działo.
JM: Ważne, że wszystko się powiodło i że jesteście cali i zdrowi. Zostaniemy przy tym wątku i zahaczę o Twój kilkumiesięczny pobyt w Ameryce Południowej. Czy coś tam Cię spotkało, co mógłbyś określić kłopotem?
Stan Zapalny: Największym kłopotem, który miałem, to była wysokość i choroba wysokościowa. Po dwóch tygodniach bardzo źle się czułem. Tak naprawdę każdego dnia jakiś inny kataklizm na mnie spadał. Raz się obchodziłem, miałem 41 stopnie gorączki, czy pojechałem do szpitala. I kolejny raz odjechały mi bagaże w autobusie beze mnie do Boliwii z Peru. To były niezłe kłopoty, ale na końcu dnia wszystko było super.
JM: Ta podróż Cię czegoś nauczyła jako osobę oraz artystycznie coś wpłynęło na Twoje najnowsze produkcje?
Stan Zapalny: Bardzo dużo się nauczyłem, przede wszystkim jak wygląda tam życie i różnica pomiędzy tym życiem, jakie mamy w Polsce, a jakie jest tam. Także jest ogromna różnica, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i jakieś są tam możliwości edukacyjne.
Jestem bardzo wdzięczny, że jestem Polakiem i że urodziłem się w tym miejscu, a nie w jakimś innym. Poza tym nauczyłem się też trochę nowych języków, ponieważ portugalskiego i hiszpańskiego nie znałem. Niesamowite doświadczenie.
Poznałem ogrom świetnych ludzi. Zainspirowali mnie w wielu moich nowych piosenkach, które powstaną. No i ma to wpływ na moje produkcje, na pewno. Ciekawym doświadczeniem było poznanie historii i poznanie lokalnej muzyki. Uwielbiam, że wiele razy jamowałem, pisałem z jakimiś lokalnymi artystami. Muzyka też była obecna i często śpiewałem.
JM: W singlu Nie umiem czekać pokazujesz się z refleksyjnej strony. Określiłeś, że jest to taki „jesieniarski” utwór. Czy to jest między innymi też zapowiedź tego, że możemy się spodziewać jakichś innych singli na resztę pór roku?
Stan Zapalny: Skoro było lato i jesień. (śmiech) Tak, czekajcie teraz na zimę. Będzie singiel zimowy, mogę zdradzić.
Ale faktycznie, skupmy się teraz na jesieni. Jesień to jest wyjątkowy czas dla mnie, bo kocham jesień. Kocham Halloween, kocham wszystkie takie jesienne sprawy.
Również mi się kojarzy jesień z wchodzeniem po górach. Zależało mi, żeby właśnie w tych singlach wizualnie, nie dość, że jest pora roku, to ukazać też sport. W tym wypadku jest wspinaczka górska i motywem też jest ten plecak. Tak jak w poprzednim singlu miałem lato i był surfing, tak teraz to jest wspinaczka górska, także czekamy jeszcze na zimę. Ale konkretnie tutaj zainspirowała mnie jesień, taki jesienny mood i to czekanie. Szczególnie w zeszłym roku bardzo długo czekałem w trakcie właśnie jesieni na jakieś wydarzenia moje muzyczne. Czekałem na pierwszy singiel, już tak naprawdę od jesieni zeszłego roku. Więc tak po prostu mi się kojarzył ten singiel, że czekam, czekam, czekam. Tak mi się też kojarzyło, więc to ładnie wszystko połączyłem. Zagrałem, powiedzmy terminowo. Wolałbym oczywiście, żebyś czekał jeszcze wcześniej.
JM: A co było takim impulsem, żeby stworzyć ten utwór?
Stan Zapalny: Ta piosenka ma mnóstwo różnych wersji tekstowych. Pierwsze szkice, powstawały już kilka lat temu. I na początku powstało to po prostu, ze względu iż nie byłem w stanie czekać, po prostu jestem niecierpliwy. Kolejna wersja nie powstała, bo byłem niecierpliwy, jeśli chodzi o kontrakt muzyczny. No i potem się przerodziło w czekanie też na jakąś kolejną osobę.
I takie moje tendencje, że nie potrafię czekać się też przejawiały właśnie w relacjach. Myślę też, że więcej osób się może utożsamić właśnie z tym drugim aspektem, bo nie każdy czeka na kontrakt, ale dużo czeka na tą drugą osobę.
JM: Wspomniałeś, że z czegoś, co jest słabością, może powstać coś wartościowego. Czy ten singiel jest przykładem zmiany trudności w sztukę?
Stan Zapalny: Totalnie. Cały czas jestem niecierpliwy, to się nie zmienia. Może przeszkadzać w niektórych sytuacjach, ale pracuję nad tym. Wydaje mi się, że od momentu mojego pierwszego kontraktu do tego momentu, co teraz jestem, to staję się dużo bardziej cierpliwy i pokorny. Branża muzyczna uczy mnie tej pokory cały czas.
JM: Lubię kłopoty były wakacyjne i lekkie. A ten utwór bardziej refleksyjny i melancholijny. Czy ten kontrast między tymi utworami jest takim naturalnym zabiegiem i jest bardziej takim rozwojem w twojej twórczości?
Stan Zapalny: Kocham utwory szybsze i wolniejsze i takie też często się pojawiły u mnie. To, co trzyma te dwa numery w ryzach, to po pierwsze, tekst, ale po drugie te synthy, które się też pojawiają w „Nie umiem czekać”. Tworzę faktycznie teraz synth-pop i na początku ta piosenka w ogóle była trochę bardziej gitarowa. Jednak synthy są jednak w moim sercu i ta piosenka jest właśnie do krzyczenia w aucie (śmiech).
JM: A jest może coś obecnie, na co nie umiesz czekać?
Stan Zapalny: Tak, na management. Kolejny kontrakt, więc znowu ta piosenka jest aktualna. Chcę jeszcze kolejne działania wprowadzić w moją twórczość. Dużo teraz pracuję w studiu. Nie mogę się doczekać na moją przeprowadzkę do Warszawy i też zaczynam pracę. Codziennie będę pracował jako też songwriter i teraz to będzie jako full-time job. Czekam też na rozpoczęcie studiów, tak chciałbym tego doświadczyć.
JM: Mam nadzieję, że wszystkopójdzie zgodnie z twoim planem, i że się doczekasz tego wszystkiego. Tym samym dziękuję bardzo za tę rozmowę.