Bovska to artystka przez wielkie A. Jej koncerty to nie tylko doznania muzyczne, ale także estetyczne i wizualne. Już na samym początku występu w Chatce Żaka wokalistka stworzyła niepowtarzalny i magiczny klimat. Zapraszam do przeczytania relacji z występu Magdy Grabowskiej-Wacławek z okazji Dni Otwartych UMCS’u.
Koncert Bovskiej bez dwóch zdań zaliczam do jednego z najlepszych koncertów polskich muzyków, na jakich byłem. Zdaję się, że artystka od pierwszej do ostatniej sekundy miała zaplanowany cały występ. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, od stroju wokalistki, który prezentował się wręcz fenomenalnie i pokazywał wszystkie zalety figury, aż po głos. Kiedy rozbrzmiało intro, w postaci odświeżonej instrumentalnie wersji W Jedną Stronę, w całej sali wytworzył się niebywały klimat. Kluczową rolę odegrały również światła i sama Bovska, która w ich blasku odprawiała tańce. Ruchy te były mocno zsynchronizowane z muzyką.
Zebrani słuchacze mogli usłyszeć zarówno piosenki z debiutanckiej płyty Kaktus i jej reedycji, jak również premierowe utwory z drugiego studyjnego albumu PYSK, który w ręce fanów trafi już 31 marca 2017 r. Nagrania z pierwszego muzycznego dziecka zostały nieco odświeżono brzmieniowo. Momentami wkrada się wiele elektronicznych i niekonwencjonalnych dźwięków. Tutaj brawa należą się także muzykom, którzy towarzyszą Bovskiej podczas trasy koncertowej i w studiu. Chłopaki robią kawał dobrej roboty.
Co audytorium mogło usłyszeć podczas koncertu? Między innymi największy przebój – Kaktus, najnowszy singiel Cyrk, do którego niedawno ukazał się klip oraz O No No z reedycji. Nie zabrakło także eksplodującej Bomby, wolniejszego Składaka i wyrazistego Klik.
Bovska to artystka wyjątkowa i dojrzała. Na żywo brzmi tak samo, albo i lepiej, niż w nagraniach studyjnych. Nieważne czy biega po scenie czy stoi, jej wokal zawsze wypada czysto. Artystka posiada ciekawą barwę głosu. Nie można zapomnieć o tym, że Magdalena to dusza towarzystwa i wulkan energii. W mgnieniu oka złapała kontakt z publicznością. Mówiła jaki utwór zaśpiewa i opowiadała historie z nim związane. Widać, że trasy koncertowe sprawiają jej ogromną radość, co udziela się także publiczności.
Pomimo że artystka wystąpiła dwa razy w ciągu dwóch tygodni w Lublinie, to ze względu na brak czasu, dopiero teraz miałem okazję usłyszeć ją na żywo. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że żałuję, że nie było mnie podczas koncertu w Teatrze Starym. Mam nadzieję, że w ramach tournee promującego płytę PYSK, Bovska nie zapomni o swoich fanach na wschodzie. Jedyne co mi pozostało na koniec, to zachęcić Was do udziału w koncertach artystki, bo naprawdę warto udać się w muzyczną przygodę z wokalistką.


