Idąc na ten koncert właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać. Piosenkę Kaktus słyszałam wielokrotnie oglądając serial Druga Szansa, a z płytą zapoznałam się dość dobrze przed planowanym występem piosenkarki w Rzeszowie. Bałam się, że to nie wystarczy by tak naprawdę wejść do świata artystki i cieszyć się jej wykonaniami live. Moje obawy jednak były nad wyraz niepotrzebne, bo Bovska jak nikt inny potrafi otworzyć się na publiczność.
Rzeszów był kolejnym przystankiem na trasie koncertowej Kaktus Tour polskiej piosenkarki działającej pod pseudonimem Bovska. Koncert artystki rozpoczął się kilkanaście minut po godzinie 21. Od razu można było poczuć pozytywną energię jaka biła od piosenkarki. Wraz z członkami swojego koncertowego bandu ubrani byli w pstrokate ciuchy co tylko potwierdziło ich pozytywne nastawienie. Bovska przywitała rzeszowską publiczność uśmiechem od ucha do ucha. Z tą energią zaczęły lecieć pierwsze takty piosenek.
Podczas koncertu artystka promowała materiał, który możemy znaleźć na jej debiutanckim albumie Kaktus. Nie zabrakło największych hitów piosenkarki czyli wspomnianego wyżej Kaktusa (który śpiewała w akompaniamencie całego klubu), Póki Czas czy Haj. Jednak to nie one skradły show Bovskiej. Furorę zrobiły te mniej znane kompozycje, które nie obce były tylko fanom piosenkarki. Lekkość Podzielenia, Oko do Oka czy Dachy zabrzmiały na nowo i pokazały wszechstronność artystki. Śpiewa, gra na tamburynie, tańczy – wszystko po to, by zarazić swoją pozytywną energią zebraną na koncercie publiczność. Ze stuprocentową pewnością śmiem twierdzić, ze zadanie zostało wykonane.
Na ogromny plus zasługuje również wokal Bovskiej. Jak ta dziewczyna śpiewa na żywo! To właśnie dzięki wykonaniom live kawałki otrzymały drugie życie i skradły moje serce. Ta szczerość, prawdziwość emocji, które płynęły z każdego wyśpiewanego słowa są po prostu nie do podważenia. Czystość jej głosu i umiejętność bawienia się nim (chodzi mi tu głównie o kompozycję Bomba) jest godna podziwu. Dawno już nie słyszałam takich cudownych wykonań na żywo. Zarówno w szybkich kompozycjach (trochę zmieniony Kaktus, Hula Hop, Haj, Póki Czas czy Nie ogarniam) jak i wolnych balladach (Wyspy, Składak czy Dachy) radziła sobie wyśmienicie! Pokazała klasę. Po zaprezentowaniu całej setlisty wokalistka dała się namówić na dwa bisy (Kaktus oraz po raz pierwszy jako bis kompozycja Haj).


Nastawienie piosenkarki do publiczności również na plus. Dzielnie przedstawiała każdy wykonywany utwór, dzieliła się anegdotkami, a nawet newsami! W Rzeszowie Bovska potwierdziła, że ma gotową „prawie” połowę drugiego albumu! Nie pozostaje nam nic innego jak cierpliwie czekać na efekty jej pracy.
Mogłabym się całymi dniami rozwodzić nad tym dlaczego ten koncert był wspaniały, dlaczego jestem oczarowana osobą Bovskiej, czy dlaczego nie żałuję, że ten piątkowy wieczór postanowiłam spędzić z jej muzyką. Jednak nie ma to najmniejszego sensu, bo jeśli się tego nie przeżyło, to się tego zwyczajnie nie zrozumie. Nie nastawiałam się na nic, a w zamian otrzymałam pokaz prawdziwego talentu, skromności i życzliwości, który swoją osobą reprezentuje Bovska. No ludzie, pędźcie po bilety na pozostałe koncerty, bo warto wybrać się w tę ponadgodzinną przygodę! A w Rzeszowie bezapelacyjnie – było bovsko!


