O zespole Bokka nie wiadomo praktycznie nic. Z informacji wygrzebanych w internecie dowiedziałem się, że trio pochodzi z Polski, że ich fanem podobno jest Brian Eno, oraz że podobno są supergwiazdami. Kiedy wybierałem sobie płytę do recenzji, ich nazwa rzuciła mi się w oczy. Gdzieś już ich słyszałem – szybka wizyta na Youtube – znalezione dwa single i zwiastun albumu. Odpalam pierwszy singiel – Town Of Strangers – i już wiem skąd znam nazwę zespołu. Ktoś kiedyś podesłał mi link do kawałka. Zatapiam się w nim i już wiem, że to ja muszę napisać tę recenzję.
WSTĘP
Krążek otwiera klimatyczne, spokojne i gęste Found Something. Jest Jazz. Jest przestrzeń wypełniona dźwiękami. Gitara, klawisze, bas, delikatne, szeptane słowa, a za tym wszystkim wokale w tle. Widzę ciemne, zadymione pomieszczenie i nie mogę pozbyć się wrażenia, że znajduję się w jakiejś małej knajpce z film noir. Atmosferę można by ciąć nożem, jednak nie przytłacza, raczej przykrywa ciepłem. Absolutny relaks.
Następny utwór to pierwszy singiel – Town Of Strangers. Pozwala delikatnie otrząsnąć się po Found Something. Daje czas by zrzucić z siebie koc, którym przykrył mnie pierwszy kawałek. Opowieść o samotności pośród tłumu z oszczędnym muzycznym tłem. Rytm wybijany pluskiem wody i delikatną perkusją która nabiera mocy wraz z postępującym utworem. I znowu obrazy w mojej głowie, które tym razem zawdzięczam raczej warstwie lirycznej, a którą potęguje tylko instrumentarium.
the storm comes and goes
and I keep walking, I keep walking
rain drops shine with gold
my heart was stolen, heart was stolen
Już pozbyłem się lekkiego otępienia które zostawił po sobie pierwszy utwór. I dobrze, bo trzeci kawałek na płycie i drugi singiel K&B nabiera nieco tempa. Wyraźna perkusja, syntezatory i mocny wokal. Nie podrywa z krzesła i nie każe tańczyć, ale jest zdecydowanie żywszy od poprzedników. Świetne arpeggia, trochę w stylu lat osiemdziesiątych nadają charakteru tej historii o miłości. Zbliżając się do końca utworu, całość staje się bardziej intensywna, by nagle zwolnić organowym breakiem by przenieść nas w dziwną przestrzeń.
Strange Spaces to już kawałek, przy którym można potańczyć. Rytmiczny, energiczny i mocny. Elektronika miesza się ze żywymi instrumentami. Głos, który brzmieniowo kojarzy mi się trochę z białym śpiewem od czasu do czasu traktowany trochę pogłosem, buduje wraz z elektroniczną perkusją i syntezatorami kosmiczną atmosferę. I nagle, bez zapowiedzi nadchodzi solówka której nie powstydziłoby się Funkadelic, dodając ścieżce trochę psychodelii i kończąc ją krótkim załamaniem tonacji. Strange Spaces zabrało mnie w swoją dziwną przestrzeń i wyrzuciło jeszcze nie do końca gotowego by ją opuścić. Mimo, że to najdłuższy kawałek na płycie, to mógłby jeszcze trochę potrwać.
Na szczęście Places I’ve never Been To ma w sobie jeszcze troszkę tego kosmicznego klimatu. Tym razem czuję się jakbym dostał się do wnętrza statku kosmicznego z pracującymi głośno maszynami. Tą atmosferę tworzy rytm wybijany mechanicznymi dźwiękami i pojawiające się od czasu do czasu szumy przez które przebija się głos. Bardzo proste klawisze tworzące wespół z wokalem melodię niosą ten statek przez miejsca w których nigdy nie byłem. I podoba mi się tu. Doskonałe współgra z poprzednim utworem, nie będą jednocześnie niczym wtórnym.
ROZWINIĘCIE
So Empty (Interlude) to łącznik, który wyprowadza mnie ze statku kosmicznego i daje chwilkę na odetchnięcie pomiędzy pełnowymiarowymi utworami. Trzydzieści sekund na oczyszczenie umysłu.
Paris różni się od pierwszych pięciu utworów i bardzo dobrze, że to przed nim znalazło się So Empty bo mam wrażenie, że znalazłem się w przyszłości. W przyszłości widzianej z perspektywy lat osiemdziesiątych. Syntezatory jak z filmu science-fiction z tego okresu, lekko brzmiące Vangelisem. I znów wokal który przypomina mi biały śpiew. Zaskakująco dobrze tu pasuje, w tej wyraźnie pozytywniejszej przestrzeni.
take a walk with me
firewalk through Paris
let’s get burnt and see
if there’s a silver lining
Najbardziej radosny, a przynajmniej muzycznie, kawałek na płycie – Reason – bardzo tanecznie, i nadal czuć latami osiemdziesiątymi. Z jakiegoś powodu kojarzące mi się z Van Halenem przebiegi po klawiszach świetnie i znów zaskakująco współgrają z instrumentarium rodem od Architecture in Helsinki. Fajna i rozluźniająca mieszanka. Gdybym miał prawo jazdy, to ten utwór na pewno znalazłby się na mojej samochodowej playliście.
Meet My Shade znowu każe mi wygodnie się oprzeć. Może nawet zaparzyć herbatę. Spokojna i melancholijna ballada pełna tęsknoty. Przez cały kawałek jedynym instrumentem jest gitara z mocnym pogłosem, wspomagana lekkimi chórkami dająca tło delikatnemu wokalowi. Kolejny utwór który mógłby być nieco dłuższy.
ZAKOŃCZENIE
So Dreamy (Interlude) to drugie interludium, które zwiastuje kolejną zmianę. jest nieco orientalne, spokojne i jednocześnie niepokojące i pełne mroku.
I Am All That I’ve Lost – Hipnotyzująca elektronika i wołanie o pomoc. Nieco monotonny wokal, który doskonale pasuje do dość jednolitego tła. mimo tego nie wieje nudą, bo w tym kawałku najważniejsze są słowa. Tym razem ich nie zdradzę, bo dla mnie ten album to opowieść o podróży, a ta zbliża się ku końcowi, a chciałbym by każdy kto zdecyduje się go przesłuchać, odbył ją na własną rękę. Oprawa muzyczna relaksuje i pozwala odpłynąć ku ostatnim dwóm ścieżkom.
Violet Mountain Tops mogłoby być zakończeniem albumu, przynajmniej jeżeli chodzi o warstwę liryczną. Muzycznie jest jednym z moich ulubionych utworów na krążku. Świetne syntezatory, prosta, lecz zgrabna, linia melodyczna a do tego klimatyczny damski wokal w kluczowych momentach wsparty męskim. Mógłbym ten utwór zapętlić i słuchać w kółko.
Mirror to dla mnie w jakiś sposób Postscriptum całej płyty. Nawiązuje kompozycyjnie do pierwszego utworu, ograniczając wokale tylko do szeptów na samym końcu. Jednak tym razem jest elektronicznie, bardziej sterylnie, mimo pozornego chaosu. Żywe instrumenty z Found Something zostają zastąpione syntezatorami, a tekst… cóż tekst pozostawię do odkrycia wam.
Bokka to album wyróżniający się na tle nie tylko polskiej, ale i światowej sceny muzycznej. Ambitne teksty, świetna kompozycja i doskonała muzyka sprawiają, że nie mogę przestać go słuchać. Kawałek po kawałku mój umysł rozpływa się w emocjach, a każdy dźwięk jest dokładnie tam gdzie powinien się znajdować. To nie jest łatwy album, ale naprawdę miażdżący. Na koniec zostawiam zwiastun krążka, który oddaje tylko ułamek jego geniuszu.

