Od ostatniej płyty zespołu Blue Cafe minęły już 4 lata. Pomimo, że wydane w 2014 roku Freshair zdecydowanie nie spełniło moich oczekiwań i na pewno było jednym ze słabszych krążków w ich dyskografii nie traciłam nadziei. Bardzo wiele z niej pokładałam w niezaprzeczalnym talencie Dominiki Gawędy. Liczyłam, że wokalistka tchnie jednak życie w nowy materiał. Czy słusznie?
Najnowszy album zespołu, Double Soul to jeden z tych krążków, których zawartość można przedzielić grubą kreską na pół. Właściwie prawie dosłownie. Mam wrażenie, że grupa nieświadomie wręcz ułatwia nam dokonanie tego podziału.
Pierwsze pięć z dwunastu utworów umieszczonych na wydawnictwie naprawdę nie robi najlepszego wrażenia. Wydają się napisane na kolanie, na szybko byle tylko coś nagrać. Niedopracowanie w warstwie lirycznej jak i muzycznej słychać od razu.
Mamy dwa kawałki brzmiące na tyle podobnie, że przy mniej uważnym słuchaniu można by stwierdzić, że wręcz identycznie (Impuls, Między Nami), poprzedzone zupełnie zbędnym instrumentalnym intro. Do całej tej nieudanej mieszanki dochodzi jeszcze sztuczne, płaskie Jak To, którego tekst tak usilnie stara się być głębokim, że jego ciężar przytłoczyłby chyba każdy podkład.
Promyczkiem, który sprawił, że mimo wszystko miałam ochotę sprawdzić jak rozwinie się Double Soul był pierwszy singiel promujący wydawnictwo.
Niebo ma w sobie to czego tak bardzo brakuje we wcześniej wspomnianych utworach. Autentyczność.
Wyczuwa się w nim lekkość i szczęście. Nie powinno to dziwić, ponieważ Dominika jest świeżo upieczoną żoną. Jestem wręcz pewna, że piosenka dedykowana jest jej mężowi.
Właśnie tego potrzeba było temu materiałowi. Odrobiny prawdziwych, szczerych emocji. Zostały one w dodatku podane w bardzo delikatnej formie, która pozwoliła im wyjść na pierwszy plan.
Mogę być tam gdzie Ty, byle gdzie z Tobą być
Utwór promujący nie tylko przywrócił mi wiarę w najnowsze wydawnictwo Blue Cafe. Przypomniał mi też jak dobrze może brzmieć głos wokalistki grupy i pozwolił przebrnąć przez pierwsze kilka tracków.
I jestem mu za to bardzo wdzięczna. Bo w wypadku tego albumu im dalej w las tym ciekawiej i lepiej.
Pozostając przy poczuciu autentyczności, kolejnych ich przedstawicielem jest bardzo dobre Silence and Pain. Dodatkowo do świetnie napisanego, szczerego tekstu dochodzi świetna, chwytliwa, nowoczesna muzyka. Właśnie dzięki niej, zarówno w tym numerze, jak i w tytułowym Double Soul osiągnięto efekt świeżości.
Dzięki tej nowoczesnej dwójce uśmiech już na stałe wrócił na moje usta. A nie można przecież zapomnieć o wspaniałej wisience na torcie. Piosenka zamykająca płytę, Reflection to prawdziwa perełka.
Głos wokalistki brzmi anielsko, a ballada jest fantastycznie wyważona i ma swój charakter. Do tego dochodzi dobry, mądry tekst i mamy anielskie zakończenie.
Ale warto jeszcze o czymś wspomnieć. Mianowicie o kawałku nagranym we współpracy z grupą Sound’n’Grace. Bezpowrotnie brzmi naprawdę dobrze. Ale jakież było moje zdziwienie i zaskoczenie kiedy usłyszałam w nim dość oczywiste sample z utworu Erica Claptona, Layla. Nic nie działa tak dobrze, kiedy chcemy przykuć czyjąś uwagę niż odrobina szoku. Czy te fragmenty melodii są tam konieczne i na miejscu? Nie jestem do końca przekonana. W jaki sposób tam się znalazły? Nie wiem. Wiem, że trik zadziałał. Nie mogę przestać o tym myśleć.
Krążek Double Soul budzi we mnie mieszane uczucia. Duża jego część jest nijaka i płaska. Znajdują się na nim piosenki, których właściwie mogłoby nie być. Z drugiej strony są tam też utwory zdecydowanie godne uwagi. Całość nie wzbudza jednak niestety wielkich emocji.
