Blossoms – Cool Like You (2018), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

Kwintet z Stockport w Wielkiej Brytanii istnieje na scenie zaledwie 5 lat. Na ich koncie znalazło się już kilka EP’ek, nominacji do uznawanych nagród, ale przede wszystkim dwa autorskie albumy. Debiutancki krążek, wydany w 2016 roku, osiągnął dość nieoczekiwany sukces. Grupa trafiła na pierwsze miejsca list przebojów na wyspach, a także zaznaczyła swoją pozycję w twórczości brytyjskiego indie-pop. Po tych dwóch latach ukazuje się następca Blossoms, Cool Like You. Tytuł wskazywałby na to, że członkowie grupy nonszalancko podeszli do tematu. Czy na pewno?

Ponad 4 miliony wyświetleń singla Charlemagne, pochodzącego z pierwszego albumu, wskazują na to, jak znana stała się grupa. Na YouTube pojawiło się mnóstwo coverów kompozycji, a w każdej radiostacji trafiła do pierwszego miejsca listy przebojów. Melodyjny indie-pop w wykonaniu Blossoms, stał się ulubieńcem festiwalu i otrzymał nominacje do Brit i Mercury za ich wysiłki.

Nie inaczej dzieje się z najnowszym długogrającym albumem. Rock The People Festival, Pohoda Festival, Isle of Wight Festival, czy Sziget. To tylko niektóre z miejsc, w których grupa pojawi się z nowym materiałem. Fani zgromadzeni pod sceną usłyszą dźwięki podobne do tych, które mieliśmy okazję słuchać już na debiutanckim albumie. Od samego początku przy tytułowym Cool Like You Brytyjczycy przekonują nas do tego, że syntezatory z lat ’70 czy ’80, nie odeszły w niepamięć. Kolejny singiel to I Can’t Stand It ,który także jest jak zakładanie wygodnej pary starych pantofli, ze względu na dźgnięcia syntezatora i zaraźliwy refren. Unfaithful to doskonały przykład typowej, dla płyty melodii, z ekspansywnymi klawiszami umieszczonymi, na tle rytmicznego basowego riffa. Poleganie głównie na elektronice jest jeszcze bardziej wyraźne, w wolniejszym tempie. Tutaj na drodze staje na przykład Stranger Still. Najlepszą decyzją, jaką zespół mógł podjąć jest zamiana gitar na syntezatory. To one tworzą całość brzmieniową Cool Like You i pozwalają na nieco większą zabawę muzyką.

Żeby jednak tak kolorowo nie było, okazuje się, że syntezatory mają ograniczone możliwości brzmieniowe. Mam na myśli jednostajność całego krążka. Nie do końca spełnia on zawarty w sobie potencjał. Migocząca melodia Beween The Eyes, na pewno nie pozostaną długo w pamięci. Cięższy i bardziej wyraźny Giving Up The Ghost, stopniowo buduje się w kierunku refrenu, który ostatecznie po prostu spada nieco płasko. Podstawową wersję albumu zamyka Love Talk. Liryczny, melodyjny i niestety jednostajny utwór, znów nie pozwala rozwinąć skrzydeł. W wersji Deluxe natkniemy się na akustyczne aranżacje wszystkich kompozycji. Dla odmiany, tym razem możemy zauważyć zmiany tempa, czy dźwięków poszczególnych instrumentów. Na pierwszy plan wysuwa się także niecodzienny wokal Toma Ogdena.

Najnowsza propozycja od Blossoms ma w sobie dwie różne strony. Z jednej wydaje nam się, że słyszymy coś oryginalnego, co w obecnej muzyce rozrywkowej nie ma miejsca. Z drugiej, powtarzalność brzmienia jakie pojawia się w większej części utworów, doprowadza do znużenia i monotonności. Zastosowanie syntezatorów jest bardzo dobrym pomysłem. Jedno czego zabrakło, to dobre jego wykorzystanie. Zabrakło umiejętności poruszania się po tak niecodziennym brzmieniu. Cool Like You jest zbiorem singli, które na tle innych utworów w radiach, na pewno się wyróżnią. Jednak jako jedna tracklista niestety stają się monotonne.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje