Black Mirror z udziałem Miley Cyrus najgorszym i najlepszym odcinkiem w historii serialu [KOMENTARZ]

Serial „Black Mirror” zrobił furrorę na całym świecie. Od 2011 roku to jeden z najchętniej oglądanych i najwyżej ocenianych tasiemców w historii Netflixa. Kilka dni temu na platformę streamingową wjechał piąty i jak na razie ostatni sezon tegoż serialu. Za sprawą udziału Miley Cyrus nakręcono niewyobrażalny hype. „Rachel, Jack and Ashley Too” to najgorszy i zarazem najlepszy odcinek w historii „Black Mirror”.

Odcinek, w którym główną rolę gra Miley Cyrus, jest specyficzny i wzbudza ambiwalentne doznania. Z jednej strony poniekąd wpisuje się w kanony całej otoczki serialu, która opowiada o futurystycznej wizji społeczeństwa uwikłanego w nowoczesne technologię i postęp cywilizacyjny, a z drugiej strony to typowa teen drama, która mogłaby zostać wyemitowana nie przez Black Mirrror, ale przez Disney Channel.

„Rachel, Jack and Ashley Too” zaczyna wiele wątków, ale na dobrą sprawę żadnego nie pogłębia. Narracja początkowo skupia się na młodej dziewczynie, która po przeprowadzce nie może znaleźć sobie przyjaciół. Jest ogromną fanką światowej artystki – Ashley O, która postanawia wydać lalkę o sztucznej inteligencji – Ashley Too. Wiecie, inwazja na prywatność, każdy może mieć własną kopię celebrytki na wyłączność. Po chwili wątek aspołecznej dziewczyny przechodzi w zapomnienie, a blask fleszy skupia się przede wszystkim na nieszczęśliwej wokalistce, ale poniekąd też porusza wątek starszej siostry. Nikt oczywiście nie spodziewał się, że starsza siostra będzie stała w opozycji do młodszej – nie lubi obecnej kultury. Szanuje tylko „vintage” i dobrego rocka. Kultywuje tradycyjne wartości. Jedynym wspólnym mianownikiem jest aspołeczność. Choć tu w znacznym stopniu uwarunkowana psychicznie.

W rolę Ashley O nie bez kozery wcieliła się twórczyni hitu Party In The USA. Trudno nie doszukiwać się konotacji na linii Miley Cyrus – Ashley O/Ashley Too. Te usilne próby zerwania ze słodkim, medialnym obrazem, perukami i okropnymi strojami, od razu przywodzą na myśl trudny okres dorastania amerykańskiej artystki oraz mocne zerwanie z landrynkowym wizerunkiem po zakończeniu emisji programu Hannah Montana. Niejednokrotnie, w tamtym czasie, dostawaliśmy utwory na miarę Fly On The Wall, które opowiadały o tym jak obcy ludzie wchodzą z butami w jej prywatne życie. Artystka, podobnie jak bohaterka odcinka, nie czuła się dobrze w swojej „medialnej” skórze, nie chciała, żeby dzieciaki robiły to co ona (co wielokrotnie podkreślała w wywiadach). To był mocny, ale potrzebny cios. Kilkukrotnie w trakcie odcinka, w podobnym tonie padały słowa od robota Ashley Too. Miley Cyrus zagrała bardzo dobrze, aktorstwo ma we krwi. Była szczera i autentyczna. Trochę takie Narodziny Gwiazdy w wersji dla nastolatków.

Mieliśmy już odcinek o tym jak łatwo można sprzedać się dla sławy, ile można poświęcić dla popularności. Ale w żadnyn sezonie w historii Black Mirror nie odsłoniono kurtyny dzielącej fanów od ukochanego artysty. Jednocześnie podkreślając, że to co widzimy na ekranie, to tylko wykreowany, sztuczny, medialny wizerunek, któremu nie zawsze można wierzyć. Świetne przesłanie. Dziś ludzie nadal mają problem w odróżnieniu prawdy od fikcji. Zwłaszcza tej irracjonalności promowane przez media i social media. Każdy może wytworzyć sobie dowolny wizerunek medialny, ale na ile on będzie zgodny z prawdziwym „ja”? To ważne pytanie, które nasuwa się po obejrzeniu odcinka.

Jednak kilka osób powinno stracić pracę za scenariusz. „Rachel, Jack and Ashley Too” miał niewiele wspólnego z ideą i założeniem Black Mirror. Oprócz robota ze sztuczną inteligencją i futurystycznego, humanitarnego zabijania szczurów nie ma nic. Nic, co pokazuje zagrożenia płynące z rozwoju technologii. Można było pociągnąć wątek młodej, aspołecznej dziewczyny, która oddaje się sztucznemu wytworowi. Nie zrobiono tego. Zrobiono teen dramę, ze zwrotami akcji słabszymi od tych serwowanych przez Hannah Montana. Ujęcia z samochodu były tragiczne, a sam koniec mocno przewidywalny. Były szanse na zrobienie genialnego odcinka. Wyszło coś, co miało zagrzać fanów do zwiększenia słupków oglądalności. Zapomniano jednak o jakości. Postawiono na komercyjną papkę dla przeciętnego widza i zapomniano o docelowy kontencie tego serialu.

To na pewno będzie, jeżeli już nie jest, jeden z najchętniej oglądanych odcinków w historii tego serialu. Szkoda, że nie odzwierciedla jego idei. W średnią fabułę wciągnięto kilka elementów, żeby aż tak mocno nie odstawała od tego, co dotychczas serwowało nam Black Mirror.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

Najczęściej czytane