Na nową płytę Björk czekałem z wytęsknieniem, ale ten projekt nie wzbudził we mnie, aż takich emocji. Dlaczego? Może dlatego, że odpycha mnie nadmiar instrumentów smyczkowych, a Vulnicura Strings, jak sam tytuł wskazuje, to zaaranżowane piosenki z Vulnicury na taką właśnie formę. Chyba strzeliłem sobie w stopę tym krążkiem.
Pierwotna wersja Vulnicury Strings naprawdę przypadła mi do gustu, a nawet poszedłbym dalej – z każdym kolejnym wysłuchaniem płyta podoba mi się coraz bardziej i coraz większe robi na mnie wrażenie. W związku z tym ciężko było mi się przełamać i włączyć smyczkowe wersje utworów, które dopiero rosną w siłę, bo bałem się, że mogą mi zohydzić to, do czego już doszedłem. Niestety wiele się nie myliłem. Już pierwsza Mount Mantra sprawia, że moja głowa powoli zaczyna mnie boleć od tego przesytu. Skrzypce i wokal Björk w tej odsłonie są dla mnie nieakceptowalne, ponieważ za bardzo to wszystko jest porozciągane, zbyt krzykliwe. Druga piosenka – Lionsong – trochę ratuje sytuację, jako że jest to jedna z najlepszych kompozycji Vulnicury i chyba nic nie jest w stanie jej zepsuć. Poza tym – trochę tych smyczków tutaj mniej, trochę to wszystko subtelniej zagrane, co sprawia, że wersja ta może się podobać.
Podobnie do Lionsong rysuje się sytuacja z utworem Black Lake. W oryginalnej wersji również główną ścieżką jest partia skrzypiec, ale tam podparta jest o elektronikę. Na szczęście w obu odsłonach partie smyczkowe są bardzo delikatne, wręcz minimalne, co sprawia, że w momencie zniknięcia elektroniki kompozycja niewiele traci. Jednak, żeby nie było zbyt kolorowo, ból głowy powraca przy Quicksand. Skrzypce zawsze sprawiały, że moja czaszka rozrywana była na dwoje, a jeśli instrument ten pojawia się z takim impetem jak w tym przypadku, to pozostaje mi tylko czekanie na koniec. I po zakończeniu pojawia się zaskoczenie – Notget. Aranżacji tego utworu obawiałem się najbardziej, bo ciężko było mi wyobrazić sobie pustkę po niesamowitych partiach elektroniki od Arca. Z pewnością nie jest to ten sam Notget co pierwotnie, ale naprawdę sprawnie sobie z nim poradzono i jestem skłonny powtórzyć go kilka razy.
Natomiast piosenkę Family, Björk potraktowała bardzo brutalnie – wycięła z niej cały wokal i pozostawiła tylko muzykę. To nie było dobre rozwiązanie. Będąc w temacie wycinania – na całe szczęście z piosenki Atom Dance nie został wycięty Antony Hegarty i te momenty, w których się pojawia, to coś na co szczególnie warto czekać, bo idealnie wkomponował się w całość aranżacji. A na zwieńczenie całego projektu ciekawostka – ostatni utwór to Black Lake zagrany na instrumencie stworzonym przez Polaka Sławomira Zubrzyckiego. Instrument ten skonstruowano na podstawie projektu Leonarda da Vinci i nazwano viola organista. Wszystko byłoby naprawdę pięknie i ładnie, gdyby nie to, że momentami nie potrafiłem znieść dźwięków tegoż wynalazku.
Vulnicura Strings nie jest pierwszym tego typu projektem w karierze Björk – weźmy chociażby Björk with the Brodsky Quartet – ale mam wrażenie, że w tym przypadku jest to rzecz trochę zbyteczna. Oczywiście może to być idealny rarytas dla fanów islandzkiej piosenkarki, bo sama Björk jako wokalistka spisuje się tu znakomicie, ale oprawa muzyczna momentami naprawdę męczy ucho. Sądzę, że szybko zapomnę o tej płycie i długo nie będę do niej wracał.


