Ma dopiero dziewiętnaście lat, ale debiut ma już dawno za sobą. Świat usłyszał o Brytyjce po raz pierwszy, gdy była jedynie 14-latką. Jej słynną wersję utworu Skinny Love (z repertuaru Bona Ivera) znają prawdopodobnie wszyscy. Rozpoczęcie kariery w takim wieku to niemałe wyzwanie. Młodzi artyści często nie wytrzymują presji związanej z nagle rosnącą sławą. Birdy to jednak nie dotyczy. Od tamtej pory minęło już pięć lat, a artystka wydała właśnie swój trzeci album. Co kryje w sobie kolejne wydawnictwo?

Jasmine Lucilla Elizabeth Jennifer van den Bogaerde, bo tak brzmi jej pełne imię i nazwisko, weszła w rok 2016 mocnym muzycznym uderzeniem. 1 stycznia zaprezentowała fanom singiel Keeping Your Head Up, który jako pierwszy promował Beautiful Lies. Jakie było moje zaskoczenie, gdy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy. Czy to naprawdę Birdy? Artystka pokazała swoją inną stronę. W jednym z wywiadów przyznała, że początkowo miała być to kolejna ballada. Praca w studiu nagraniowym poniosła kawałek jednak w zupełnie odwrotnym kierunku. Otrzymaliśmy utwór naładowany pozytywnymi emocjami, z chwytliwą melodią. Pełno tutaj mocnych, jak również wyrazistych dźwięków (niespotykanych we wcześniejszej twórczości) z pogranicza indie oraz popu. Kompozycja przywołuje mnóstwo skojarzeń z magiczną muzyką Florence and the Machine czy chociażby Kate Bush.
Odważny i mocny pierwszy przedsmak wydawnictwa sprawił, że moje oczekiwania względem niego wzrosły. Wokalistka pokazała, że potrafi wyjść poza wcześniej przyjęte muzyczne ramy. Próbuje czegoś nowego. Kilka premierowych utworów Brytyjki ma nieco bardziej dynamiczne, mocniejsze aranżacje w porównaniu do brzmień z poprzednich krążków. Istotną rolę na tej płycie odgrywa warstwa produkcyjna. Growing Pains, Hear You Calling czy najnowszy singiel Wild Horses – każdy z tych kawałków jest pełen energii oraz cechuje się bardzo dobrą produkcją. Zwrotki są spokojniejsze, zaś refreny – antemiczne i głośne. To zmiana na pewno korzystna dla twórczości Birdy. Słychać, że młoda artystka jest bardziej pewna siebie. Zgrabnie realizuje pomysł na swoją muzyką. Dojrzewa na naszych oczach wokalnie, jak również pisarsko. Udowadnia, że jej kompozycje opowiadają interesujące, ale nienaiwne historie.
W jednym z ostatnich wywiadów opisała najnowsze dzieło słowami:
Opowiada o zmianach. Na samym początku prac nad krążkiem przeprowadziłam się do Londynu. Album mówi o byciu wolnym, nieograniczonym po raz pierwszy, ale również o tęsknocie za rodziną. O momentach, które mogłyby trwać wiecznie i mówieniu sobie tych „pięknych kłamstw” pomimo świadomości, że zmiany są nieuniknione.
Podoba mi się, że twórczość Brytyjki (podobnie jak m.in. Lorde) łączy klimat indie z popowymi brzmieniami. Sprawia to, że jej muzyka jest niejednorodna, nieuchwytna gatunkowo. To duży atut, tym bardziej jeśli to działanie udane. Taką mieszankę prezentują: delikatne Shadow czy przyjemne Save Yourself. Znakomitym i najprawdopodobniej moim ulubionym utworem jest nieco bardziej mroczne, ciemniejsze Take My Heart.
Na nowym krążku znajdziemy także starą, dobrą Birdy. Jej refleksyjną oraz nastrojową naturę słychać w tytułowym Beautiful Lies, Words, Unbroken czy Lost It All. W takich kompozycjach słyszymy artystkę głównie w wersji akustycznej, gdzie cała uwaga skupia się jedynie na dojrzałym wokalu i dźwiękach fortepianu. Ekspresja Brytyjki wydaje się niezwykle szczera. Znajdą się na pewno i tacy, którzy zarzucą Birdy brak oryginalności, ale trudno – utwory te są po prostu dobre.
Beautiful Lies nie zawiodło moich oczekiwań. To najlepszy album Birdy oraz kolejny udany krok w dobrą muzyczną stronę. 19-latka (sic!) ewoluuje i pokazuje nam kolejne karty swojego niezwykłego talentu. Brytyjka znalazła się na granicy dwóch światów. Zmienia się na naszych oczach z nastolatki w dorosłą, wrażliwą kobietę. Jej najnowsze dzieło będzie zapewne jednym z lepszych, ale raczej nie najlepszych muzycznych akcentów 2016 roku. Utwory są naprawdę dobre i mają prawo się podobać, większość jednak nie powala na kolana. Na fajerwerki nie ma więc co liczyć, mimo to albumowi należy się wysoka ocena. Beautiful Lies to popowe, ale szalenie autentyczne i prawdziwe dzieło. Jednego jestem pewien. Muzyczny potencjał Birdy jest ogromny, a najlepsze najprawdopodobniej jeszcze przed nią. Jest dobrze!



