Billie Eilish – When We All Fall Asleep Where Do We Go? (2019), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

„Jeśli umieścisz w jednym pokoju czternaście osób, gdzie każda z nich lubi odmienny gatunek muzyczny i włączysz im „WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO?”, chcę, żeby wszystkie osoby w tym pomieszczeniu polubiły chociaż jeden utwór.”. Tak na temat swojego pierwszego muzycznego dziecka wypowiada się Billie Eilish. Płyta mocno eklektyczna, choć trzymana w ryzach przez producencki minimalizm jej brata – Finneas’a.

Wszystkie utwory, które znalazły swoje miejsce na albumie WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO? opowiadają o lękach, z którymi borykała i boryka się 17-letnia Billie Eilish. To płyta mocno prywatna, introwertyczna z ciężkimi tekstami, które nie przekonają komercyjnego słuchacza. Każda piosenka, to inna historia. Jak mówi sama autorka: „Dla mnie we wszystkich kompozycjach na płycie zawarty jest paraliż senny. Są nocne mary, koszmary i świadome sny.”. W większość z nich wpisane są różne teksty kultury i odniesienia. Na tej podstawie możemy dopatrywać się nawiązania do symboliki ważnej z punktu widzenia chrześcijan, wykorzystania wątku serialu The Office, czy przygód Sherlocka Holmesa, który zainspirował Eilish do napisania you shoud see me in a crown. Jest też sporo niedosłownych odniesień do śmierci XXXTENTACION.

Co ciekawe, wydawnictwo nie powstawało w warunkach, w których przyszło pracować większości popularnych artystów – drogie studia, w których urzędują producenci z popularnymi nazwiskami. Cały album to efekt żmudnej roboty dwóch osób – Billie i jej brata Finneasa. Oni zmienili zasady gry na światowym rynku muzycznym. Udało im się to. Dźwięki, które powstały w niezbyt dużej sypialni, wyprzedzają trendy o kilka dobrych miesięcy. Prekursorami niezwykłej rytmiki są: bad guy, all the good girls go to hell, ilomilo i my strange addiction. Pomimo, że utwory spajają w sobie wiele spopularyzowanych elementów z różnych gatunków muzycznych, to rodzeństwo robi to w sposób oryginalny. W dynamiczniejszych kompozycjach, ciężki i zimny bas niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.

Płyta jest przemyślana. Ma swój nurt przewodni i pomimo całej eklektyczności, jest zwarta. Wszystkie zasługi zgarnia Finneas, który zdaje się być jednym z najlepszych i zarazem niedocenionych producentów młodego pokolenia. Chłopak myśli inaczej, nietuzinkowo, nieszablonowo. Wszyscy przespali jego solowy projekt, dlatego teraz ma okazję wykazać się przy swojej siostrze. Słychać i czuć tutaj jego wizję, zwłaszcza w tych piosenkach, które reprezentują obłędny minimalizm: xanny, i love you (na dwa głosy – powrót do korzeni z Six Feet Under), listen before i go i goodbye (powstałe w wyniku złożenia pojedynczych wersów wszystkich utworów zebranych na krążku).

I nawet w tych najprostszych, niezbyt wymagających produkcjach, które mogłyby zalatywać nudą znajduje się element przełamujący schemat, rutynę – czy to zniekształcenie wokalu, szept, czy dodanie elementu zewnętrznego w postaci dźwięków karetki pogotowia. Trzy ostatnie kompozycje to największa gratka dla fanów spokojnych melodii. Listen before i go brzmi tanio, ale to akurat zaleta. W piosence opowiadającej o procesie samobójstwa słychać narastające w oddali rozmowy ludzi i dźwięk karetki pogotowia. Trochę tak jakby piosenka została nagrana w sercu Nowego Yorku, a mikrofon ściągał wszystkie dźwięki z zewnątrz.

Do całego surowego, zimnego, mrocznego i groźnego świata przedstawionego w WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO? nie pasuje 8. Mam z nią dokładnie ten sam problem, co z party favor na dont smile at me – bardziej w stylu Grace VanderWall i Meghan Trainor niż Billie. Choć w samej konstrukcji dzieje się wiele dobrego i ciekawego, to do mnie nie przemawia.

Płyta na pewno nie spodoba się osobom, które czekały na krążek popowy z zabarwieniem alternatywnym. Na materiał, który klimatycznie przypominałby dorobek artystyczny Lorde. Billie Eilish poszła w innym kierunku i odcięła się od każdego artysty, do którego na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy była porównywana. Ruszyła indywidualną ścieżką wypracowała sobie własny nurt. Własny klimat, z którym wszyscy będą ją identyfikować. WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO? zasługuje na kilkukrotne odsłuchanie, w celu rozłożenia puzzli i ponownie ułożenia ich w całość. To album, który na pewno wielu przerośnie, wielu uzna za nudny. Krążek jest zbyt ambitny dla osób, które oczekiwały radiowych chwytów.

Wizja artystyczna jest niebanalna, konsekwentnie pociągnięta od początku do końca. W młodym pokoleniu brakuje takich osób, takich reprezentantów.
Billie Eilish w oryginalny, prekursosrki sposób pokazała, że młodzież też ma problemy. To właśnie za to pokochały ją miliony na świecie. Mam tylko nadzieję, że ciężar korony jej nie przytłoczy. Ona może być artystką zapamiętaną przez kilka pokoleń.

Billie Eilish - WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO?
  • Data premiery: 29 03 2019
  • Single: You Should See Me In A Crown, When The Party's Over, Bury A Friend, Wish You Were Gay
Najlepsze utwory: You Should See Me In A Crown, Bury A Friend, Wish You Were Gay, Bad Guy, Xanny, My Strange Addiction, Ilomilo, All The Good Girls Go To Hell
Najsłabsze utwory: 8


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

"Jeśli umieścisz w jednym pokoju czternaście osób, gdzie każda z nich lubi odmienny gatunek muzyczny i włączysz im "WHEN WE ALL FALL ASLEEP, WHERE DO WE GO?", chcę, żeby wszystkie osoby w tym pomieszczeniu polubiły chociaż jeden utwór.". Tak na temat swojego pierwszego muzycznego...Billie Eilish - When We All Fall Asleep Where Do We Go? (2019), recenzja Pawła Markiewicza