Billie Eilish – dont smile at me (2017), recenzja Pawła Markiewicza

0
852

Billie Eilish - dont smile at me.jpgOd kilku lat, raz do roku, za sprawą brytyjskiego Sound of… spośród kilkunastu nominowanych odkrywam jednego artystę, który moim zdaniem „wydaje się najlepszy i zasługuje na międzynarodową sławę”. W 2015 r. była to Alessia Cara, rok temu RAYE, a dziś Billie Eilish. Pochodzi ona z Ameryki i jest najmłodszą wokalistką w historii prestiżowej nagrody, która znalazła się w specjalnie wyselekcjonowanej szesnastce. Wyniki dopiero na początku przyszłego roku, ale ja Wam mówię już teraz, że nie patrząc na decyzję jury – warto poznać twórczość tej aspirującej artystki.

Billie Eilish ma dopiero 16 lat i robi mi się ciepło na serduszku na myśl, co stanie się z Nią za kilka lat. Już dziś, jako nastolatka ma niezwykły dar obserwowania otaczającego jej świata i przelewania odczuć z nimi związanych na papier. Pozytywny aspekt stanowi tutaj również wielowymiarowa, niejednokrotnie zaskakująca warstwa muzyczna oraz przewrotna produkcja.

W szacie muzycznej Billie sprytnie łączy instrumenty klasyczne (gitary, ukulele) ze współczesnym, daleko posuniętym elektropopem i ozdobnikami produkcyjnymi. Ta hybryda gatunkowa idealnie komponuje się z jej delikatnym, dość dziecięcym i takim niewinnym głosem, który momentami nie odwzorowuje tego, co czeka słuchaczy w warstwie lirycznej. A tam m.in. morderstwa przyjaciół, zła miłość i samochód płonący jak serce wokalistki. Eilish to taka trochę bardziej komercyjna, ale wciąż niezwykle artystyczna Melanie Martinez. Poważnie. Momentami nawet śpiewają identyczną barwą głosu, z tą różnicą, że Billie ma bardziej lotny i delikatny wokal.

My boy’s being sus he was shady enough but now he’s just a shadow
My boy loves his friends like I love my split ends and by that I mean
He cuts em off

Dość porównań. Większość kompozycji ma interesującą strukturę. Spotkamy się tutaj z piękną balladą ocean eyes, w której momentami przebijają się elektroniczne ozdobniki, przestrzenny wokal z pogłosami w tle. Dalej mamy zmienne rytmicznie COPYCAT, gdzie refreny stanowią energiczny kontrast do zwrotek. Jeszcze więcej dzieje się w my boy, gdzie balladowy wstęp przemienia się w elektroniczną ucztę.

Ciekawym zjawiskiem jest party favor, gdzie wybrzmiewa głównie ukulele oraz przytłumiony i przygaszony wokal z muzyką. Irytujący jest wstęp, podobnie jak u Margaret w utworze Nie chcę – imitacja rozmowy telefonicznej. Do dziś nie wiem czemu artyści decydują się na taki „dodatek”. Przez użyte cymbałki robi się tutaj tak błogo i beztrosko. To najbardziej sielankowy akcent muzyczny na dont smile at me.

Billie powoli, ale sukcesywnie wbija się w świadomość słuchaczy na całym świecie za sprawą takich singli jak bellyache. Jest komercyjnie, ale wciąż na wysokim poziomie. Na refren składają się tępe, ale otwarte elektroniczne dźwięki. Cholernie w głowie siedzą mi 3 wersy: „I’m biting my nails, I’m too young to go to jail, it’s kinda funny”. Posłuchajcie, a zrozumiecie, czemu się nad tym tak rozczulam. Tak by the way, to jeden z najlepszych singli 2017 r. Serio.

Ta młoda, świadoma wokalistka zaczyna sobie sama przecierać szlaki. Ma 16 lat, a jej największą bronią jest dojrzałość artystyczna, słodki i głęboki głos oraz pióro, które w jej rękach jest pewnego rodzaju narzędziem zbrodni. Ona nie musi błądzić we mgle i dalej szukać siebie w muzyce. Wystarczy, że będzie szlifować swój talent i podążać tą ścieżką, to w przyszłości będzie wielką artystką. Teraz zostawiam Was sam na sam z dont smile at me.