Beyoncé własnymi słowami o swoim życiu, ciele i dorobku.
Ciąża i proces akceptacji własnego ciała
Po urodzeniu pierwszego dziecka, uległam wyobrażeniom społeczeństwa na temat tego, jak powinno wyglądać moje ciało. Wyznaczyłam sobie za cel wrócić do formy sprzed ciąży w ciągu trzech miesięcy i zaplanowałam krótką trasę koncertową, żeby mieć do tego motywację. Jak teraz sobie o tym pomyślę, to widzę, jakie to było niedorzeczne. Kiedy występowałam w 2012 roku w Atlantic City, nadal karmiłam piersią.
Po urodzeniu bliźniaków, moje podejście całkowicie się zmieniło.
W dniu, w którym przyszli na świat Rumi i Sir, ważyłam prawie sto kilogramów. Moje zdrowie i zdrowie moich dzieci były zagrożone, więc miałam nagłe cesarskie cięcie. Toksemia sprawiła, że byłam opuchnięta i musiałam leżeć ponad miesiąc w łóżku. Spędziliśmy wiele tygodni na oddziale intensywnej terapii noworodków. Mój mąż był wtedy dla mnie ogromnym wsparciem. Jestem dumna, że mogłam być świadkiem tego, jaki był silny i jak dojrzał jako mężczyzna, przyjaciel i ojciec. W tamtej chwili czułam się jeszcze bardzo słabo i nie wszystko rejestrowałam. Dotarło to do mnie dopiero kilka miesięcy później. Dziś rozumiem każdego rodzica, który przeszedł przez podobne doświadczenia. Po cesarskim cięciu czułam się zupełnie inaczej, niż wcześniej. To jest poważna operacja, w czasie której niektóre organy chwilowo zmieniają miejsce albo w rzadkich wypadkach są wręcz tymczasowo usuwane na czas porodu. Chyba nie każdy to rozumie. Potrzebowałam czasu, żeby wyzdrowieć, wrócić do formy. W tym czasie dbałam o siebie i o moje okrąglejsze ciało. Akceptowałam je i doceniałam. Po sześciu miesiącach zaczęłam się przygotowywać do występu na Coachelli. Na jakiś czas przerzuciłam się na dietę wegańską, przestałam pić kawę, alkohol i napoje owocowe. Byłam dla siebie cierpliwa i cieszyłam się ze swoich krągłości. Mojemu mężowi i dzieciom także pasował mój wygląd.
Moim zdaniem to ważne, żeby kobiety i mężczyźni zauważali i doceniali naturalne piękno swoich ciał. Z tego powodu przy tej sesji zdecydowałam się tylko na delikatny makijaż i zrezygnowałam z peruki czy sztucznego przedłużania włosów.
Do dziś moje ramiona, ręce, piersi i uda są pełniejsze. Mam mały brzuszek i nie spieszy mi się, żeby się go pozbyć. Uważam, że to naturalne. Kiedy będę gotowa na sześciopak, to na pewno będę ćwiczyć, aż będzie się pot po dupie lał, ale póki co kocham moje fałdki.

Dawanie szans
Dopóki nie będzie mozaiki perspektyw pochodzących z różnych środowisk etnicznych, nie ujrzymy szerszego kontekstu ani tego, jak naprawdę świat wygląda.
To dlatego nawiązałam współpracę z Tylerem Mitchellem, wspaniałym 23-letnim fotografem. Na początku mojej kariery, 21 lat temu, usłyszałam, że trudno mi będzie trafić na okładki gazet, bo czarnoskórzy się dobrze nie sprzedają. Ewidentnie okazało się to nieprawdą. Nie dość, że na okładce Vogue’a w najważniejszym dla niego miesiącu w roku figuruje Afroamerykanka, to w dodatku zdjęcie okładkowe po raz pierwszy w historii magazynu zostało wykonane przez afroamerykańskiego fotografa.
Bardzo ważne jest dla mnie dawanie szans młodym artystom. Stoi przed nimi tyle barier społecznych i kulturowych… Robię, co mogę, żeby pokazać im inny punkt widzenia, kiedy myślą, że ich głos się nie liczy. Pomyślmy tylko, jak wyglądałby świat, gdyby swojej szansy nie dostały takie wspaniałe kobiety jak Josephine Baker, Nina Simone, Eartha Kitt, Aretha Franklin, Tina Turner, Diana Ross, Whitney Houston i tak dalej. One utorowały mi drogę i modlę się o to, żeby robić wszystko, co w mojej mocy, aby torować drogę nowemu pokoleniu talentów.
Jeśli ludzie na ważnych stanowiskach nie przestaną otaczać się wyłącznie tymi, którzy wyglądają jak oni sami, tak samo brzmią i pochodzą z tego samego środowiska, to nigdy nie zrozumieją inności. Będą zatrudniać te same modelki, wspierać tę samą sztukę, obsadzać role wciąż tymi samymi aktorami i ostatecznie wszyscy przegramy.
Piękno portali społecznościowych polega na tym, że są one całkowicie demokratyczne. Każdy ma prawo głosu. Każde zdanie się liczy i wszyscy mogą malować świat swoimi własnymi farbami.
Rodowód
Pochodzę z rodziny, w której łamano serca, nadużywano siły i tracono zaufanie. Musiałam to sobie uświadomić, żeby rozwiązać problemy w moim własnym związku. Znajomość własnej przeszłości i sięganie do niej sprawia, że jesteśmy posiniaczeni, ale i piękni.
Niedawno sprawdziłam moje pochodzenie i dowiedziałam się, że jestem potomkinią właściciela niewolników, który zakochał się w niewolnicy i poślubił ją. Zastanawiałam się nad tym, co to dla mnie oznacza. Teraz wierzę, że to dlatego Bóg obdarował mnie bliźniakami. Po raz pierwszy kobieca i męska siła mogły współistnieć w mojej krwi. Modlę się o to, żeby zdjąć z moich dzieci przekleństwo mojej rodziny, tak aby mogły wieść mniej skomplikowane życie.
Moja podróż
Każda podróż ma wiele odcieni. Nic nie jest czarno-białe. Byłam w piekle i z powrotem i jestem wdzięczna za każdą bliznę, którą ta podróż po sobie pozostawiła. Poznałam wiele form zdrady i zranienia. Doświadczyłam zawodu w relacjach służbowych i prywatnych, co sprawiło, że czułam się zaniedbana i zagubiona. Ale nauczyłam się śmiać, płakać i rozkwitać. Patrzę na dwudziestoletnią siebie i widzę młodą kobietę, która zyskuje już śmiałość, ale nadal stara się każdemu przypodobać. Teraz czuję się o wiele piękniejsza, bardziej seksowna i bardziej interesująca. I o wiele silniejsza.
Wolność
Nie lubię ograniczeń. Lubię być wolna. Kiedy czegoś nie tworzę, to nie czuję, że żyję. Jestem szczęśliwa dopiero wtedy, kiedy o czymś marzę i przekształcam to marzenie w rzeczywistość. Rozwijanie się, uczenie się i brnięcie naprzód dają mi radość.

Coachella
Miałam jasną wizję Coachelli. Byłam taka zdecydowana, bo widziałam i słyszałam, jak to ma wyglądać, to było zapisane we mnie. Pewnego dnia, kołysząc Rumi do snu, zaśpiewałam jej Black National Anthem. Od tego momentu nuciłam jej go każdego dnia. W czasie występów pracowałam nad wersją tego utworu z delikatnymi chórkami, krzykami i tupaniem. Po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że źle nucę tę melodię. Śpiewałam niewłaściwy hymn. Jednym z najważniejszych momentów show była jego zmiana. Przyrzekam, że czułam wtedy, jak spływa na nas czystą radość. Zdaję sobie sprawę z tego, że przed festiwalem większość młodych osób na scenie i na widowni nie znała historii tego utworu. Ale rozumieli uczucie, które na nich spłynęło.
To było oddanie czci wszystkim ludziom, którzy poświęcili więcej, niż możemy sobie wyobrazić, którzy zmienili świat na taki, w którym czarnoskóra kobieta może być headlinerką ogromnego festiwalu.
OTR II
Jednym z momentów, które najbardziej zapamiętam z trasy On the Run II będzie koncert w Berlinie na Olympiastadion – miejscu, gdzie w 1936 roku odbyły się Igrzyska Olimpijskie. To miejsce było wykorzystane, żeby promować nienawiść, rasizm i podziały. To również tam Jesse Owens zdobył cztery złote medale, burząc mit o wyższości rasy białej. Niecałe 90 lat później, dwie czarnoskóre osoby występują w tym miejscu przed pełnym stadionem. Kiedy Jay i ja śpiewaliśmy ostatnią piosenkę, widzieliśmy, że wszyscy się uśmiechają, trzymają za ręce, całują i obdarzają miłością. Być świadkiem takiego rozwoju i połączenia między ludźmi…. Dla tych chwil żyję.
Spuścizna
Moja matka nauczyła mnie, jak ważne jest nie tylko to, żeby inni cię widzieli, ale też to, żebyś sama się widziała. Jako mama dwóch dziewczynek chciałabym, żeby one też się widziały – w książkach, filmach i na wybiegach. Chciałabym, żeby widziały się jako CEO, szefowe. Żeby wiedziały, że mogą same napisać scenariusz swojego życia i mówić to, co myślą. Że nie ma dla nich żadnych limitów i nie muszą się wpasowywać w żadne schematy czy być poprawne politycznie. Najważniejsze, żeby były autentyczne, pełne współczucia, szacunku i empatii. Mogą wyznawać dowolną religię i zakochać się w człowieku każdej rasy. Tego samego chcę dla mojego syna. Chcę, żeby wiedział, że może być silny i dzielny, ale może być również wrażliwy i czuły. Chcę, żeby miał wysoką inteligencję emocjonalną i był troskliwy, szczery i uczciwy. Tego wszystkiego kobieta szuka w mężczyźnie, a mimo to nie wpajamy tego naszym synom.
Mam nadzieję, że nauczę go, że nie musi żyć ani kochać tak, jak mu to dyktuje Internet. Chciałabym stworzyć dla niego lepsze wzorce, żeby osiągnął swój pełny potencjał jako mężczyzna i nauczyć go, że prawdziwa magia na tym świecie to możliwość utwierdzenia się we własnej egzystencji.
Jestem teraz bardzo wdzięczna.
Akceptuje to, kim jestem. Nie przestanę odkrywać każdej cząsteczki mojej duszy i mojego artyzmu.
Chcę się więcej nauczyć, więcej przekazać i żyć pełnią życia. Ciężko pracowałam, żeby dotrzeć do miejsca, w którym mogę otaczać się tym, co mnie inspiruje i w czym się spełniam.
Rozmowa z Clover Hope, tłumaczenie dla All About Music: Marta Umiejewska

