Beth Ditto – Fake Sugar (2017), recenzja Agaty Omelańskiej

1
290

Czy moda na retro kiedyś przeminie? Kolejny raz w mojej recenzji zadaję pytanie retoryczne: nawiązywanie do muzyki poprzednich lat wciąż ma się bardzo dobrze i nadal sięga do niej wielu artystów. Nie inaczej jest w przypadku Beth Ditto: wyrazista i bezkompromisowa wokalistka formacji Gossip również postanowiła nagrać album w „dawnej” stylistyce. Jak brzmi najnowszy krążek artystki i czy wyznacza jej muzyce jakiś nowy, przełomowy kierunek?


Indie-rockowe początki, krótki epizod z electropopem, a wreszcie zdecydowane odbicie w stronę stylu retro. Choć na jej muzycznej ścieżce pojawiały się liczne eksperymenty z brzmieniem, jej wokal zdaje się pasować do wielu gatunków. Beth Ditto można lubić, można za nią nie przepadać, ale jedno trzeba jej przyznać: wokalistka Gossip idzie swoją drogą, nie ogląda się na nikogo i sama wyznacza trendy. Jedni uwielbiają ją za przeszywający, buntowniczy kawałek Heavy Cross, inni szaleją za mocno klubowymi Supernature czy I Wrote The Book. A jak na tle tych eksperymentów wypada krążek Fake Sugar?

Moje pierwsze chwile z tym albumem? Miłe, łagodne i spokojne – aż sama byłam zaskoczona, że Beth zdecydowała się na nagranie takiej płyty. Choć przeważają na niej utwory w lżejszym stylu, pojawiają się również mocniejsze, wyrazistsze kawałki – Fake Sugar słucha się dobrze, bo to całkiem udana płyta. Mnie zastanawia tylko jedna kwestia: czy ciągłe nawiązywanie do stylu retro nie staje się już wtórne? Kiedy w końcu wyczerpie się to źródło, po które tak chętnie sięgają teraz muzycy? I czy jest to kwestia tęsknoty za dawnymi brzmieniami, czy po prostu złapania i duszenia za wszelką cenę tego, co modne (i co najlepiej się sprzedaje?).

Przyglądnęłam się temu albumowi pod wieloma względami i znalazłam zarówno wiele plusów, jak i kilka utworów, które nie do końca mnie przekonały. Płytę otwiera kawałek Fire – to bardzo dobry, spokojny początek, choć tytułowego ognia całkiem w nim sporo. U mnie momentalnie wywołał prawdziwie filmowe skojarzenie: doskonale nadaje się na długą trasę samochodem. W kolejnej piosence, In and Out, mamy już nieco spokojniejsze klimaty, ale i tu Beth postarała się o to, by nie zabrakło rock and rolla! Łatwo wpada w ucho, jest przyjazny i miło się go słucha. We Could Run wprowadza na płytę nieco więcej dynamiki. O ile trzy poprzednie utwory były spokojnym wstępem, tak ten jest pop-rockowymi ładunkiem energii. Z kolei Savoir Faire bardzo skojarzył mi się z brzmieniem innej płyty nagranej w stylu retro – krążek Alexz Johnson, Let 'Em Eat Cake, z 2014 roku – i wokalnie, i muzycznie są do siebie bardzo podobne. Pierwszą część płyty zaliczam więc do udanych.

https://youtu.be/FSj28T2hgHg

Choć nieco nierówna, druga połowa krążka jest żywsza i wyrazistsza. Moim faworytem jest Do You Want Me To – bardzo dobry, wyrazisty i pełen rytmu utwór, który doskonale łączy w sobie popowy beat i rockowy, energetyczny wokal Beth. Można się do niego bardzo fajnie pobujać, co też uczyniłam nie raz podczas słuchania! Miejsce drugie należy do utworu Lover: brzmi nawet nieco filmowo – spokojnie mógłby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej jakiegoś filmu lub serialu. Słucha się go bardzo dobrze, ze smakiem i, co najważniejsze, chce się do niego wracać! Z kolei Love In Real Life nieco mnie zaskoczył, bo nie spodziewałam się po tej wokalistce balladowego, delikatnego utworu. Może momentami brzmi trochę zbyt cukierkowo, ale z drugiej strony nieco przełamuje skojarzenie krzykliwej, piszczącej do mikrofonu Beth.

A najsłabsze punkty płyty? Wskażę może tylko dwa: Oo La La jest niby żywszy, niby zadziorny, ale dla mnie brzmi bardzo sztucznie – nie mogę oprzeć się wrażeniu, jakby został nagrany na siłę. Robiłam do niego kilka podejść, spojrzeć jakimś łaskawszym okiem, ale niestety nie jest to mój faworyt z tej płyty. Podobnie z utworem Oh My God – niby łączy w sobie pop-rockowe brzmienie i mocny wokal, lecz nie powala na kolana. W zamarzeniu miał być najbardziej wyrazistym utworem na płycie i zachwycać, ale… nie jest i nie zachwyca.

O ile uważam Fake Sugar za udany i ciekawy album, zostawił on jednak mały niedosyt. Beth pozytywnie mnie zaskoczyła swoją delikatniejszą stroną twórczości i otwartością na eksperymenty z brzmieniem; nie jestem jednak pewna, czy taka stylistyka pasuje jej na dłuższą metę. Jedno wiem na 100%: nawet jeśli ten album nie będzie jej najbardziej udanym, jej muzyka z pewnością nie zatrzyma się w miejscu. I kto jak kto, ale Beth Ditto jeszcze nas zaskoczy.

1 KOMENTARZ

  1. więcej zalet niż wad, a ocena końcowa zaledwie 4,5/10?
    o ile z tekstem się w sporej części zgadzam, o tyle ta ocena końcowa kompletnie nie odzwierciedla tego co zostało napisane wyżej…

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.