Imponujący dorobek kilkudziesięciu przebojów w ciągu całej kariery Bee Gees to zasługa unikatowych, wysokich głosów i harmonii, w których specjalizuje się najsłynniejsze na świecie trio. Tworzenie muzyki to ich żywioł, a poza potężnym dorobkiem studyjnym, artyści spełniali się również na scenie. W 1989 roku zagrali w ramach premiery osiemnastej płyty oraz trasy One One For All Tour w Australii. Luty obecnego roku przyniósł reedycję wspomnianego koncertu w odświeżonej odsłonie, który zabiera słuchacza w dwugodzinną podróż przez najlepsze dekady artystycznej działalności legendy.

W listopadzie 1989 roku muzycy wrócili do miejsca, które nadało początek ich karierze. W ramach światowej trasy koncertowej One For All Tour promującej album studyjny One, odwiedzili Melbourne w Australii i zagrali przed kilkunastotysięczną publicznością National Tennis Centre. Był to ostatni przystanek na trasie, która obejmowała również Stany Zjednoczone, Europę i Azję, gdzie po raz pierwszy Bee Gees grali tam na żywo od czasu swojej wizyty w ramach Spirits Having Flown Tour w 1979 roku. Pierwotnie koncert został wydany w dwóch tomach na VHS, każdy trwający po 50 minut. W erze DVD okładka została nieco zmieniona i wydana pod tytułem The Very Best of The Bee Gees Live! w 1997 roku. Po blisko 30 latach materiał został zremasterowany i przedstawiony do nabycia na DVD oraz Blu-ray jako One For All Tour: Live In Australia 1989.
Na tracklistę koncertu złożyło się 28 utworów. Pomimo głównego celu trasy jakim było przedstawienie światu kompozycji z najnowszego, osiemnastego już w dorobku albumu studyjnego, muzycy dostarczyli widzom zastrzyk energii w rytmie najlepszych przebojów, a także chwile wzruszeń przy najpiękniejszych balladach. Wydarzenie skupia się wokół całokształtu twórczości legendarnej formacji, za które pokochała ich publiczność ponad pół wieku temu, dlatego kolejność utworów nie narzuca charakteru jednej, aktualnej ery. Koncert otwiera pierwszy europejski singiel Ordinary Lives z krążka One, po czym wracamy o dwa lata wstecz do krążka E.S.P. i tajemniczego Giving Up The Ghost. Z obydwu płyt wyciągnięto wszystko co najlepsze: sztandarowe One, Tokyo Nights, rytmiczne It’s My Neighborhood i House of Shame. Nie mogło również zabraknąć światowego przeboju You Win Again. Wbrew wszelkim pozorom, jest to jedna z trudniejszych kompozycji do wykonania na żywo, chociażby ze względu na jego dynamikę i utrzymywany bezdech na przestrzeni całego utworu.
Zespół narodził się w epoce, kiedy śpiewanie na głosy było oczywistością na rynku muzycznym. Wielogłosowość można było usłyszeć u Beach Boys’ów, Beatlesów i innych dobrze prosperujących kapel. Ostatecznie tylko Bee Gees nie utracili swojego daru i razem zdołali przetrwać każdą dekadę w muzyce. Nawet w latach siedemdziesiątych, gdy prym wiodła gitara i rock’n’roll, bracia Gibb królowali na listach przebojów jako zapowiedź rewolucji disco. To właśnie era Gorączki sobotniej mocy przyniosła muzykom największy rozgłos. Wtedy narodziły się takie dyskotekowe szlagiery jak kultowe Stayin’ Alive, You Should Be Dancing, funkowe Jive Talkin’, a także romantyczne kompozycje Too Much Heaven i How Deep is Your Love.
Mając do czynienia z koncertem prowadzonym przez kilkuosobowy zespół, scena często zostaje zdominowana przez jednego artystę. U Bee Gees panowała pełna harmonia i współpraca od pierwszych akordów, aż do zapadnięcia kurtyny. Każdy z braci miał swoje miejsce na scenie. W trakcie występu Robin rozgrzewał widzów swoim solowym hitem Juliet, natomiast Barry wzruszał obecnie pięćdziesięcioletnim Words. Pięknie współbrzmiące wokale możemy także podziwiać w akustycznym New York Mining Disaster 1941 oraz Holiday, podczas którego Maurice w tendencyjnym dla niego stylu, rozbawiał publiczność swoimi spontanicznymi wyczynami na scenie. Tym razem postanowił wcielić się w rolę operatora kamery, a następnie dołączył do braci, by wykonać wspaniały medley składający się z kompozytorskich majstersztyków swoich czasów – Too Much Heaven, Heartbreaker / Islands in The Stream oraz Run To Me. Niepowtarzalnie na żywo brzmi Spicks And Specks, które po pierwszych melodyjnych dźwiękach klawiszy skłonił wielotysięczną publikę do wzmocnienia siły oklasków. Ciekawie prezentują się na żywo budujące napięcie Lonely Days i wcześniej wspomniane, nasycone rockową siłą House Of Shame w świetnym solowym wykonaniu Maurice’a przy wsparciu braci. Z kolei Robin czarował publiczność przy takich klasykach lat 60-tych jak I Started A Joke i Massachusetts.
Powstanie płyty jak i trasę koncertową poprzedziła rodzinna tragedia. W 1988 roku odszedł najmłodszy z braci Gibb – Andy, któremu zadedykowano całe muzyczne wydarzenie. Później Bee Gees nagrali jeszcze cztery albumy studyjne. Nagła, niespodziewana śmierć Maurice’a w 2003 roku spowodowała, że pozostali co raz rzadziej gościli w studiu nagraniowym. Dziś Barry, który pożegnał wszystkich braci, został solistą bez wyboru, a ponad pięćdziesięcioletnia historia Bee Gees została bezpowrotnie zamknięta. Dziś moda znów zatacza koło: każdy nowy zespół stara się zaprezentować swoją własną wokalną recepturę. Bee Gees pozostali mistrzami stylu, nie pozostawiając bez przeboju żadnej dekady od ponad pół wieku.


