W czwartek 13-go października w krakowskich Fortach wystąpił Kamil Bednarek wraz z zespołem. Charyzmatyczny młody wokalista niemal rozsadził swoją energią klub, zarażając entuzjazmem całą publiczność. Jako suppport na scenie obok pojawił się równie temperamentna grupa Roots Rockets, kolejny raz przed wokalistą.
Formacja, która zdobyła pierwsze miejsce na Festiwalu Supportów, organizowanym w ramach Hej Festu w Zakopanem tego roku zaprezentowała się wyśmienicie jako otwierający wieczór gospodarze z małopolski. Krakowscy fani Bednarka mieli okazję po raz kolejny zobaczyć ich na żywo w jednym klubie. Sama miałam przyjemność wysłuchać ich występu jakiś czas temu w maleńkim klubie na obrzeżach miasta. Zaskoczona informacją o supporcie z chęcią przeniosłam się do drugiej sali Fortów, aby posłuchać chłopaków po roku.
Roots Rockets wykonali żywiołowe show, kołysząc i rozbawiając publiczność. Saksofon, puzon i klawisze doskonale wplatały się w gitarowe brzmienia udekorowane charakterystycznym głosem wokalisty. Ten, roześmiany i szczęśliwy z faktu bycia na scenie obdarowywał widzów pokładami radości, rozgrzewając do zabawy przed gwiazdą wieczoru.
Przed barierkami na głównej scenie kłębiły się od ponad godziny tłumy najwierniejszych fanów, nie chcących opuścić cennego stanowiska na czas występu supportu. Kamil Bednarek pojawił się na scenie ze swoim przyjacielem, od pierwszych taktów wyzwalając pokłady energii i euforii w spotkaniu z muzyką. Doprowadzając fanki do pisków i wiwatów, wykonał swoje największe przeboje, znane z rozgłośni radiowych (Chodź, ucieknijmy…, Euforia, Chwile jak te) oraz ujmujący cover utworu Grechuty pt. Dni, których jeszcze nie znamy.
Najwięcej wzruszeń przyniosło publiczności (jak mniemam i samemu wokaliście) wykonanie najgorętszego ostatnim czasem kawałka List, poprzedzonego pełną sentymentu i miłości introdukcją Kamila. Młody piosenkarz wielokrotnie zwracał się do publiki z wyrazem troski, pouczenia i przekazania mądrości. Wiele optymizmu i wiary można pobrać do swojego życia dzięki prostym słowom, wypowiadanym w takich chwilach. Mówiąc niczym do swoich najlepszych kumpli przekonywał o wartości życia i napawał słuchaczy swoją filozofią, którą kolejno wyśpiewał w następnych piosenkach.
https://www.instagram.com/p/BLhACj9jikX/?taken-by=karomro
Publiczność nie chciała żegnać Kamila zbyt prędko. Zespół wyszedł na scenę zaprezentować jeszcze kilka kompozycji, w rytm których tłum szaleńczo wirował. Zanim to nastało, muzycy zdążyli dokonać scenicznych porachunków walcząc ze sobą na rymy, a następnie podburzać strony widowni do krzyku, mierząc siłę ich przebicia. Koncert, który choć nie do końca odpowiada mojej muzycznej estetyce przyjęłam bardzo pozytywnie. Wybrałam się tam z ciekawości, zaintrygowana jak muzyka Bednarka oraz sam gatunek wypada na żywo i jaki kontakt z publicznością ma sam artysta. A ten, w stu procentach autentyczny potwierdza sukces kariery młodego muzyka.


