Bednarek – Jestem… (2012) recenzja Oliwii Kujawy

Nowy muzyczny rok chciałam rozpocząć jakoś przyjemnie, bez zbędnych nerwów i niesmaku… Niestety. Coś podkusiło mnie, żeby sięgnąć po najnowszy album Kamila Bednarka.

Muzyk pożegnał się z ekipą StarGuardMuffin i tworzy teraz pod szyldem BEDNAREK. Owocem jego pracy jest ostatni krążek. Choć płyta Jestem święciła triumfy na szczycie listy OLiSu, mi, delikatnie mówiąc, do gustu nie przypadła.

W krążku znalazłam więcej wad niż zalet, a szkoda, bo wolałabym chwalić, a nie krytykować. Zacznę zatem od plusów. Największym jest chyba… Gutek, który generalnie jest zaletą wszystkiego, gdzie się pojawia. Na Jestem Gutek nagrał wraz z Bednarkiem jeden kawałek – Światu brakuje troski. Gutkowy głos w tym numerze brzmi, jak antidotum na nudny śpiew Kamila, a i piosenka nie jest aż tak tragiczna. Kolejnym plusem jest singiel, który okazał się bardzo dobrym wyborem (choć w sumie Nie chcę wyjeżdżać jako singiel nie powinien dziwić, bo w całej muzycznej puli, na płycie, lepszych piosenek po prostu nie ma…). Nie chcę wyjeżdżać nawiązuje jeszcze do tych prawdziwych regałowych dźwięków, do rootsów, słońca, Jamajki… Reszta kawałków na płycie niestety już nie bardzo.

http://youtu.be/PmE5fso1CMA

Numer Jestem (sobą) miesza mi jakoś dancehall z rapem i domieszką reggae, a najlepszym jego aspektem jest to, że to duet, dzięki czemu przez kilkadziesiąt sekund słuchacz nie jest zmuszony do słuchania głosu Kamila Bednarka, tylko Staffa, któremu, nawiasem mówiąc, nawijka całkiem nieźle wychodzi. Think About Tomorrow to połączenie bitu z banalnie prostym piano. Nic specjalnego. Numer nudny tak, że nawet nogą nie chciało mi się poruszać w jego rytm. Cisza nie okazała się piękną balladą, a drażniącą piosenką z drażniącym wokalem i drażniącą gitarą. Najbardziej jednak nie mogę przeżyć utworu Dni, których nie znamy, który każdy szanujący się fan muzyki powinien znać w oryginalnym wykonaniu Marka Grechuty. Bednarek postanowił nieco odświeżyć tę piosenkę i zamoczyć ją w reggae’owym sosie. Domyślam się, że muzyk chciał ją jedynie w tym sosie zanurzyć. Okazało się jednak, że ją utopił. Z tej okazji chciałabym zaapelować do Kamila Bednarka: drogi Kamilu, są piosenki, których nie powinno się coverować, a jeśli już się ktoś za to zabiera, to niech robi to nie przekraczając granicy dobrego smaku, proszę! Dniom, których nie znamy w wykonaniu Kamila Bednarka, ze smutkiem, mówię stanowcze NIE…  Później jest już tylko gorzej (tak, to możliwe). Przez album Jestem przemawia nuda, może pośpiech? Może lepiej byłoby poczekać z tym krążkiem i podrasować go jeszcze tekstowo i muzycznie?

http://youtu.be/KkQ5qC_ispE

Rzecz jasna, Jestem jest dużo bardziej refleksyjna, niż Szanuj. Kamil Bednarek, jakiś czas temu, w rozmowie ze mną, tłumaczył to tym, że dojrzał, a zawartość krążka odzwierciedla jego przeżycia. Szkoda. Bo te przeżycia można było ubrać w ciekawszy sposób. Szanuj i Jestem to po prostu niebo i ziemia.

Mam nadzieję, że wszystkie fanki Kamila wybaczą mi krytyczną ocenę jego najnowszego albumu. Niestety – jest on po prostu słaby.

bednarek jestem

Czytaj również