BΔSTILLE – All This Bad Blood (2013), recenzja Sergiusza Królaka

Dopiero co w amerykańskich sklepach ukazała się rozszerzona wersja debiutanckiego albumu BΔSTILLE pt. Bad Blood, a zespół już wydał re-edycję płyty – All This Bad Blood. 

BΔSTILLE powstał w 2010 roku z inicjatywy producenta muzycznego i wokalisty Dana Smitha, który początkowo nazwał tak swój solowy projekt. Z czasem postanowił przekształcić go w zespół muzyczny, zapraszając do współpracy perkusistę Chrisa Wooda, basistę Williama Farquarsona oraz perkusistę i klawiszowca Kyle’a Simmonsa. 3 września br. na sklepowych półkach Amerykanów pojawił się Bad Blood, a 25 listopada – All This Bad Blood.

Na drugim krążku (pierwszy recenzowaliśmy tutaj) można znaleźć trzynaście nowych utworów, które nie pojawiły się na pierwszej płycie albo były zaprezentowane jako bonus tracki. Usłyszeć można wpadający w ucho utwór Weight of Living Pt I, dynamiczny, ale szybko wypadający z pamięci The Silence oraz przyjemny w odsłuchu Laughter Lines ze świetnymi skrzypcami w tle. Reszta albumu okazuje się jeszcze bardziej ciekawa.

Otwierająca płytę piosenka Poet prezentuje alternatywno-rockowe brzmienia, charakterystyczne dla repertuaru zespołu. Podobnie jak Sleepsong, utwór szybko uzależnia od siebie i sprawia, że słuchacz wpada w stan umysłowego odprężenia. Podczas ich słuchania można zapomnieć o problemach minionego dnia, poddać się rytmicznym brzmieniom perkusji, syntezatorów oraz delikatnemu chórkowi w tle.

Największym zaskoczeniem okazał się jednak singiel Of the Night, który jest połączeniem dwóch przebojów: Rhythm of the Night Corony (a potem spopularyzowanego przez Cascadę) oraz Rhythm Is a Dancer Snap!. Wersja Brytyjczyków nadała utworom czegoś nowego, oryginalnego. Podobnie jak bardzo spokojna, nieco mistyczna piosenka Tuning Out…, która okazała się coverem świątecznego przeboju O Holy Night. W „bastille’owej” wersji utwór nabrał nowej wartości, zabrzmiał zupełnie inaczej. Na uwagę zasługuje również multiinstrumentalne, niedające ani sekundy wytchnienia What Would You Do z mnóstwem różnych efektów dźwiękowych, świetnym tekstem i wokalem Dana Smitha. Świetnym zabiegiem było również zamieszczenie na półmetku minutowego „skróto-mixu” większości utworów z płyty.

Na przeciwnym biegunie, czyli do grupy najsłabszych propozycji z albumu All This Bad Blood, uplasowałbym Durban Skies, The Draw Haunt które (pomimo zaintrygowania na samym początku) nie wywołały żadnych emocji, poza rozczarowaniem i poczuciem monotonii. Powtarzane w utworach chórki oraz mało oryginalna linia melodyczna zabiły każdą z piosenek. Całość zaczęła stawać się przewidywalna, mało zaskakująca i wtórna.

Jak na BΔSTILLE, to dwupłytowe All This Bad Blood brzmi średnio. Chociaż pierwsza płyta pełna jest świetnych, szybko wpadających w ucho przebojów bogatych instrumentalnie, druga sprawia wrażenie zbioru „odrzutków” z Bad Blood. Na trzynaście utworów 3-4 powodują, że słuchacz może odpłynąć i całkowicie poddać się brzmieniom perkusji, basu czy klawiszy. Większość jednak nie wprowadza niczego nowego, a jedynie nuży i irytuje. Tym, którym spodobała się debiutancka płyta zespołu – nie polecam, ponieważ odsłuchanie re-edycji grozi głębokim zawodem.

Bastille-All_This_Bad_Blood-Frontal

Czytaj również