Programy typu talent show, niezależnie od zakątka świata, mają na celu wprowadzenie intrygujących głosów i osobowości do muzycznego biznesu. Jak to zwykle jednak bywa, przeidealizowane plany potrafią się rozbić o skały szarej rzeczywistości. BARANOVSKi od udziału w czwartej edycji „The Voice Of Poland” przeszedł naprawdę długą drogę, by wreszcie wejść na polską scenę piosenki, wydając swój debiutancki krążek pod tytułem Zbiór.
Przyznam szczerze, że nieszczególnie interesuję się muzyką naszych lokalnych artystów. Czemu? To wiedzą niestety tylko moje najgłębsze mózgowe zwoje, do których i ja nawet nie mam dostępu. W związku z moim nastawieniem, nie czułem się jakoś szczególnie podekscytowany Baranovskim oraz jego melodiami, dopóki nie podjąłem się recenzji jego debiutu. Poza znajomością radiowego hitu Luźno, tak jego działalność była dla mnie kompletną zagadką. Tak też postanowiłem utrzymać ją aż do dnia premiery Zbioru, by móc w pełni uczciwy sposób wskazać na to, co naprawdę jest najlepsze i to, co ewentualnie wymagałoby dodatkowych studyjnych szlifów. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, w Zbiorze Baranovskiego dostrzegam większy zbiór cyfr dodatnich, niż ujemnych.
Ogólnie wrażenia co do debiutanckiego dzieła Pana Wojtkasą jak najbardziej pozytywne. Zbiór to krążek nienachalnie popowy i nie sądzę, by miał z tego powodu jakieś kompleksy, czy miał poczucie bycia w niższej muzycznej kategorii. Jest wręcz przeciwnie. W toku całego albumu czuje się twórczą inspirację takimi osobowościami jak Dawid Podsiadło, Maria Peszek, czy Mrozu, których z pewnością zalicza się do śmietanki polskiej muzyki. Czuję tu włożoną pracę, ale i chęci samego autora, co zawsze działa na plus jego twórczości.
Czysto muzycznie Zbiór stoi na bardzo wysokim poziomie. Melodie są proste, przyjemne dla ucha i schludnie skomponowane. Trochę gitary, trochę saksofonu, trochę cymbałków i tak otrzymujemy coś, co w pewien sposób charakteryzuje dla nas polski styl popu. Apropos cymbałów, muszę tu koniecznie wspomnieć o piosence Sam, gdzie te przywołują mi na myśl ikonę dziecięcych umysłów, czyli Świnkę Peppę i bynajmniej to nie jest komplement. To było jedyna chwila, gdy zupełnie straciłem kontakt z muzyczną fantazją Baranovskiego. W przypadku pozostałej dziewiątki, wszystko jest ze sobą spójnie i rzeczywiście tworzą tytułowy Zbiór.
Lirycznie Baranovski również nie zawodzi, bo prezentuje nam teksty proste, logiczne i eleganckie, od czasu do czasu porywając się na poetycki ton, co dodaje im charakteru. Jednak brakuje mi w nich głębi, brakuje w nich drugiego dna, które sprawiłoby, że z każdym kolejnym przesłuchaniem stawałyby się co raz to ciekawsze. Są to po prostu przyjemne teksty, które co prawda niosą za sobą opowieści, lecz są pozbawione dogłębnej metafory.
Najjaśniejszymi punktami na krążku z pewnością są do tej pory znane single, jak chociażby taneczne Luźno, czy uroczo zadziorne Czułe miejsce. Pozostała piąteczka, to zbiór równie przyjemny. Kim romansuje trochę z rockiem. Sam to jak już wspomniałem średnio udana oda do Peppy w aranżacji R&B. Pomów z nią uspokaja przed mario-peszkowym Z bliska widać mniej. Natomiast Mamo to najbardziej obnażająca Baranovskiego kompozycja, za co należy się ogromny szacunek. Mamo to utwór długi, przy czym niezwykle umiejętnie dawkuje napięcie i emocje do samego końca. Mamo albumowe wypada zdecydowanie lepiej, niż to w dość nijakim singlowym wydaniu.
Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie jak powinna wyglądać polska muzyka pop przełomu dekad, to myślę, że Zbiór Baranovskiego byłbym świetnym na to przykładem. Trochę tańca, nienachalnego uroku i romantyzmu, z dużą dozą popu oraz gitar, łączą się w zbiór bardzo przyjemny dla ucha i dla ducha. Gdy autor dzięki swej twórczości sprawia wrażenie sympatycznego i szczerego, tym przyjemniej słucha się jego muzyki, a takim muzykiem w Polsce roku 2019 jest Baranovski.
- Data premiery: 25 10 2019
- Single: Dym, Hey, Luźno, Zbiór, Czułe miejsce
