W mroźny poniedziałkowy wieczór każdy polski fan muzyki post hardcorowej i metalcorowej nie mógł znaleźć się w lepszym miejscu, niż krakowskim klubie Fabryka. To właśnie tam zagrały trzy kapele spod znaku tych dwóch gatunków, które, pomimo niemal minusowej temperatury za oknem, rozgrzały zebraną pod sceną publiczność do krwistej czerwoności.
In Hearts Wake
Jako pierwsi wystąpili Australijczycy z In Hearts Wake. W trakcie półgodzinnego koncertu wykonali sześć kawałków, będących przekrojem ich trzech studyjnych albumów (Divination z 2012 roku, Earthwalker z 2014 i wydanego w tym roku Skydancer). Krakowska publika przyjęła ich bardzo gorąco. Jake Taylor, lider grupy, w większości możliwych chwil nawiązywał bardzo fajny kontakt ze słuchaczami. Wraz z kolegami żywiołowo i energicznie odegrał m.in. Divine, Afterglow czy Healer. Po swoim koncercie Taylor kręcił się po terenie klubu. Rozmawiał z fanami zespołu, pozował do pamiątkowych selficzków oraz podpisywał płyty i plakaty (przy okazji popijając nasze polskie piwo).
August Burns Red
Po In Hearts Wake na scenę wkroczyli August Burns Red. Jako drudzy w kolejności dostali trochę więcej czasu na scenie, dzięki czemu zobaczyliśmy 45 – minutowe show złożone z 10 utworów. Zaczęli od White Washed. Potem wykonali jeszcze m. in. Provision, Martyr i Ghosts. Ten ostatni kawałek pochodzi z ostatniego albumu Amerykanów zatytułowanego Found in Far Away Places (2015), a do jego realizacji został zaproszony Jeremy McKinnon z A Day To Remember. Nie bez powodu przywołuje ten fakt, ponieważ August Burns Red brzmią bardzo podobnie do wspomnianej kapeli, będącej na ten moment jednym z najważniejszych przedstawicieli tego gatunku na świecie. To oczywiście komplement. A wracając do samego show – w przypadku występu Augustów ciężko było wyczuć, że są jedynie supportem innego wykonawcy. Większość kawałków odśpiewali wraz z publicznością. Bez problemu namówili ją do circle pits czy klaskania do rytmu. Po odegraniu Back Burner zeszli ze sceny i pozbijali piątki ze stojącymi w pierwszych rzędach słuchaczami. Po chwili śpiewający w zespole Jake Luhrs podszedł w stronę baru i tam rozmawiał z fanami, pozował do zdjęć oraz rozdawał autografy. Mi udało się zdobyć jego podpis na zakupionej chwilę wcześniej najnowszej płycie Found in Far Away Places, wydanej na limitowanym do 1500 kopii winylu.
Asking Alexandria
Ok. 21:15 na estradę weszli chłopcy z Asking Alexandria. Prędko powrócili do naszego kraju, bo zaledwie po trzech miesiącach (ostatnio zagrali w czerwcu w ramach Orange Warsaw Festival 2015). Po szybkim powitaniu z widownią wykonali swój pierwszy singiel nagrany z nowym wokalistą Denisem Stoffem – I Won’t Give In. No właśnie, zastanawiałem się, jak ta bardzo istotna zmiana personalna wpłynie na brzmienie Anglików. I generalnie ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Obaj wokaliści dodawali do kapeli czegoś innego, dlatego nie chciałbym wartościować jednego i drugiego. Lecz przyznam, że Denis, porównując go jednak do Danny’ego Worsnopa, trochę bardziej lata i biega po scenie. Czasami jest w tym odrobinę zbyt nachalny (zdarzyło się, że przez kilkanaście sekund zmuszał publikę do uklęknięcia na ziemi mimo, że niewielka część z niej nie chciała tego robić), ale generalnie swoją postawą zasłużył na cztery z plusem. Zresztą niemal cały skład, prócz siedzącego na podwyższeniu za zestawem perkusyjnym Jamesem Cassellsem, zagadywał widownię i ją rozkręcał. Ben Bruce spytał w pewnym momencie, kto z zebranych widział występ jego kapeli w ramach Orange Warsaw Festival, a gdy tylko kilkadziesiąt osób z widowni podniosło rękę do góry, to resztę nazwał leniwymi. W innym momencie kazał skandować publiczności słowa Denis dickhead, czy fuck you Denis. Sam zainteresowany raczej nie wyglądał na obrażonego.
I gdy koncert zaczynał się rozkręcać i nabierać tempa, chłopcy zniknęli ze sceny. Wrócili jeszcze na jeden kawałek The Final Episode (Let’s Change the Channel). I koniec. W miejsce muzyków wkroczyła ekipa techniczna. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nastąpiło to około 22:05. A to oznacza, że Asking Alexandria nie zagrali nawet godziny. Setlista festiwalowa, tyle że krakowski koncert festiwalem nie był.


