Chyba nie ma drugiej takiej artystki na świecie jak Alejandra Ghersi, znanej szerzej jako Arca. Tym bardziej zasłużyła sobie na ten tytuł, wydając w ciągu jednego tygodnia cztery pełnoprawne albumy. Wraz z publikacją tej recenzji, seria KICK to łącznie aż pięć krążków, z czego drugi z nich, czyli KICK ii, poznacie bliżej już za chwilę. Oto recenzja albumu, który zabierze Was w niesamowitą podróż ku samoakceptacji.
Kiedy Arca wydała pierwszy album z serii KICK, czyli KiCk i, nie byłem mu szczególnie przychylny. Jego potencjalnie najmocniejsze elementy okazały się być tymi najmniej satysfakcjonującymi, gdzie zabrakło również spoiwa między danymi utworami. Po prostu nie zagościła między nimi synergia, co się chociażby udało kilka miesięcy wcześniej za sprawą singla @@@@@. No i w końcu nastąpił ten dzień kiedy najnowsze dzieło Alejandry ujrzało światło dzienne, czyniąc mi tym faktem niezwykle dużo radości.
KICK ii zawarło w sobie wszystko, czego był oczekiwał od twórczości Arci. Poza niezwykle eksperymentalnym dźwiękami wszystkich dwunastu utworów, te tworzą jakąś spójną opowieść. Choć to bardzo subiektywne, dla mnie KICK ii to historia o tym jak człowiek dojrzewa pod wpływem wielkich wydarzeń w swoim życiu osobistym. Zapewne na bazie własnych przeżyć, Arca wykreowała historię gdzie coś, czego tak bardzo pragnęliśmy, staje się wreszcie realne, okazuje się być jednocześnie najtrudniejszym wyzwaniem całego życia. Nie zawsze przynosi to tak upragnioną przez nas radość, a wręcz przeciwnie, trzeba zdefiniować siebie na nowo, co po prostu jest kwintesencją życia – zmieniać się, jednocześnie godząc się z pewnymi sprawami, aby doszło do transformacji na stałe.
KICK ii stanowi dźwiękowy obraz tego, co Arca przeżywała w ramach swojej tranzycji. Wszystkie dwanaście kompozycji, wraz z ich przemyślanym ułożeniem na trackliście, pozwoliły poznać mi jej najskrytsze uczucia, których nie zawsze jest się wstanie przekazać słowami. Wiarygodność tej opowieści dodawał klasyczny dla Arci styl – bardzo mechaniczny, szorstki i wręcz poetycko bizarny. Jednak tym razem to miało jakiś głębszy sens, stanowiąc kompleksową koncepcję, gdzie mamy wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Każda piosenka była niczym obraz, który każdy może interpretować na swój sposób – tak silny przekaz ma do przedstawienia ten album.
Produkcyjnie KICK ii również nie pozostawił wątpliwości, że dzieło to powstawało pod okiem jednej z najbardziej uznanych producentek muzycznych świata. Wszystkie piosenki to małe eksperymenty, które intrygują mnie swoją enigmatycznością. Pomimo różnorodności jeśli chodzi o dynamizm danych melodii momentów, nieustająco byłem zainteresowanym tym, z czym miałem do czynienia. Nawet sporadyczna warstwa tekstowa, nie była wstanie wybić mnie z zaciekawienia tego, co za chwilę miałem usłyszeć. Tym bardziej gdy ta liryka wybijała się już na pierwszy plan, nie można było się na niej nie skupić. Takim utworem zresztą był Born Yesterday, który niesamowicie mnie poruszył.
To właśnie współpraca z australijską piosenkarką Sią jest najlepszą piosenką całego krążka, jak co całej serii KICK, dopóki nie poznam jej pozostałych trzech części. Choć początkowo piosenka ta nie wzbudziła we mnie szczególnie wielkich emocji, tak poznając całą historię KICK ii, dogłębnie mnie poruszyła. Skoro jesteśmy już przy singlach, duet Prada i Rakata, również niezwykle bardzo przypadł mi do gustu. Ich ambientowy styl, połączony z reggaetonowym bitem, jest po prostu bezbłędny.
Spośród pozostałych kompozycji zgromadzonych na KICK ii, na moje wyróżnienie zasługuje również kwartet, który zamknął w sobie kwintesencję całego krążka. Mam tutaj na myśli utwory Doña, Araña, Femme oraz Andro. Choć te się od siebie różnią, tak w wyjątkowy sposób stanowią najistotniejszy element tego albumu. Uwielbiam ich eksperymentalne podejście do dźwięku, który stanowi dalekosiężny symbol, a to zawsze zasługuje na aprobatę.
KICK ii to niezwykle udany projekt, do którego z pewnością będę wracać w ciągu najbliższych miesięcy. Arca pokazała mi, że jej twórczość to nie tylko zabawa formułą oraz tym, jakie dźwięki mogą tworzyć danych utwór, ale też emocja. Mam nadzieję, że to tylko początek dobroci, jaką seria KICK ma mi jeszcze do zaoferowania.
