Anna Maria Jopek & Branford Marsalis – Ulotne (2018), recenzja Jakuba Kopanieckiego

Anna Maria Jopek od lat wymyka się ramom współczesnej muzyki rozrywkowej, nie bojąc się podejmowania nieszablonowych projektów, w których wyraz artystyczny zawsze wiedzie prym nad potencjałem komercyjnym. Jej płyty często są niełatwe, wymagające skupienia i należnej im kontemplacji, mimo wszystko spotykają się ze znakomitym odbiorem i bardziej niż zadowalającymi wynikami sprzedaży. Album Ulotne nie odbiega ani od krok od wysoko podniesionej przez samą artystkę poprzeczki – czaruje słowiańskością i urzeka swoją łagodnością.

Trudno jest zrecenzować taką płytę, bo czy powinno się ją oceniać z perspektywy jazzu, bądź szeroko pojętej muzyki popularnej, a może skoncentrować się na ludowości? Ponieważ każdy utwór się wyróżnia, a mimo wszystko płyta pozostaje jedną, spójną całością, najlepiej o niej opowiedzieć – bo sama jest swoistą opowieścią.

Za teksty bądź ich opracowanie, jak w przypadku większości nagrań artystki, odpowiada przede wszystkim Marcin Kydryński. I podobnie jak przez większość swojej kariery i tutaj nie brakuje wybitnych nazwisk ze świata jazzu. Ulotne jest przecież wspólnym osiągnięciem Anny Marii Jopek oraz znakomitego, amerykańskiego saksofonisty, Branforda Marsalisa. Potrafi on zarówno wpaść w wir efektownych improwizacji, jak i zupełnie zahipnotyzować słuchacza łagodnymi, zmysłowymi melodiami (zwłaszcza w instrumentalnej Opowieści). Jego instrument komponuje się wyśmienicie z typowo jazzowymi brzmieniami fortepianu i perkusji, jak i ludowymi skalami wykonywanymi przez smyczki. Saksofon właściwie nie jest na tej płycie tylko instrumentem – jest równoważnym głosem, towarzyszącym Annie Marii Jopek przez ponad godzinę.

Artystka pokazała już na Polannie, że słowiański folklor to niemal studnia bez dna inspiracji. Mamy więc i czerpiące z dorobku Oskara Kolberga Czekanie, w którym niezauważalnie dla słuchacza tekst ludowy przechodzi w poezję wokalistki. Mamy i na wskroś ludowy utwór W Polu Lipeńka, otwierający płytę improwizacjami na skrzypcach na tle głębokiego burdonu. To tutaj artystka udowadnia kolejny raz, że w jej spokojnym, ciepłym głosie potrafi drzemać olbrzymia energia. W biegu kompozycji przechodzi od cichej melodii na granicy szeptu do przeszywającego, białego śpiewu, niebywale charakterystycznego dla wykonawstwa ludowego. Za jej krzykiem podążają orientalne niemal w swej melodyce improwizacje saksofonu, przez co skromna, ludowa piosnka przenosi nas nagle w serce zadymionego klubu jazzowego. Ze świecą szukać w muzyce tak świadomego korzystania z materiału źródłowego, przetwarzania go niemal do granic, ale nie zrywając z jego korzeniami. Wszelkie wysoce komercyjne projekty oparte na kulturze ludowej nie mają nawet do czego startować, zwłaszcza na gruncie szacunku. Chyba nie muszę wskazywać palcem, o czym mówię.

Nie brak również w pełni autorskich kompozycji. Wyróżnia się odświeżona wersja piosenki Niepojęte i Ulotne, zaprezentowanej pierwotnie na albumie ID w 2007 roku. Czy wiele zmodyfikowano w utworze, który wykazywał inspiracje kulturą bliskowschodnią? Ogólna struktura utworu nie uległa zmianie – to w gruncie rzeczy modelowy przykład smooth jazzu, z delikatnie zarysowaną perkusją i przytłumionym fortepianem, oraz zmysłowym, osobistym tekstem. Znajduje się sporo miejsca na solo pianisty oraz saksofonisty, ale czy jest miejsce na ludowość? Oczywiście, że jest – w partiach instrumentów smyczkowych, czy ogólnej, szeroko pojętej aurze piosenki, czuć charakterystyczną dla wielu tradycyjnych pieśni rzewność, melancholijność.

Na całej płycie Ulotne czuć jednak przede wszystkim lekkość. Ani przez chwilę nie myślimy, że którykolwiek dźwięk jest wymuszony, albo któraś fraza poprowadzona bez przekonania. Nie umiem znaleźć na tej płycie słabych punktów, a to zawsze pozostawia we mnie wrażenie, że albo słuchałem za mało uważnie, albo za bardzo dałem się ponieść chwili. Sądzę, że przy najnowszym dziele Anny Marii Jopek miejsce może mieć tylko to drugie, trudno chyba zatem o lepszą ocenę i rekomendację. Płyta jest najbardziej przystępna dla mniej doświadczonego odbiorcy spośród dotychczasowej twórczości artystki, ale ani trochę nie odbiło się to na jakości. Jej dźwięki może są ulotne, ale wrażenie pozostaje z nami na długo.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje