Ania Rusowicz – Przebudzenie (2019), recenzja Karoliny Babik

Inne recenzje

Twórczość Ani Rusowicz poznałam przypadkiem w 2014 roku, w trakcie Europejskich Targów Muzycznych Co Jest Grane. Absolutnie zachwyciły mnie już pierwsze minuty koncertu artystki! Taki głos w dzisiejszych czasach? Coś niesamowitego! Od tamtej pory pozostaję wierną fanką kompozycji utalentowanej wokalistki, której nowy album – Przebudzenie – trafił właśnie na półki sklepowe.

W przypadku Ani Rusowicz zdecydowanie sprawdza się powiedzenie „jaka matka, taka córka”. Piosenkarka zarówno wizualnie, jak i wokalnie przypomina swoją mamę – Adę, która rozkochiwała w swoim głosie w latach 60-tych i 70-tych słuchaczy bigbitu. Nie można jednak zarzucić Ani, że jest wierną kopią swojej rodzicielki. Artystka zdecydowanie ma na siebie pomysł i nie boi się eksperymentować z muzyką, zamiast podążać w zaparte za twórczością swojej mamy, co udowodniła chociażby na albumie Przebudzenie.

Najnowszego albumu Ani wysłuchałam już „x” razy. Dzieje się na nim tak dużo dobrego, że z pewnością prędko nie opuści on mojego odtwarzacza. Z każdym kolejnym przesłuchaniem zwracam bowiem uwagę na coś innego. Cudowny wokal (tak, będę go chwalić do znudzenia), doskonałe partie instrumentalne i nieprzeciętne teksty. Do niczego przyczepić się nie mogę. Rozbierzmy jednak płytę na czynniki pierwsze.

Przebudzenie otwiera porywający numer Fake. Już od pierwszych dźwięków na słuchacza przelewa się fala niesamowitej energii. W następnym kawałku – Tajemnica – tempo nieco zwalnia. Dzięki temu łatwiej wsłuchać się w przecudowną warstwę instrumentalną, w której pojawiają się i zachęcająco brzmiąca gitara, i gładko sunąca po dźwiękach partia dęta, i świetne klawisze (zaznaczę od razu, że większość partii klawiszowych na albumie nagrała Ania!).

Świecie Stój, czyli pierwszy singiel z albumu, był tylko zalążkiem tego, co odkryjemy słuchając krążka.  Mi od dnia premiery zrobił ogromny apetyt na więcej i do teraz jestem pod jego dużym wrażeniem. Cóż za piękny refren, przyznajcie!

Nerwy… Mogłabym wymieniać wiele plusów tego utworu, ale jako mój numer jeden postawię na partie dętą. Przy tej piosence zdecydowanie możecie się wyżyć, jeśli tylko roznoszą Was tytułowe nerwy (oczywiście mam na myśli coś utrzymującego się w granicach rozsądku, jak chociażby szalone tańce). Po pobudzeniu ciała w ruch i rozładowaniu napięcia emocjonalnego, nadchodzi czas nas wyciszenie, które przynosi nam numer Do Lasu. Kojące wydanie głosu Ani, wraz z subtelnymi instrumentami, tworzą klimat idealny na romantyczny taniec, czy też chwile osobistych rozmyślań.

W przypadku piosenki W Dali Dom moją uwagę przykuła między innymi perkusja, przy której nawet osobom z najmniejszym poczuciem rytmu powinno przyjść z łatwością wczucie się w muzykę. Niepewność z kolei pociąga ponadczasowym brzmieniem organów. „Kiedy będziesz niepewny / Niepewna będę ja”.

Za warstwę liryczną Voodoo odpowiada koleżanka Ani z branży – Natalia Przybysz. Refren jest tak chwytliwy, że już po pierwszym jego odsłuchaniu nucimy pod nosem tekst: „Tajna broń, wypełnia moją dłoń”. Przy kolejnej ścieżce – Małżeństwo – zapewne niejedną kobietę pochłonie kraina wspomnień. Słuchanie o relacjach damsko – męskich w tak pięknym wydaniu sprawia, że nieprzyjemne doświadczenia, krążące w naszej głowie, stają się w jakiś sposób łatwiejsze do przeżycia. Wyzwala się wręcz w nas, paniach, pewnego rodzaju kobieca solidarność.

Fantasmagoria i ja nie pozwala jednak, aby sentymenty całkowicie zawładnęły naszą duszą i porywa nas do następnej pełnej energii, muzycznej przygody. Zabawa językowa z tytułowym słowem „fantasmagoria” ujęła mnie od pierwszego przesłuchania. W utworze – Baba – wysłuchujemy intrygującego tekstu, napisanego przez kolejną wspaniałą kobietę z branży muzycznej – Natalię Grosiak. Relacje damsko – męskie wracają tu na warsztat i niestety, ponownie, zapewne niejedna kobieta z historią tu opowiedzianą będzie mogła się utożsamiać.

Album kończy tytułowe Przebudzenie, w którym poza wokalem Ani słyszymy idealnie wpasowujący się w brzmienie i ideę ścieżki głos Pauliny Przybysz. Nie wyobrażam sobie, aby płytę tę mogła zwieńczać inna kompozycja. „To przebudzenia nadchodzi czas”!

Przebudzenie jest dla mnie jednym z najlepszych polskich albumów tego roku. Nie znajdziecie w nim aż tyle zaczerpnięć z lat 60- tych i 70- tych, co na przykład w Ślepej Miłości, ale osobiście nie traktuję tego jako minus. Ania nadal pozostaje sobą, nie bojąc się wprowadzać do swojej muzyki powiewu świeżości. Lekko „armstrongowski” klimat stworzony za sprawą licznych, perfekcyjnie zaaranżowanych partii dętych, znakomicie współgra z pozostałymi instrumentami, które, na szczęście, nie zostały opracowane „po macoszemu”. Do tego dodajmy 12 ciekawych historii lirycznych, zaśpiewanych przez jeden z najlepszych kobiecych wokali w tym kraju. Czegóż chcieć więcej? Zapętlajcie więc i wspierajcie twórczość Ani Rusowicz, bo jest ona absolutnym skarbem na polskim rynku muzycznym.

Ania Rusowicz - Przebudzenie
  • Data premiery: 25 10 2019
  • Single: Świecie stój
Najlepsze utwory: Świecie stój, Nerwy, Do Lasu, Niepewność, Baba
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Twórczość Ani Rusowicz poznałam przypadkiem w 2014 roku, w trakcie Europejskich Targów Muzycznych Co Jest Grane. Absolutnie zachwyciły mnie już pierwsze minuty koncertu artystki! Taki głos w dzisiejszych czasach? Coś niesamowitego! Od tamtej pory pozostaję wierną fanką kompozycji utalentowanej wokalistki, której nowy album –...Ania Rusowicz - Przebudzenie (2019), recenzja Karoliny Babik