Ania Dąbrowska wystąpiła w toruńskim CKK Jordanki. Relacja Łukasza Jaćkiewicza

Od fonograficznego debiutu Ani Dąbrowskiej minęło w tym roku 12 lat. W tym czasie zdobyła serca milionów słuchaczy, nieprzerwanie należy do najbardziej lubianych i docenianych polskich wokalistek, a jej płyty pokrywają się platynami. W ramach promocji nowej płyty pojawiła się w Toruniu, gdzie dała niezapomniany koncert.

Ania Dąbrowska ma pewien dar. Potrafi z niezwykłą prostotą za pomocą swoich utworów, opowiedzieć w słowach historie w takim sposób, aby zjednać wielu. Nie potrzeba jej przy tym jakiegoś zwiększonego szumu medialnego, specjalnych trików medialnych. Wokalistka wyrobiła sobie pewnego typu renomę, pewien rozgłos, który pozwala nam zrozumieć, że gdy słyszymy nazwisko Dąbrowskiej, to wiemy, że jest to muzyka na najwyższym poziomie. I z tym trzeba się zgodzić, bo to fakt niepodważalny. Zanim jednak zacznę się rozpływać nad tym co się wydarzyło, chciałbym wspomnieć o historii, która zdarzyła mi się tuż przed. To dzięki niej zasiadłem chyba w najważniejszym miejscu na sali.

Wchodząc do słynnego już Centrum Kulturalno – Kongresowego Jordanki, odebrałem akredytację będącą biletem wstępu i wskazaniem miejsca, na którym mógłbym spokojnie przyglądać się całemu koncertowi. Gdy już wygodnie zasiadłem w swoim fotelu, pewna Pani z obsługi podeszła i zapytała się mnie czy byłbym tak miły i wymienił się z kimś miejscem – chodziło oczywiście o to, że pewne dwie kobiety nie chciały siedzieć osobno, bo przyszły tu razem. Bez chwili wytchnienia zgodziłem się i zrobiłem to z przyjemnością. Ku mojemu zdumieniu idąc na swoje nowe miejsce, okazało się że ktoś już tam siedzi. Dwa bilety zostały zdublowane i tym samym dwie osoby kupiły je na jedno miejsce. Obsługa jednak wykazała się wielką pomysłowością i w ramach rekompensaty zaproponowała mi nową miejscówkę. Okazało się, że jest to fotel w pierwszym rzędzie na przeciwko Ani Dąbrowskiej. Byłem w siódmym niebie! Nowe miejsce sprawiło, że od samego początku byłem już bardzo podekscytowany całym koncertem.

Wokalistka do Torunia przyjechała z nową trasą koncertową, promującą wydany niedawno album Dla naiwnych marzycieli – płytę, na którą czekaliśmy bardzo długo. Zmiana producenta sprawiła, że materiał wydaje się najbardziej popowy z wszystkich wydawnictw Dąbrowskiej. Nie ma już tutaj miejsca na retro. Osobiście uważam również, że jest to również najbardziej optymistyczny materiał w jej karierze. Typowych ballad nie znajdziemy tu wiele, a i one nawet nie wydają się na przestrzeni całego albumu wydawać aż tak stonowane. Podczas koncertu z nowego albumu usłyszeliśmy kilka utworów z tego wydawnictwa. Zanim to jednak się wydarzyło, całe instrumentalno -wokalne show rozpoczęło się od intra, które jednocześnie przechodzi w pierwsze takty utworu Tego Chciałam – piosenki, od której jak sama Ania mówi – wszystko się zaczęło. Następnie otrzymaliśmy skrót tego, co znajduje się na nowej płycie. Niezwykle ciepła Nieprawda poprzedziła wykonanie najnowszego singla W głowie. Oba te kompozycje w wersjach koncertowych brzmią magicznie, szkoda tylko, że trwały tak krótko. W ramach promocji nowej płyty zabrzmiały też Gdy nic nie muszę, Nie patrzę i balladowe Staraj się czuć. Bardzo żałuję, że nie usłyszeliśmy reszty materiału z tytułowym Naiwnym marzycielem na czele. Na dokładkę dostaliśmy jednak zaśpiewany przez siostry Melosik utwór Znam na pamięć, który znajduje się na wersji poszerzonej albumu Ani.

Wszystko jednak zostało nam wynagrodzone przez kolejne utwory, takie które każdy z nas lubi i jak się okazuje zna na pamięć. Moimi największymi zaskoczeniami były W spodniach czy w sukience oraz Bang Bang. Przy pierwszym utworze zaskoczyła mnie zmienna aranżacja, która naprawdę była na wysokim poziomie. Słyszałem ten utwór już tyle razy, myśląc że już mnie nic w nim nie zaskoczy (chociażby podczas ubiegłorocznego, letniego występu Ani, gdzie przy tej kompozycji można było po prostu dobrze potańczyć). A jednak! Sekcja instrumentalna była bardzo zgrana, a najbardziej podobały mi się gitary. Jeśli chodzi o Bang Bang  była to jedyna anglojęzyczna kompozycja wykonana podczas koncertu (nie licząc bisu), która jest już tak sama w sobie magiczna, że głos Ani sprawia wrażenie obłędnego. Oczywiście zabrzmiały też Nigdy więcej nie tańcz ze mną, mój ulubiony Charlie Charlie i Bawię się świetnie. Ku mojej uciesze zagrano i zaśpiewano również dawno przeze mnie nie słyszane Znowu przyszło lato (z poprzedzonym zabawnym monologu Ani o zakochaniu) oraz Czekam i Trudno mi się przyznać.

Zaskakujący był też bis. W otrzymanej przez mnie setliście widnieją zupełnie inne utwory, niż te które tego wieczoru usłyszeliśmy. To znaczy, że na koncertach Ani znajdziemy także niespodzianki, a piosenki na bisie są zmieniane. Zamiast coveru Tell Me Lies grupy Fleetwood Mac usłyszeliśmy… Mamma Mia zespołu Abba. Doskonale zakończenie koncertu!

Jeśli ktoś waha się jeszcze czy pójść na koncert Ani Dąbrowskiej, to gorące mu polecam. Wokalistka jest w świetnej formie wokalnej, a zespół doskonale przearanżował kompozycje na potrzeby koncertowe. Małe niuanse świetlne i dźwiękowe idą w niepamięć, bo muzyka była tu najważniejsza. Ania Dąbrowska potwierdza tym samym, że wciąż liczy się na polskiej scenie muzycznej i pozostanie na niej jeszcze przez długie, długie lata.

Czytaj również