Lato to okazja, by zobaczyć na różnych festiwalach muzykę. Również All About Music jest najbliżej najważniejszych wydarzeń muzycznych. Na największy festiwal w naszej części Europy wybrał się nasz redakcyjny kolega, Kacper. Przeczytajcie pierwszą porcję wrażeń z tegorocznego Sziget Festival. A tu Florence + the Machine, Robbie Williams, Asaf Avidan, Selah Sue czy Jungle.
DZIEŃ I
Budapeszt wszystkich festiwalowiczów przywitał wyjątkowo ciepło. Całe miasto wręcz tętniło informacją, że dokładnie 10 sierpnia rozpoczyna się legendarny już Sziget Festival. Żar z nieba nawet na moment nie powstrzymał fanów muzyki. Bowiem od chwili otworzenia bram na wyspę stopniowo przybywały ogromne niekończące się tłumy ludzi z całego świata. Tradycją festiwalu jest, iż impreza rozpoczyna się wraz z dniem -1. Wówczas tego dnia, program artystyczny jest widocznie ograniczony. A to wszystko, po to aby każdy na spokojnie mógł poradzić sobie z rozbiciem namiotu oraz rozeznaniem w terenie. W powietrzu pola namiotoweg0 unosiła się ogromna fala przedkoncertowej ekscytacji. Wspólnie z całym światem odliczaliśmy godziny do pierwszych koncertów.
Aż w końcu przyszedł czas na pierwszy koncert czyli występ Robbiego Williamsa. Było to prawdziwe show, które porwało wszystkich. Nie było osoby, która nie odśpiewała chociażby jednego hitu tego supergwiazdora. Wyraźnie widać było niesamowity wkład pracy w przygotowanie całego przedstawienia. Robbie od samego początku był niezwykle porywający, a zarazem zabawny. Wszystkie minimalne niedociągnięcia artysta nadrabiał swoją wręcz absurdalnie perfekcyjną charyzmą. Dzięki temu podczas koncertu odniosłem wrażenie, że jestem na spotkaniu z moim dawnym przyjacielem. Wraz z tym świetnym otwarcie machina zwana Szigetem ruszyła na dobre.
DZIEŃ II
Tropikalna pogoda chyba nikomu nie pozwoliła spać, przez co cały festiwal rozpoczął się wczesnym porankiem. Festiwalowiczom udostępniono kolejne sektory imprezy dając jeszcze więcej wrażeń. A o to koncerty, które udało mi się zobaczyć:
KENSINGTON
Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym zespole. Dopiero kilka dni przed Szigetem zauważyłem ich podobieństwo do Kings Of Leon. Tym samym postanowiłem dać im ogromny kredyt zaufania i wybrałem się na ich koncert. Była to moja pierwsza wizyta na scenie namiotowej czyli A38 Stage. Przyznam szczerze, że takiej energii od tej kapeli w życiu bym się nie spodziewał. Byli bardzo porywający i energiczni. Nikt nie mógł poczuć się znudzony ich występem. Wizytę Kensington na Sziget Festiwalu zapamiętam jako jedną z największych niespodzianek.
ASAF AVIDAN
Jak zapewne większość festiwalowiczów Asafa Avidana kojarzyłem głównie za sprawą remixu jego największego przeboju czyli One Day. Dzięki temu jego koncert był dla mnie kompletną niewiadomą, a jak się potem okazało zarówno wielką niespodzianką. Przepiękny głos i wspaniałe kompozycje bardzo szybko wprawiły mnie w festiwalowy nastrój. Asaf Avidan to niesamowicie zdolny człowiek. Jego wokal jest na tyle imponujący, że nie da się zapomnieć o tym występie. Ten izraelski artysta jest w stanie zrobić cuda za pomocą swojego śpiewu. Teraz gdy wróciłem już do domu, na pewno zapoznam się z jego całą twórczością.
SELAH SUE
Prawdziwa królowa współczesnego funku i soulu. Ta bardzo skromna artystka szybko porwała serca pokaźnej publiczności zgromadzonej przy samej scenie. Śpiewając swoje największe kompozycje wzbijała się na wyżyny swoich wokalnych możliwości. Widać było, że Selah Sue na tej scenie zostawiła całą siebie. Dając festiwalowiczom godzinę prawdziwej muzycznej rozkoszy.
FLORENCE AND THE MACHINE
Koncert Florence and The Machine to dla mnie książkowa definicja słowa magia. Cokolwiek działo się na tym występie nie jest w pełni do opowiedzenia. Bowiem ten brytyjski zespół jest aktualnie w najlepszej możliwej formie koncertowej od lat. Natomiast wokalistka Florence Welch zachwyca swoją umiejętnością eksponowania wszystkich emocji. Ten koncert się po prostu przeżywa razem z nią. Każda piosenka, każde słowo w jakiś sposób działa na publiczność. Ode mnie zespół otrzymuje wyraz zachwytu do końca tego świata. Według mnie był to najlepszy koncert festiwalu.
JUNGLE
Byłem ogromnie podekscytowany faktem zobaczenia Jungle. Dlatego też bez zastanowienia ponownie pobiegłem pod scenę namiotową. Niestety tam czekał na mnie pierwszy zawód. Według mnie był to bardzo bezbarwny koncert. Brakowało mi w nim jakiejś siły, która byłaby w stanie pociągnąć nabuzowany tłum. Miałem wrażenie, że wszystkie kompozycje zlewają się w jedną niezrozumiałą całość przez co koncert bywał po prostu nudny. A szkoda. Dzięki wielkich wrażeń zakończyłem zderzeniem z monotonią.


