All About Music na Open’erze 2015. Relacja Łukasza, Piotra i Kacpra z dnia trzeciego

Dobiegamy do półmetku relacji z tegorocznego Open’era. W piątek na scenie wystąpili między innymi The Vaccines, Of Monsters and Man, Mumford & Sons i D’Angelo. A to nie wszystko co dla Was mamy!

Rebel Babel Ensemble

Piotr Krajewski

Temu koncertowi poświęciłem około 20 minut – było jednak warto. Wszystko za sprawą gości specjalnych, którzy wsparli orkiestrę dętą przy rozpoczęciu trzeciego dnia festiwalu. Usłyszeć można było m.in. Halinę Frąckowiak czy Bisza, który zagrał przy akompaniamencie zespołu swoje dwa znane utwory: Banicja i Indygo. Chociaż początkowo coś mi w tym nie grało, to finalnie wyszło całkiem nieźle. Ciekawa propozycja ze strony organizatorów.

IZA Lach

Łukasz Jaćkiewicz

Wielbię Izę ponad wszystko. Zachwycała mnie już dawno swoimi polskimi piosenkami, zanim tak na dobre rozpoczęła współpracę z Snoop Doggiem. Zostałem z nią i w tym okresie, gdy oczarowała mnie nowymi utworami po angielsku. Z tego też powodu nie mogłem sobie odpuścić jej koncertu. W zasadzie było wszystko to, czego spodziewałem się już przed koncertem. Miły, nieco dziewczęco brzmiący głos. Świetne aranżacje piosenek i moje ulubione Undecided. Iza jak zwykle czarowała nas swoimi krótkimi przemówieniami, w których między innymi wspomniała swoich rodziców. To był miły przerywnik.

Taco Hemingway

Piotr Krajewski

Gdybym nie był tak bardzo ciekawy występu The Vaccines na Main Stage, to bez wątpienia zostałbym na Alter Stage do samego końca. Taco był fenomenalny i mogę spokojnie uznać, że zagrał jeden z najlepszych koncertów tegorocznej edycji Open’era. Kameralność sceny nie przeszkodziła raperowi w stworzeniu widowiska na najwyższym poziomie. I choć Filip Scześniak dopiero debiutuje, a jego twórczości nie znajdziemy w największych sklepach muzycznych, to przyznać trzeba – ma już tysiące fanów. Przekonałem się o tym słysząc, jak ogromna liczba osób zna teksty młodego artysty. Kapitalne widowisko. Czekam na więcej, Taco!

The Vaccines

Łukasz Jaćkiewicz

Zanim rozpoczął się koncert Izy, na backstage’u mieliśmy okazję przeprowadzić wywiad z zespołem The Vaccines. Już wkrótce przeczytać będziecie mogli zapis naszej piętnastominutowej rozmowy, w której poruszyliśmy temat płyty, singli czy nowych serwisów streamingowych: Tidala i Apple Music. Wracając jednak do koncertu, to nie do końca jest to moja stylistyka. Panowie grali i śpiewali poprawnie, ludzie się bawili.  Brakowało mi jednak energii, czegoś odbiegającego od normy. Koncert ok, ale bez polotu.

Piotr Krajewski

Chociaż nie słucham namiętnie tego zespołu, to koncertu byłem naprawdę ciekawy. Nie zawiodłem się, ale nie odczułem też nic szczególnego w trakcie grania The Vaccines. To był zwyczajnie (i tylko) dobry koncert, który niestety wypada blado na tle reszty festiwalowych występów. Nie było momentów szczególnych czy zapadających w pamięć. Najlepiej bawiłem się oczywiście przy znanym szerszej publiczności If You Wanna, które osobiście uwielbiam.

Kacper Rogalewski

Nie był to mój pierwszy koncert tego zespołu. Miałem okazję zobaczyć już ich na pierwszej edycji festiwalu Impact. Tym samym po części wiedziałem czego mogę się spodziewać. The Vaccines grają klasycznego rocka. Myślę, że przyjemnie się ich słuchało ładując akumulatory na festiwalowej trawie.

fot. ishootmusic.eu / Michał Murawski

Jose Gonzales

Łukasz Jaćkiewicz

Na koncert tego Pana poszedłem z czystej ciekawości. Akustyczne brzmienia nie są mi jakoś szczególnie bliskie, ale Open’er to także festiwal poznawania nowej muzyki. Tak jak się spodziewałem – było miło, sympatycznie, delikatnie. Wokalista pięknie grał na gitarze, ale nie zachwycił mnie na tyle, abym został na całym jego występie.

Of Monsters and Man

Łukasz Jaćkiewicz

To jeden z tych koncertów, na którym piosenki wydają się zbliżone do siebie. W tym jednak przypadku, nie było nudnie. Każdy z utworów miał swoją energię, każdy z nich obronił się koncertowo. Islandzko-folkowo-nieco biesiadne połączenie świetnie sprawdziło się na tę godzinę, i chyba nikt nie wyszedł niezadowolony. Cieszy mnie, że organizatorzy serwują nam tak dużą mieszankę stylistyczną artystów. Zawsze to jakieś urozmaicenie i chęć posłuchania innej muzyki.

Piotr Krajewski

Godzina 20. była idealną porą na koncert islandzkiej grupy. Stworzyli interesujące indie-folkowe widowisko, które przez cały czas jego trwania stało na zbliżonym, wysokim poziomie i ciężko byłoby wybrać jeden gorszy moment. Ich gra sprawiła mi wiele przyjemności i nastroiła wyjątkowo przed jednym z najważniejszych dla mnie występów całego festiwalu, o którym będzie mowa poniżej.

Kacper Rogalewski

Podczas festiwalu Open’er zawsze największą radość robią na mnie koncerty po których nie spodziewałbym się tak dobrej zabawy. Tak jest właśnie w przypadku zespołu Of Monsters and Men. Znając tylko dwa utwory tej kapeli kompletnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Aż w końcu młodzi muzycy Islandii przekonali mnie w kilka sekund. Byli maksymalnie pozytywni i ciepli. Myślę, że dokonania tego bandu to po prostu dobry antydepresant.

Mumford & Sons

Łukasz Jaćkiewicz

To jeden z tych zespołów, których fenomenu nie zrozumiem chyba nigdy. Ich muzyka mnie męczy, nudzi i nie zaspokaja moich potrzeb. Koncert też mnie nie przekonał, wynudziłem się bardzo…

Piotr Krajewski

Ogłoszenie Mumfordów kolejnymi headlinerami Open’era sprawiło, że nie zastanawiałem się już dłużej i powiedziałem sobie szczerze: muszę tam być! Koncertu jednego z moich ulubionych zespołów nie mogłem przegapić. Dlaczego? Bo mam zbyt dużą słabość do folkowych dźwięków banjo i gitar akustycznych. Choć zespół stawia w ostatnim czasie na mocniejsze brzmienia, to w trakcie koncertu nie zawiedli fanów dawnych dźwięków i subtelnie połączyli zarówno spokojniejsze kawałki z tymi nieco ostrzejszymi, znanymi z najnowszego krążka. To było cudowne widowisko, które zapamiętam na lata.

Kacper Rogalewski

Nie znoszę nowej płyty Mumford&Sons. Kompletnie nie czuje tego braku banjo. Właśnie dlatego starałem się nie nastawiać na wspaniałą zabawę podczas ich koncertu na festiwalu. Panowie wiedzieli jak skupić moją uwagę, gdyż  na samym początku zagrali dwa bardzo skoczne utwory. Potem atmosfera trochę ogasła przez co można powiedzieć że bywało trochę nużąco. Ostatecznie dzięki dobrym kontaktom z widownią, koncert został przyjęty dość optymistycznie. Marcus dokładnie wie jak poruszyć ludzi.

fot. ishootmusic.eu / Alter Art

Julia Marcell

Łukasz Jaćkiewicz

Z Mumfordów szybko skierowałem się na Tent Stage, gdzie swój występ rozpoczynała już jedyna w swoim rodzaju Julia Marcell. W naszym kraju trochę niedoceniana, mająca w swoim dorobku muzycznym coś więcej niż Matrioszkę. Na scenie buduje wokół siebie aurę tajemniczości, śpiewa równo, czasami zaskakująca barwą. Podoba mi się jej gra na gitarze, w ogóle kobiety z gitarą w ręce są bardzo pociągające. No i wyglądała nieziemsko, strój podkreślał jej wszystkie atutu, te muzyczne i nie tylko.

D’Angelo & The Vanguard

Łukasz Jaćkiewicz

Mistrz. Klasa. Muzyka. To jeden z niewielu artystów, którzy od samego początku podążają własną drogą i ani na chwilę nie przestają z niej schodzić. D’Angelo na scenie zaprezentował się bardzo okazale wychodząc w długim, szarym płaszczu. Jego nieskazitelny głos wibrował soulowo, a chórki potęgowały tylko odczucie piękna. Szkoda tylko, że nie dopisała publiczność. Pod sceną były prawdziwe pustki… Spokojnie można było kręcić piruety, swobodnie tańczyć i wymachiwać tyłkiem w rytm muzyki. Przykro patrzyło się na brak ludzi, dobrze chociaż że zebrani bawili się w najlepsze. Mam nadzieję, że wróci jeszcze do nas, może lepiej na koncert klubowy. Tam przyszliby wierni fani, którzy docenią jego spojrzenie na muzykę.

Kacper Rogalewski

Na ten koncert powinien przyjść każdy. Dlaczego? Bo o wizycie D’Angelo w Polsce będzie się rozmawiać latami. Prawdziwa klasyka zamknięta w półtorej godzinnym secie. Wspaniałe chórki, genialny zespół oraz ten głos. Jestem przekonany, że to właśnie ten artysta najdłużej zostanie w pamięci mediów oraz krytyków festiwalu. Pomimo tego, że na tym koncercie nie byłem dokońca zrobił on na mnie piorunujące wrażenie. Niezwykle przykro mi było, gdy spojrzałem na pustki pod sceną. Jednak jak to mówią muzyka obroniła się sama. Świetny koncert w gronie prawdziwych fanatyków soulu.

The Dumplings

Łukasz Jaćkiewicz

Duet, który zachwycił polską publiczność w oka mgnieniu, przygotowuje się do wydania nowego materiału. Z tej okazji na scenie postanowili utwory z pierwszej płyty, poprzeplatać nowymi, nigdy jeszcze nie publikowanymi piosenkami. Brzmią dobrze, koncertowo się obroniły. Jestem ciekaw jak będą wyglądać wersje studyjne, bo przecież koncertowo ich piosenki brzmią zawsze inaczej. Było kilka brzmieniowych zaskoczeń, liczę na więcej na płycie!

Piotr Krajewski

Wcześniejsze koncerty i wysoka temperatura zmęczyły mnie do tego stopnia, że na koncert zabrzańskiego duetu wybrałem się półżywy. I wiecie co? Nie przeszkodziło mi to w świetnej zabawie. Głos Justyny Święs brzmi tak fenomenalnie na żywo, że zapomniałem o zmęczeniu już po chwili spędzonej na Tent Stage. Podoba mi się w ich muzyce to, że nie idą na łatwiznę i nie tworzą utworów, które mogłyby grać stacje radiowe. Bawią się dźwiękami oraz komponują coś nieszablonowego i niejednorodnego, a koncertowe wersje ich kawałków hipnotyzują.

 

The Prodigy

Kacper Rogalewski

Całkowicie neutralnie analizuje twórczość tego zespołu. Jednak na ich koncercie nie mogło mnie zabraknąć. Wcale nie bawiłem się źle. Ponadto nie odczuwałem żadnej satysfakcji z obecności na tym występie. 3 dnia festiwalu o godzinie 2:00 otrzymałem koncert, który nie był zaskakaujący. Panowie zagrali tak jak mieli zagrać, dlatego też niektórzy mogą odczuć niedosyt. Poza tym show zawierało świetnie zagrane największe hity kapeli.

fot. ishootmusic.eu / Alter Art

Czytaj również