Alicia Keys – Here (2016), recenzja Zuzanny Janickiej

1
300

We can hate each other and fear each other, we can build these walls between each other śpiewa Alicia Keys w Holy War, niejako załamując ręce nad kondycją społeczeństwa. Wokalistka chce zmieniać świat, by był on bardziej przyjaznym i bezpiecznym miejscem dla każdej jednostki. Takich zaangażowanych społecznie płyt pojawiło się w 2016 roku już kilka (m.in. The Hope Six Demilition Project PJ Harvey), lecz na żadnej z nich tematyka nie stworzyła tak pięknej mozaiki z muzyką. Warto było czekać te cztery lata na szósty studyjny album artystki, która w intrze The Beginning określiła się mianem Niny Simone.

Zapewne nieraz mieliście tak z nową płytą, że na początku nie umieliście powiedzieć o niej złego słowa, lecz prędzej czy później wasz entuzjazm opadł. Moim przykładem takiego wydawnictwa jest poprzednie dzieło Alicii, Girl on Fire. Męczy mnie dziś jego różnorodność, spowodowana niezdecydowaniem artystki co do kierunku, w jakim chce podążać. Muszę jednak przyznać, że znajdujące się na płycie utwory Fire We Make i 101 są jednymi z najlepszych w twórczości Keys. Dla odmiany Here jest spójnym materiałem, porzucającym popowe eksperymenty i pomysły duetów z Nicki Minaj na korzyść oldskulowego r&b i niesamowitego soulu.

Po odłączeniu interludów otrzymujemy trzynastopiosenkowe wydawnictwo, które już przed wakacjami zapowiadały single In Common i Hallelujah. Na albumie zostały wypchnięte na sam tył, pełniąc gdzieniegdzie funkcję bonusów. Naładowane emocjami Hallelujah jest prostą, ale efektowną balladą. In Common zaskoczyć musiało nawet największych miłośników Alicii. Tropikalny, elektroniczny podkład nie pojawił się dotychczas w żadnym utworze wokalistki. Jest to coś bardzo świeżego – jak pyszna lemoniada, której barwę mógłby mieć utwór, gdyby tytułami piosenek zaczęto określać kolory.

Pozostała grupa kompozycji to nagrania znakomite i nieco tylko słabsze. Od razu do gustu przypadły mi dwie najdłuższe propozycje Keys – She Don’t Really Care_1 Luv oraz Illusion of Bliss. Pierwsza z nich, o rhythm’and’bluesowo-hip hopowym podkładzie i tekście bogatym w odniesienia do dzielnic Nowego Jorku, sprawia wrażenie utworu będącego drugą częścią fenomenalnego Streets of New York z 2003 roku. Mroczniejsze Illusion of Bliss jest jedną z najtrudniejszych w odbiorze piosenek artystki, której pełne pasji, temperamentu i pewnego rozdrażnienia wykonanie uderza w słuchacza całą mocą. Do grona moich ulubionych kawałków należą także The Gospel, Pawn It All, Holy War oraz Kill Your Mama. Nie sposób przejść obojętnie obok pierwszych dwóch. Mocne bity, niemalże rapująca Alicia (to w The Gospel) i klimat, przywodzący na myśl czasy The Diary Of…. Aż zdziwić się można, słysząc po nich akustyczne Kill Your Mama zamiast wyrazistych Karma czy Heartburn. W podobne tony co wspomniane Kill Your Mama uderza prosta ballada Holy War – może nie jest idealna, ale nadrabia tekstem i przekazem. Podobnie jak Girl Can’t Be Herself poruszające temat ukrywania się pod grubą warstwą makijażu.

Co jeszcze w zanadrzu ma dla nas artystka? Niezły popis r&b w postaci takich numerów jak Blended Family (What You Do For Love); będącego efektem współpracy z Pharrellem Williamsem Work On It, delikatnego, pościelowego Where Do We Begin Now czy wzbogaconego chórkiem More Than We Know.

Alicia Keys nigdy nie oddała w nasze ręce płyty słabej, nijakiej, wykonanej „na odwal”. Jest jedną z tych nielicznych wokalistek, które od samego początku naprawdę troszczą się i angażują we własną muzykę, śpiewając o tym, co akurat im na sercu leży. Keys na Here postawiła, jak już wspomniałam na początku, na swoje przemyślenia dotyczące aktualnych społecznych problemów, takich jak dyskryminacja czy prześladowanie. Teksty opakowała w piękne, interesujące melodie, nie odbiegające zbytnio od tych, za które pokochałam ją kilka lat temu, zasłuchując się w Songs in A Minor czy The Diary Of…. Alicia Keys wydała właśnie najlepszą płytę w swojej karierze. Czapki z głów.

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.