Alice Merton w warszawskich Hybrydach. Relacja Pawła Markiewicza

W swoim największym przeboju No Roots opowiada o tym, że lubi kopać dziury, chować w nich rzeczy i ma nadzieję, że kiedy dorośnie, to nigdy o tym nie zapomni. Właśnie m.in. tekst tej piosenki mogli usłyszeć wszyscy Ci, którzy udali się na pierwszy koncert Alice Merton w Polsce. Bilety wyprzedały się do ostatniej sztuki, a zebrana publiczność bawiła się fenomenalnie.

Alice Merton niedawno wyruszła w europejską trasę koncertową w celu promowania najnowszego materiału, który się już ukazał (No Roots EP) i tego, który jeszcze nie został wydany (debiutancki longplay). Artystka w tournee zabrała ze sobą młodego Irlandczyka – Sion Hilla, który zaprezentował publiczności set piosenek zagranych na gitarze, w akustycznym klimacie. Młody wokalista szybko złapał kontakt z widownią, w śpiewanie kompozycję wplatał niespodziewanie teksty z repertuaru Rihanny i Beyonce, na co słuchacze reagowali gromkimi brawami i wylewnym entuzjazmem.

Kiedy na scenę wkroczyła najjaśniejsza gwiazda, fani przywitali ją gromkimi brawami i okrzykami. Wtedy też rozbrzmiał pierwszy utwór i drugi oficjalny singiel z No Roots EPHit The Ground Running. Alice Merton zrobiła pozytywne wrażenie nie tyko na mnie, ale także wszystkich, którzy wtedy znajdowali się w warszawskich Hybrydach, a powodem był jej piękny głos, który brzmiał czysto i momentami lepiej niż na nagraniach studyjnych – bez żadnych wspomagaczy, ulepszaczy, tylko ona i cała ona.

Pomiędzy skocznymi, dynamicznymi kompozycjami znalazł się także czas na przejście do sfery dość intymnej i prywatnej. Wyraźny przełom brzmieniowy nastąpił w momencie, kiedy na scenie zgasły wszystkie światła, a pozostała zapalona jedynie jedna lampa przy pianinie. Artystka zeszła na chwilę z oczu słuchaczy, a po chwili wróciła i zaśpiewała chwytającą za sercę balladę Back To Berlin. I wcześniej, kiedy wszyscy śpiewali z Alice (nawet te niewydane oficjalnie piosenki, co pozytywnie zaskoczyło artystkę), teraz milczeli i w ciszy wschłuchiwali się w to, co do przekazania ma Merton. Wszystkie oczy skierowane były na Nią.

Kontakt z publicznościa zapytacie? Chyba nie muszę mówić, że Alice rozmawiała ze słuchaczami tak jak ze znajomymi na przykład w barze. Była otwarta, komunikatywna, często żartowała i opowiadała ciekawostki (nierzadko prywatne). Kiedy poprosiła widownię, żeby skakali na słowo „jump!” w piosence, to wszyscy wykonywali jej polecenia.

Na koniec warto dodać, że w odróżneniu od innych, zagranicznych artystów, tutaj nie musieliśmy czekać długo, żeby wyszła do fanów. Zaledwie po niespełna dziesięciu minutach można było kupić pamiątki z oficjalnego merch’u i zrobić sobie z artystką zdjęcie. Ci co byli mają miłe wspomnienia, Ci co nie byli będą mieli jeszcze okazję, bo Alice zapowiedziała, że kiedy będzie z menadżerem planować kolejną trasę koncertową, to nie zapomni o Polsce.

Czytaj również