Alice Merton weszła z przytupem do branży muzycznej. O takim debiutanckim singlu bowiem marzy wielu artystów. No Roots sporo namieszało na listach przebojów w wielu krajów, a internauci masowo udostępniali hit w social mediach. Start marzenie. Droga do tego sukcesu nie była jednak szybka i prosta, o czym artystka szczerze wspomina na swojej pierwszej płycie. Album Mint właśnie ujrzał światło dzienne.
Bijający rekordy popularności i podbijający świat pierwszy singiel to dla debiutującego muzyka spełnienie marzeń, które czasami może stać się także przekleństwem. Niekiedy olbrzymi sukces debiutanckiego singla przyćmiewa młodego artysta i jego często wcale nie gorszą pozostałą twórczość. Co więcej, niemal zawsze pojawia się też łatka one-hit wonder, z którą nowe postaci w świecie muzyki muszą walczyć nawet kilka lat, aż będą w stanie się jej pozbyć.
Z taką łatką zmaga się wciąż bez wątpienia Alice Merton, której utwór No Roots oczarował miliony słuchaczy na całym świecie, zwrócił uwagę krytyków i stał się niemałą internetową sensacją. Singiel, mogący pochwalić się m.in. złotym statusem w USA, pozwolił wokalistce iść naprzód i wyruszyć dalej ze swoją muzyk – do różnych europejskich krajów, a także za ocean, gdzie dała wiele koncertów.
Album Mint to bez wątpienia odpowiedź Alice Merton na głosy niedowiarków nazywających ją artystką jednego przeboju. Faktycznie, na ten moment żaden kolejny singiel piosenkarki nie zdołał wyraźnie namieszać w zestawieniach. Wszystko jednak przed nią, a zawartość pierwszego krążka pokazuje, że dziewczyna ma wszelkie predyspozycje do zrobienia wielkiej kariery. I na to zasługuje.
Na swoim debiucie Alice Merton zdecydowała się przede wszystkim bawić muzyką, jednocześnie nie ograniczając się do określonego muzycznego schematu. To album pełen różnorodnych inspiracji. Na jednej płycie spotyka się taneczny pop, indie, pop-rock, funk i synth pop. Jednym z najważniejszych elementów, które budują klimat całego dzieła, jest jednak basówka przewijająca się niemal w każdym możliwym momencie.
Euforyczne Learn To Live, hitowe No Roots, fenomenalnie gniewne Speak Your Mind, bardzo groove Trouble In Paradise czy funkowe oraz zadziorne Lash Out. We wszystkich tych utworach możemy liczyć na gitarowe brzmienie, które hipnotyzuje i przyciąga uwagę. Merton celnie unika jednak monotonii, stawiając na bogactwo produkcyjne, wielowarstwowość oraz swoje umiejętności wokalne. Słychać, że uwielbia bawić się dźwiękami, mieszać jednocześnie różne style, pozostając wciąż wierną przede wszystkim instrumentom strunowym. Dzięki temu jej pierwsza płyta to całkiem zgrabny, niegłupi i urozmaicony zbiór popowych melodii.
Chóc album Mint kusi swoją muzyczną niebanalnością, Alice Merton tworzyła go na podstawie pewnej konkretnej formuły. Artystka wyjątkowo dobrze opanowała umiejętność tworzenia wpadających w ucho kompozycji, wykorzystując przy tym szeroki wachlarz muzycznych możliwości. Jej albumowe piosenki to gatunkowe mieszkanki oparte przede wszystkim na głośnych i mocnych refrenach, chwytliwych hookach, nagłych zmianach tempa, smaczkach produkcyjnych oraz energetycznym wokalu, który buduje określone emocje. Wszystkie te utwory mogą osiągnąć komercyjny sukces, jeśli doczekają się porządnej promocji.
Cieszy fakt, że pierwsza płyta nie jest jedynie zlepkiem potencjalnych, pustych radiowych hitów, które oprócz ciekawej warstwy muzycznej nie mają zbyt wiele do powiedzenia. Wielkim atutem Alice Merton są jej szczere teksty. Każdy utwór to oddzielna historia, którą artystka dzieli się ze słuchaczem. Mint jest dla niej czymś w rodzaju płótna, gdzie maluje swoje życie i próbuje dzięki temu odkryć samą siebie. Zbuntowaną, sfrustrowaną, niezgadzającą się na bierność, waleczną, melancholijną, ale ostatecznie gotową iść do przodu. 25-latka nie boi się głośno mówić o problemach z brakiem swojego miejsca na ziemi (No Roots, Homesick), pozwiązkowej nostalgii (Honeymoon Heartbreak), momentach napięcia i furii (Lash Out), walki z presją i łatką one-hit wonder (Why So Serious), zmaganiach z własnymi głębokimi lękami (Learn To Live) czy fałszywą przyjaźnią (I Don’t Hold a Grudge). Pora jednak na katharsis i jasny komunikat: żyj chwilą, ciesz się życiem i uwolnij się od negatywnych emocji.
Siłą Alice Merton jest jej muzyczna niezależność. Swoją debiutancką płytę wydała pod własną wytwórnią, którą stworzyła po problemach z firmami fonograficznymi. To czyni ją już na starcie kariery niezależną artystką osobiście nadającą ton swojej twórczości i niebędącą kolejnym produktem świata popkultury. Mint to dzieło szczere, odważne, pełne dobrej muzyki i storytellingu na wysokim poziomie. Debiut przemyślany oraz mający wiele do zaoferowania. Po prostu dziewczyna z talentem.



