Alexandra Burke – #NewRules (2013), recenzja Zuzanny Janickiej

Karierę brytyjskiej wokalistki Alexandry Burke obserwuję prawie od samego początku – a konkretniej od pojawienia się w sieci piosenki Bad Boys. Wokalistka zwróciła moją uwagę swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami wokalnymi. Chociaż od jej scenicznego debiutu w programie X-Factor minęło już dobrych pięć lat, Alexandra wciąż nie może przebić się do pierwszej ligi gwiazd brytyjskiej sceny muzycznej. Czy tym razem się uda?

Burke ma świetny głos (jak dzwon!), na żywo wypada świetnie, jest niebrzydką kobietą. Można się tylko zastanawiać, w czym tkwi problem. Czemu Alexandra tak słabo sobie radzi? Odpowiedź jest prostsza, niż myślicie. Charyzma czy wokal to nie wszystko. Ważny (jeśli nie najważniejszy) jest repertuar. Jak potoczyłaby się kariera Rihanny, gdyby pozostała przy bujających utworach z pogranicza r&b i reggae? Gdzie dzisiaj byłaby Nicki Minaj, gdyby wyznawała zasadę „tylko rap, zero komercji”? Na pewno nie w waszych odbiornikach radiowych.  Alexandra miała mniej szczęścia niż wymienione przeze mnie wokalistki. Jej wielkim problemem jest brak dobrego, pasującego do niej repertuaru.

Jej debiutancka płyta Overcome, mimo oczywistych zalet (rewelacyjnego coveru Hallelujah Leonarda Cohena, swingowego Bury Me (6 Feet Under)), jest albumem chaotycznym. Burke próbowała połączyć to, w czym czuje się najlepiej (ballady) z utworami, które mogłyby namieszać na listach przebojów. Jednak największym minusem Overcome są same melodie – mało oryginalne, wręcz sprawiające, że słuchacz ma deja vu. Nie da się odgonić myśli, że gdzieś się to już kiedyś słyszało. Samą siebie Alexandra przeszła jednak na Heartbreak on Hold. Postanowiła zostać królową dyskotek i zaprezentowała nam zestaw tanecznych, ale wyjątkowo słabych kawałków. Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszałam informacje, że Burke przygotowuje nowy materiał, zadrżałam ze strachu i zaczęłam się zastanawiać, czy wokalistka odnalazła wreszcie swój styl i spotkała ludzi, którzy skierują jej twórczość na właściwą drogę.

Po ukazaniu się najnowszego minialbumu wokalistki, #NewRules, ciekawa byłam reakcji publiczności. Przyznam, że komentarze przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Ludzie byli zawiedzeni, że miejsce electropopu zajęła porządna muzyka spod znaku r&b i soulu. Wybaczcie, ale to pytanie ciśnie mi się na usta widząc opinie negatywne opinie o nowej muzyce Alexandry – narzekacie, że nie gra już muzyki dance, a czy ktokolwiek z was bawił się przy piosenkach z Heartbreak on Hold? Bardzo wątpię. Utwory z tego albumu zostały wręcz zlekceważone przez stacje radiowe.

Epka #NewRules składa się z sześciu piosenek. Otwiera ją intro Leave a Message. Do wciągającego, ale też nieco monotonnego bitu, dodano wiadomości telefoniczne pozostawione najprawdopodobniej przez fanów Alexandry. Jest to udane wprowadzenie w dalszą część minialbumu. Pokazuje, że mimo ostatnich oczywistych porażek Burke wciąż ma wielu fanów, którzy będą ją wspierać i cieszyć się na każdą jej nową piosenkę.

http://www.youtube.com/watch?v=65FwUJGuH8M

Program X-Factor ma to do siebie, że pokazuje marzącym o karierze ludziom, że wystarczy wykonywać czyjeś utwory, by odnieść sukces. Nie inaczej było z Alexandrą. Jej pierwszym singlem (a zarazem sporym przebojem) było w końcu Hallelujah z repertuaru Cohena. Bardzo lubię oryginał, ale to, co z tym utworem wyczyniała artystka, powinno przejść do historii talent show. Klasa sama w sobie. Teraz również sięgnęła po cudzy kawałek. Wybór padł na Fix You – przepiękną, poruszającą balladę Coldplay z albumu X&Y. Ostatnio zauważyłam, że piosenka ta chętnie wykonywana jest przez osoby, które z rockiem wiele wspólnego nie mają. Ledwie minął miesiąc od premiery soulowego krążka Love Never Fails Jahméne Douglasa z coverem Fix You, a już otrzymujemy kolejną wersję tego utworu. Skoro przebój Coldplay w wykonaniu Alexandry nie ma w sobie tylu emocji co oryginał, to znaczy, że nikt już nie powinien brać się za tę piosenkę. Jeśli Burke zadaniu nie sprostała, każda kolejna wersja Fix You będzie klęską. Artystka wykonała utwór poprawnie, ale bez emocjonalnych fajerwerków.

Znacznie bardziej podobają mi się pozostałe piosenki przygotowane przez Burke. Na pierwszym miejscu stawiam spokojne Day Dream. Utwór przywodzi mi na myśl lata 90. i czasy, kiedy muzyka Mariah Carey święciła największe triumfy. Day Dream mógłby zostać umieszczony na jednej z pierwszych płyt autorki niezapomnianego Vision of Love. Kolejna ballada to Try. Jest niesamowicie cicha i delikatna. I, niestety, nieco nudna. Nie wpada tak szybko w ucho jak pozostałe kompozycje. Mimo, iż przesłuchałam ją z dziesięć razy, nadal nie potrafię zanucić choć fragmentu.

Nie tylko ballady znajdziemy na #NewRules. Alexandra zaprosiła do współpracy brytyjskiego rapera Wretcha 32. Nagrali razem utwór Seduce You. Ten łączący w sobie r&b i hip hop kawałek na pewno spodoba się fanom przebojowych, niebanalnych rytmów. Jego ozdobą jest Alexandra. Brzmi niezwykle seksownie. Ciekawie przeciąga słowa. Pełną słońca piosenką jest Bounty Hunter, które zawiera w sobie elementy reggae.

Słuchając minialbumu #NewRules nie da się nie zauważyć, że wokalistka faktycznie ustaliła nowe zasady. Electropop porzuciła na rzecz r&b i soulu. Nie obraziłabym się, gdyby na nadchodzącym trzecim studyjnym albumie kontynuowała znajomość z tymi gatunkami. Piękne soulowe ballady, przebojowe piosenki r&b i powinno być super. Wierzę w Alexandrę.

alexandra burke newrules

Czytaj również